piątek, 29 lipca 2016

Dobry wybór

- Ja to bogaty kiedyś byłem i mogłem w dziewkach jak w ulęgałkach przebierać! - Dziadek Jacek podparł brodę wielką jak bochen dłonią i westchnął głośno, wpatrując się w stojącą przy zlewie babcię.
- Czyli znaczy?
- Znaczy w gruchach takich, pacanie!
- Wiem przecież, mnie o te dziewczyny chodzi!
Babcia stanęła do nas frontem i zmarszczyła czoło.
- Bo wtedy, za młodu, się człowiek zakochał i myślał, że los najlepszą pod nos podstawił! - Jacek sięgnął po kubek z kompotem i pociągnął solidny łyk, rozlewając kilka kropel słodkiego płynu na kraciastą ceratę - I słuchaj co Ci powiem, żebyś tego samego błędu nie zrobił w przyszłości! Jeśli masz wybrać babę mądrą, weź mądrą, ale z dużymi cyckami. Bo mądrość choroba zabierze, albo naturalnie odejdzie, a cycki zostaną. I jak wybranka twoja, ta życiowa znaczy, zgłupnie nagle, lub w ramach jakiegoś dłuższego procesu, to chociaż wizualnie niech nie będzie odpychająca.
- A mnie mamusia radziła, żeby chłopa wziąć albo bogatego, albo z dużym wackiem! - Babcia pokiwała głową i powróciła do przerwanego zmywania.
- I co wybrałaś? - spytałem, spoglądając szelmowsko na emeryta.
Gdyby wzrok mógł zabijać, okaleczać, lub choćby boleśnie poniewierać, leżałbym u stóp dziadka jak brudna szmata.

piątek, 22 lipca 2016

Kariera muzyczna

Drzwi otworzyły się w przeciągłym skrzypnięciu, oparły o wieszak przyśrubowany do bocznej ściany, odbiły od aluminiowej konstrukcji i ponownie zamknęły z hukiem. Z klatki schodowej doszło stłumione plaśnięcie i głos Dziadka Jacka.
- No żesz kurwa mać!
Podszedłem do wejścia i przez judasza wyjrzałem na korytarz. Przed progiem stał senior. Jedną ręką trzymał się za nos, drugą tłukł w pomalowaną na biało powierzchnię drzwi.
- Otwieraj!
- Kto tam? - spytałem cicho.
- Czerwony Kapturek palancie! - Jacek wrzasnął na cale gardło - Otwórz, bo wejdę do środka z drzwiami i z Tobą!
Uchyliłem delikatnie podwoje.
- Co za niespodzianka! - udałem radość na widok kontuzjowanego emeryta - A gdzie to się bywało przez ostatnie kilka dni?
- Karierę robiłem dupku! - Jacek odepchnął mnie bezceremonialnie i poczłapał nie zdejmując butów do kuchni.
- Jaką karierę!? - zamknąłem mieszkanie i poszedłem za dziadkiem.
- Didżejską!
- Czyli że co?
- Czyli, że kupiłem od tego gówniarza z kamienicy obok mikser, bo ponoć na muzyków lecą laski, - emeryt zmoczył zimną wodą kawałek gazy i przyłożył ją do nosa, lekko odchylając głowę do tyłu - a mi się zachciało rozsiewać czar przed tymi raszplami z osiedlowego koła emeryta.
- I co, podziałało?
- Tak, poleciały dwie laski, jedna kula, a przytomność straciłem jak ktoś rzucił chodzikiem i dostałem centralnie w cymbał. Dopiero mnie wypuścili ze szpitala.
- A mikser gdzie?
- Poszedł na pokrycie strat. Ponoć chodzik całkowicie się rozkraczył, a babina nie miała wykupionego autocasco...

niedziela, 10 lipca 2016

Andrzejki - "Do Dyzia"

Czasem człowieka najdzie wena. Czasem pod wpływem zewnętrznego czynnika i wewnętrznej potrzeby rodzi się w sercu poezja. I to nie jakaś tam podrzędna, jaką może napisać byle ambasador, ale taka przez duże "Poe" (Edgar Allan - przyp. red.). I coś takiego mię akurat dziś tknęło. Tknęło na tyle mocno, że siniak zakwitł na mym ciele, a krzyk, będący konsekwencją tego tknięcia, jaki się z gardła wydobył, zabrzmiał mniej więcej tak (śpiewać na melodię piosenki "Pero, pero" Jana Kaczmarka):

Dyziu, Dy-ziu-u-u!
Fak ju! Fak ju! Fak ju!

Dzieło zatytułowałem "Do Dyzia" i zaliczyłem do nowego gatunku autorskiej poezji zaangażowanej, tak zwanych Andrzejek. Jak na razie to moje najlepsze dzieło. Może dlatego, że jedyne.

poniedziałek, 4 lipca 2016

Środek na pasożyty

Taki dowcip wymyśliłem właśnie - wszystkie dobre teściowe z góry przepraszam, wszystkie złe niech się poprawią i przeproszą!

Spotkało się dwóch facetów przy piwie.
- Doszły mnie słuchy, że szanowna mamusia zaniemogła ostatnio!
- Ano złapała jakieś owsiki czy coś w tym guście podczas wycieczki do Egiptu. Wiesz jakie tam panują warunki epitemiologiczne. Ledwo się człowiek pierwszego spotkanego sfinksa dotknie, zaraz jakąś zarazę złapie i leci z niego ze wszystkich otworów przez tydzień.
- Ale wyszła już z tego?
- Nie bardzo...
- ?
- Kupiła jakiś środek na pasożyty, wzięła przed snem, a nad ranem znaleźliśmy w łóżku pustą pidżamę i garść robaków...