sobota, 15 stycznia 2011

Korniszon

Dziadek Jacek przepił swoje życie. Był kiedyś synem, bratem, potem mężem i ojcem, uznanym fachowcem, uczynnym sąsiadem i przykładnym obywatelem. Był inteligentny, przystojny, elokwentny, zgrabnie posługiwał się nożem i widelcem i nie odginał małego palca przy piciu kawy i herbaty z filiżanki.

Niestety pewnego dnia postanowił uczcić alkoholem domowej produkcji swój udany żywot i zapamiętał się w tym świętowaniu. Powoli i systematycznie przestawał być synem i bratem, nagle przestał mężem i ojcem. O braku uznania jako fachowca zakład pracy powiadomił go w stosownym dokumencie, dobrym i mile widzianym sąsiadem przestał być wraz z koniecznością poszukiwania wsparcia finansowego u niegdysiejszych przyjaciół zza ściany, sufitu i podłogi, a przykładność obywatelska zakończyła się wraz z pierwszymi odwiedzinami umundurowanych stróżów prawa.
Dziadek Jacek przestał istnieć jako postać znana z imienia i nazwiska, a zaczął jako zbiór niecenzuralnych rzeczowników.

Kiedy pewnego dnia zasiadł samotnie w kuchni przy cudem uzbieranej flaszcze oraz słoiku ogórków, i usłyszał piskliwy głosik:
- Zatrzymaj się menelu! - nawet mocno się nie zdziwił. Przyzwyczaił się do takich, i o wiele gorszych epitetów. Niestety tym razem, choć rozglądał się wykorzystując maksymalnie możliwości obrotowe szyi i lekko rozkołysanej już głowy, nie zauważył nikogo, kto go nim potraktował.
- Zatrzymaj się menelu! - zabrzmiało jakby ze słoika otwartych właśnie korniszonów.
Dziadek Jacek nachylił się i zauważył niewielką zieloną twarzyczkę spłaszczoną na szkle.
- Wypuść mnie stąd pacanie! Tylko nie widelcem! - stworek zauważył próbę sięgnięcia Dziadka Jacka po leżący nieopodal sztucieć - Nie widłami morderco, paluchami!
- Ale co... Jak... - mężczyzna, podobnie jak w latach tzreźwości młodzieńczej, znów błysnął elokwencją!
- Nie gadaj, tylko słuchaj - korniszon wpierw przeciągnął się lekko, a następnie skierował maleńki palec malutkiej dłoni prosto w twarz człowieka - jestem, choć nie wiem czemu, Twoim wybawieniem! Szczęśliwym duchem, spełnieniem głęboko skrywanych marzeń i tęsknot. Jestem wreszcie szansą na wypłynięcie z tego rynsztoka - maleńka rączka zatoczyła koło, unaaczniając biedę kwatery Dziadka Jacka. - Możesz wierzyć lub nie, ale wysłano mnie, bym spełnił trzy Twoje życzenia! Nie pytaj czemu ja i czemu w takiej postaci. Nie wiem i nawet nie chce mi się nad tym zastanawiać. Poza tym obrzydliwy jestem. Pospiesz się, bo mnie od octu w nosie kręci! Miejmy to już za sobą!

Nierealność sytuacji początkowo sprzęgła się ze stanem lekkiego zamroczenia mężczyzny. Z czasem jednak, do budzącej się z uśpienia świadomości poczęła docierać jej wyjątkowość i wiążące się z tym możliwości. W głowie Jacka rozbłysły obrazy dawno utraconych, a możliwych do odzyskania dóbr materialnych i więzów rodzinno - przyjacielskich. I to z nawiązką! Mężczyzna podniecony tym widokiem nalał wódkę do stojącej obok butelki topornie rżniętej musztardówki. Wypił zawartość jednym haustem i zakąsił trzymanym w ręku ogórkiem.

Ze stanu rozmarzenia nie wytrącił go nawet stłumiony krzyk, dobywający się z ust...

2 komentarze:

  1. hehehe :) dobre. przeczytałam i na końcu se mysle: "Ok, a gdzie druga częśc?" po czym doznałam olśnienia:) hehehe:)

    OdpowiedzUsuń