sobota, 15 stycznia 2011

Święty Jerzy

Jerzy poklepał konia po szyi i wbił trzewiki w strzemiona. Zwierzę parsknęło cicho, jakby chciało potwierdzić gotowość do dalszej drogi.
- Nam pora - rycerz zsunął zasłonę przyłbicy i poprawił uchwyt kopii. Ruszył, powoli mijając ostatnie kikuty drzew spalonego lasu. Chrzęst zgniatanej kopytami ściółki zastąpił dźwięczny stukot o zaległy u podnóża góry żwir. Rycerz zmarszczył nos. Zapach bestii, do tej pory spychany na plan dalszy przez swąd spalenizny, teraz wdzierał się w nozdrza i drażnił oczy. Koń widać też poczuł potwora, bo co i rusz potrząsał głową, dając wyraz swemu niezadowoleniu coraz głośniejszym parskaniem. Jerzy klepnął go lekko po karku.
- Spokojnie malutki, - powiedział omiatając okolicę wzrokiem - spokojnie.
Spośród obłych brył otoczaków poczęły wyłaniać się szarawo-brunatne kawałki ludzkich szkieletów. Leżące obok pordzewiałe fragmenty zbroi oraz rozrzucone w nieładzie miecze, topory, strzaskane i powyginane tarcze jasno wskazywały rodzaj poległych tu gości i charakter ich odwiedzin.
- Gospodarz raczej niegościnny - Jerzy zaśmiał się cicho.
Nagle kopyto trafiło na szczerzącą mocno przetrzebione uzębienie ku słońcu czaszkę. Kość pękła z głuchym trzaskiem wzbijając chmurę jasnego pyłu. Jerzy spiął się jak struna. Plecy wsparły się mocniej na tylnym łęku siodła, a ręka bezwiednie mocniej zacisnęła się na kopii. Z góry dobył się przeciągły pomruk. Rycerz dopiero wtedy zauważył wlot jaskini, jakby wykrojonej w boku góry ogromnym dłutem. W mroku zajaśniały czerwone ślepia bestii...
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Jerzy zapalił papierosa i zaciągnął się głęboko. Dym przyjemnie wypełniał płuca. Przekręcił się na bok i spojrzał w oczy ukochanej.
- Następnym razem musisz bardziej uważać. - rzekł, wypuszczając dym z ust - Nie jestem już młodzikiem. Za stare mam i za słabe kości na takie harce. Musimy zmienić nieco dotychczasową formułę gry wstępnej. - dodał - Mam nadzieję, że mnie rozumiesz!?
Smoczyca przeciągnęła się lekko i spojrzała człowiekowi w oczy. Rzęsy zatrzepotały zalotnie, a rozszczepiony język musnął rycerza w policzek.
- Chyba żartujesz! - Jerzy westchnął głośno i zmarszczył czoło - Jeszcze raz?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz