sobota, 15 stycznia 2011

Tuszę, że czytam i tuszę...


Uwielbiam czytać w łazience, jeśli nie siedząc na klozecie, to choćby w wannie podczas kąpieli, zanim woda zacznie stygnąć, a skóra na stopach przypominać suszoną śliwkę. Wtedy szybko się namydlam i spłukuję pianę kilkoma chlapnięciami. Wieczorna toaleta zajmuje jakieś pół godziny, czasem nawet i godzinę, z czego pięć minut przeznaczam na zmywanie codziennego brudu, resztę czasu na trawieniu liter. Nie przeszkadzam nikomu, zazwyczaj wtedy wszyscy w domu już śpią, więc na moje wyjście nie czeka rodzinna kolejka pod drzwiami.

Wcześniej uzbrajam się w książkę, choć bywa, że za dnia, kiedy wpadam tylko na chwilkę, tylko na lekkie kucnięcie, czytam opakowania. Czasem kilka razy. Przeczytałem już chyba wszystko co producent chemii gospodarczej miał mi do powiedzenia. Mało co rozumiem z listy substancji składowych, ale widok liter ustawionych w szeregu uspokaja oczy.
Wieczorem jednak książka być musi.

Grę wstępną zaczynam na muszli. Z galotami opuszczonymi do kostek rozpędzam wyobraźnię i ożywiam pamięć przerwanego wcześniej fragmentu. W tym czasie nalewam wodę. Kiedyś nie lubiłem gorących kąpieli, dziś już nie. Początkowa temperatura ma ogrzać coraz starsze kości i starczyć na kilka rozdziałów...

Po kąpieli spokojnie wychodzę z wanny. Z coraz większym trudem, ale nadal o własnych siłach.
Ręcznik śmierdzi wilgocią, która nie może wydostać się z łazienki przez zatkane strzępami kurzu kratki wywietrznika. Szybko wycieram twarz, wstrzymując oddech. Potem już wolniej resztę ciała. Galoty. Lekko za duże. Pociesza mnie, że skoro są takie robione, to gdzieś po tym łez padole chadzają osobnicy z większą wypornością ode mnie. Potem przystanek przed lusterkiem. Kiedyś udawało mi się wciągać brzuch, teraz udaję że mi się udaje...
W korytarzu powietrze już bardziej suche. Szklana tafla zamontowana w szafie z braku wilgoci mocno się ostatnio skurczyła. Tylko wszerz - dziwne... Koszulka zgarnięta z półki też wstąpiła się w praniu. Syndrom Alicji psia mać. A ja tylko chciałem sobie poczytać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz