sobota, 5 lutego 2011

Wielki wybuch

Doktor McDeckell kręcił powoli gałką potencjometra. Na niewielkim ekranie konwentera zatańczyły świetlne kreski wykresu częstotliwości. Mężczyzna przechylił nieco głowę i zbliżył ucho do drewnianej obudowy urządzenia. Na zmarszczonym czole pojawiła się kropla potu.
- I jak? - Profesor Dżugaszwili popatrzył z nadzieją na kolegę siedzącego przy głośniku.
- Chyba powoli coś się zaczyna wy-ła-niać! - odpowiedział McDeckell, specjalnie sylabizując ostatnie słowo.
Profesor zdjął okulary z nosa i przetarł je skrawkiem białego fartucha.
Stojąca obok brunetka patrzyła niezrozumiałym wzrokiem to na jednego, to na drugiego mężczyznę.
- I to ma być ta sensacja? Te szumy i bzyknięcia mają być najważniejszym odkryciem w dziejach naszej cywlizacji? - spytała drwiąco.
- Proszę o nieco cierpliwości pani redaktor! Już za chwileczkę! - doktor McDeckell zaczesał na tył głowy opadającą mu na oczy długą grzywkę. - Zaraz powinniśmy usłyszeć odgłosy towarzyszące i poprzedzające wielki wybuch!
Kobieta uśmiechnęła się kwaśno.
- Czy czasem ktoś już na to nie wpadł?
- Otóż nie szanowna pani. Z kosmicznego szumu wyseparowano jak na razie dźwięki jakie nastąpiły po tym wydarzeniu. Owszem, udało się dojść do setnej części przed wybuchem, nikt jednak nie zarejestrował dźwięku zero! - Profesor założył okulary na nos i położył rękę na oparciu fotelu McDeckella. - Powiem więcej, za chwilę usłyszy pani dźwięk minus jeden, czyli to, co poprzedziło kosmiczną eksplozję!
- Ale... - dziennikarka chciała coś powiedzieć, gdy z głośnika dobiegł wyraźny dźwięk jakby szurania.
- To on! - Dżugaszwili klasnął w dłonie i podskoczył jak dziecko.
Wszyscy pochylili się nad konwenterem.
Szuranie trwało kilkanaście sekund. Nagle dało się usłyszeć głuche uderzenie i odgłos rozbijanego szkła. Przed kanonadą dźwięków, jakie wypłynęły z głośnika tuż po tym, jakiś głos w odbiorniku zdążył jeszcze krzyknąć:
- Ja pierdolę!

1 komentarz: