środa, 16 lutego 2011

Wodowanie

W pobliżu jednego ze spustów wody, stawu należącego do Spółdzielni Rybackiej "Bez ikry", świeżo wypełnionego zarybkiem karpia bezłuskowego, zwanego potocznie golcem, znaleziono ciało kobiety, mocno napęczniałe od gazów pośmiertnych. Niedługo potem do kasy Powiatowego Urzędu Pracy po zasiłek zgłosił się nieznany mężczyzna z podejrzanie wyglądającym upoważnieniem, wypisanym rzekomo przez Michalinę R., córkę Krzysztofa i Donaty, z domu Z.
Kasjerka, Cecylia J., która o niezidentyfikowanym ciele przeczytała w dziale kryminalnym lokalnej gazety pracowników przemysłu drzewnego "Toporny tydzień", połączyła ze sobą te dwa fakty i, udając konieczność potwierdzenia wypłaty zasiłku u kierowniczki działu wpłat, wypłat i składek jubileuszowych, zadzwoniła do dyżurnego miejscowego posterunku policji Mieczysława Ś. Funkcjonariusz zjawił się w PUP-ie zanim mocno strwożona kasjerka skończyła wypłacać nieznanemu osobnikowi kwotę 574 zł w dziesięcio- i dwudziestogroszówkach.
Zatrzymanym okazał się Dziadek Jacek, mąż Michaliny R., który na widok umundurowanego dryblasa przyznał się do tej jak i kilku innych zbrodni popełnionych na terenie pobliskich gmin w ciągu dwóch ostatnich dekad, w tym gwałt zbiorowy na stadzie krów rasy Jersey w PGR-ze im. Dobrych Stosunków Polsko - Radzieckich.
- A przecież - powiedział mocno rozczarowany Dziadek Jacek przed obliczem lokalnego wymiaru sprawiedliwości - wszystko odbyło się zgodnie z uświęconą tradycją ceremonii wodowania. Wpierw rozbiłem szampana o dziób, potem spławiłem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz