wtorek, 8 marca 2011

Mikołaju, Mikołaju, co Ty robisz w naszym kraju...

W pokoju panował półmrok. Pośrodku stało masywne biurko obłożone papierami. Siedział przy nim łysiejący osobnik w drucianych okularach, białej koszuli z czarną aksamitną muchą i czarnych narękawnikach. Wertował coś zapamiętale, lewą ręką przewracając luźne kartki ułożone w zgrabny stosik, prawą wpisując jakieś dane do rzędów tabelek w wielkiej księdze w skóropodonych okładkach. Co chwilę sprawdzał zgodność jednego z drugim i kiwał z zadowoleniem głową. Lampka przymocowana do blatu oświetlała tylko miejsce pracy urzędnika, resztę pokoju pozostawiając w półmroku. W szarościach, wypełniających większość pomieszczenia majaczyły wielkie szafy z rzędami teczek, pudełek i skoroszytów.
Ktoś zapukał.
- Wchodzi! - powiedziął cicho urzędnik nie odrywając wzroku od dokumentów.
Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypieniem, a w progu stanął osobnik w stroju Świętego Mikołaja.
- Witam serdecznie w naszym urzędzie. Proszę się rozluźnić i przygotować dokumenty. Życzy Pan sobie kawę, herbatę czy gazowane napoje smakowe?
- ...
- Proszę się nie wysilać i tak nie mamy. - urzędnik przejechał palcem po świeżo wpisanych danych i uśmiechnął się z zadowoleniem - Pytam, bo takie są założenia i wytyczne odgórne. Żeby pytać właśnie. Niestety trzeba było obciąć koszty. Padło na napoje, paluszki oraz kolegę Maciejaszczyka. Może pan zna... Taki nijaki...
- Ładnie tu macie - Mikołaj rozejrzał się po pokoju.
- Dowcipem kruszymy lody? Proszę się nie wysilać. Pan siada i się czuje jak u siebie.
- Na krzesełku?
- Oj, widzę że płaskie w pupala gryzie. Ano takie nam dali. Nic nie poradzę.
- To nie to! Pytałem czy na krzesełku.
- A widzi tu jakieś fotele?
- Nie widzi!
- To skoro widzi, że nie widzi, to na krzesełku. Siada więc i przygotuje papiery.
Urzędnik spojrzał znad okularów na przybysza.
- Oj, widzę że kawalarza nam dobre wiatry przywiały! To żart jakiś? Ukryta kamera? Dowcip studencki, który jutro zawiśnie w internecie?
- To znaczy, że co?
- Że szanowny Pan jak widzę nadal lekko świąteczny, a tu Boże Narodzenie dawno za pasem i śniegu jak na lekarstwo.
- Wiem. Trudno było dojechać. Płozy strasznie pościerało na asfalcie.
- Dobra dowcipnisiu! Albo mi szybko i logicznie wyjaśnisz całą tę maskaradę, albo żegnamy się ozięble i pan Tomek wyniesie cię za ten krasny kubraczek.
- Jestem Świętym Mikołajem!
- Toś mnie pan zaskoczył.
- Ale ja jestem prawdziwy!
- Dobra, miałeś pan szansę. Wołam ochronę!
Urzędnik otworzył usta i spróbował krzyknąć. Niestety, choć bardzo chciał, nie wydobył z siebie choćby najcichszego pisku.
- Przepraszam! - Mikołaj westchnął i pstryknął palcami.
- ... dziadu! Co mi pan zrobił!?
- Musiałem. Zdaję sobie sprawę jakie wrażenie może wywołać moja osoba i to, że jestem prawdziwym Świętym Mikołajem. Czasem tak trzeba...
- Zatkało mnie. Ot i całe wyjaśnienie! Sam pójdę po ochronę!
Urzędnik spróbował wstać. Niestety nie mógł ruszyć choćby palcem u nogi. Zdziwiony takim stanem rzeczy spróbował jeszcze raz krzyknąć - bez skutku. Na twarzy pojawił się wyraz zaskoczenia i panika.
Mikołaj pstrykął palcami.
- ... mać!
- Niech pan przyjmie wreszcie do wiadomości, że ja naprawdę istnieję!
- Ale co, jak, dlaczego?
- Gdyby pan łaskawie zaczął słuchać i przestał się opierać, znacznie ułatwiłoby nam to rozmowę i skróciło moją tu obecność do koniecznego minimum. Ja przedstawię swoją prośbę, pan oceni na ile możliwe jest jej zrealizowanie. A teraz proszę odetchnąć głęboko, nieco się uspokoić i dać mi znak, że jest pan gotowy do prowadzenia tej zajmującej dyskusji.
Urzędnik kiwnął głową, choć nadal miał małe kłopoty z oddychaniem.
- Otóż panie Krochmal, poszukuję pracy. - powiedział przybysz - Tak, znam pana nazwisko, podobnie jak kilka innych ciekawostek z pana marnego żywota. Fakt, że nie przytoczę ich w tym momencie nie świadczy wcale o mojej przyzwoitości czy umiejętności zachowania tajemnicy, lecz obrzydzeniu jakie we mnie one wzbudzają. - Mikołaj skrzywił się nieznacznie - A ja panie Krochmal niechętnie wymiotuję! Zresztą jeśli popatrzeć na mnie, od razu widać, że raczej bardziej wchłaniam niż wydalam. To że wspomnianych faktów nie wplotę w ten wywód nie świadczy jednak, że nie zrobię tego w przyszłości, w bardziej stosownym czasie i innych okolicznościach towarzyskich. Czy się rozumiemy?
Urzędnik kiwnął głową.
- A więc szanowny panie, poszukuję pracy!
- Czy mogę? - urzędnik podniósł dwa palce, prosząc o głos jak uczniak.
- No co tam?
- Skoro potrafi pan robić takie rzeczy, - Krochmal nadął policzki i pokazał palcem na siebie - to przecież spokojnie może wpłynąć na kogoś ważniejszego i bardziej ustosunkowanego.
- Otóż nie, łaskawco! - Święty uderzył się lekko pięścią w kolano - Jestem w stanie blokować pojedynczą osobę nawet i rok cały, oczywiście z wyjątkiem świąt, lecz nie mogę wpłynąć na jej wolną wolę. Poza tym, pan wybaczy szczerość, ale bezpieczniej jest dogadać się z takim szaraczkiem, żeby nie powiedzieć dupą wołową, bowiem widmo wykrycia nacisku i dekonspiracji mej skromnej osoby wzrasta wraz ze znaczeniem stanowiska w waszej hierarchii urzędniczej. A ja, jak się pan domyśla, wolę pozostać incognito... Niestety będzie to tym trudniejsze, że za sprawą magicznego przekleństwa nie mogę pozbyć się tego uniformu. Mogę go zdjąć, lecz nie założę niczego innego!
- Łatwo raczej nie będzie, panie Mikołaju. Trudno nie zauważyć kogoś takiego! - Urzędnik zmarszczył bezradnie czoło.
- Dlatego właśnie przyszedłem do pana! Bo choć mam niskie mniemanie o panu jako człowieku, członku społeczności lokalnej i religijnej, to jako znawcy rynku pracy mam jak najlepsze zdanie.
- Ale czemu szuka pan pracy? Przecież...
- Wiem, wiem. Mikołaj nie musi pracować. Opieprza się rok cały i tylko w okolicach świąt wozi dupę po świecie. Zgadza się! Święta to faktycznie jedyny moment, kiedy wyściubiam nos z chałupy, a przez resztę czasu wydeptuję ścieżkę między lodówką a telewizorem. I powiem panu szczerze, że mam już tego serdecznie dość! Wokół homoseksualne skrzaty debile, parzące się między kolejnymi zmianami, żona z zamrażarką w majtkach i białe niedźwiedzie, nie rozumiejące idei seksu francuskiego, które w chwili zapomnienia są w stanie odgryźć człowiekowi genitalia z całą miednicą i sporą częścią kręgosłupa. W telewizji same powtórki, a bibliotekę wyczytałem od prawej do lewej i z powrotem. Ja się zwyczajnie nudzę panie Krochmal!
- Będzie kłopot, - urzędnik machnął ręką w kierunku Mikołaja - z tym wyglądem i ubraniem...
- I tu mam małą propozycję! - Mikołaj uśmiechnął się tajemniczo.
- A co jeśli pana wydam?
- I co powiesz Krochmal?! Zastanów się, co? - przybysz pokiwał głową i puknął się palcem w czoło - A ja mam całkiem zgrabny zestaw pewnych dość ciekawych fotek. Bo o ile podniecenie na widok męskich sandałów jeszcze nie jest niczym nadzwyczajnym, to kopulacja z nimi może się wydać niektórym pana przełożonym mocno zniesmaczającym hobby. Pana błędem było uwiecznianie tego na kliszy filmowej...
- Więc co mam zrobić?
- Posłuchaj pan...

* * *

Krystyna rzuciła okiem na zegarek. Powinien już być - pomyślała zaniepokojona - spóźnia się kwadrans. Spojrzała na koleżanki, które sącząc drinki, rozmawiały nieco za głośno i chichotały co chwila. Dzwonek jaki doszedł z przedpokoju, choć oczekiwała na niego już od dłuższego czasu, zaskoczył i wywołał gęsią skórkę na ciele. Panie spojrzały po sobie zdziwione. Krystyna mrugnęła do nich okiem i pobiegła do drzwi.
- No nareszcie! - na progu stał potężny mężczyzna w stroju Mikołaja.
- Gdzie przyszła panna młoda? - spytał.
- W pokoju! - Krystyna wpuściła przybysza do środka - Ale miał być policjant! Policjanta zamawiałam!
- Potem będziesz składała skargi i zażalenia paniusiu, ja tu mam kilka niewiast do rozgrznia!
Mikołaj wszedł do pokoju, postawił na stole magnetofon, Włączył muzykę i zaczął się wić, zrzucając coraz to inne części garderoby.
Panie zapiszczały radośnie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz