sobota, 16 kwietnia 2011

Zastępstwo

Stanisław Kociupczyk rozpiął rozporek i posłał żółtawą strugę na pobliskie krzaki. Westchnął z nieukrywaną ulgą i odchylił głowę do tyłu, rozdziawiając usta.
- Popieprzyło cię gościu!? - krzaki zatrzęsły się gwałtownie.
Stanisław odskoczył jak oparzony, unosząc ręce w geście obronnym, zapominając niestety o tym, że pozbawiony uchwytu członek w środku miksji trudno kontrolować jedynie siłą woli czy też samym przykurczem mięśni podbrzusza. Uryna spłynęła dziarsko zarówno po jasnych płóciennych spodniach jak i granatowych skarpetach frotte, wciśniętych w gustowne skóropodobne sandały.
- Żesz kurwa... - Kociupczyk zaklął siarczyście i złapał, nie bez problemu, rozochoconego wolnością ptaszka. Mocz ochlapał dłonie, które mężczyzna otrząsał teraz z nieukrywanym obrzydzeniem - No w dupę twoja mać! Wyłaź fiucie z krzaczorów, bo jak ja pójdę do ciebie, to ci ryj wyklepę jak tablicę rejestracyjną!
- Ale nie mogę! - zachrypiało zza listowia.
Stanisław ominął lekkim łukiem roślinę, zapinając przy okazji rozporek.
To co zobaczył po drugiej jej stronie, wytrąciło go na chwilę z równowagi.
- A mówili żeby nie oddalać się od wycieczki, kiedy weszli na szlak turystyczny w górach Kaukazu... A mówili... - powtarzał sobie w myślach.

* * *

- I tak już ze mną jest, - Prometeusz westchnął cicho i spojrzał z żalem na niespodziewanego gościa - Zeus się wkurzył i przykuł mnie do tej skały. Teraz nie mogę ani wyjść na piwo, że o pociupcianiu nie wspomnę! I tak od ładnych kilku tysięcy lat! W pysku zaschło, a sperma oczy zalewa!
- Fakt, przesrane! - Kociupczyk pokiwał głową.
- Ale jest wyjście - tytan zmrużył oczy i oblizał górną wargę - jeśli zgodzisz się zastąpić mnie na kilka godzinek, bo ktoś tu musi siedzieć, nie ma przebacz, to ja wyskoczę na miasto, a po powrocie sowicie cię wynagrodzę! Słowo!
- No niby czemu nie... - cmoknął Stanisław - Ale rozliczamy się w euro! - dodał rezolutnie.

* * *

Sęp spojrzał na przykutego do skały mężczyznę. To nie był Prometeusz! Rozejrzał się, lecz nie zauważył nikogo innego. Jaja jakieś czy co? Wzruszył skrzydłami i złożył je wzdłuż ciała.
- A co to mnie właściwie obchodzi. W końcu sztuka jest sztuka.
Chłopina, początkowo uśmiechnięta od ucha do ucha, chyba wyczuła zagrożenie, zaczęła się bowiem wić na wszystkie strony i wrzeszczeć coś o jakiejś umowie. Sęp przygwoździł mężczyznę do skały potężną łapą i rozerwał dziobem brzuch pod prawym żebrem. Wyszarpnął wątrobę i...
- Ja pierdolę! - ptak wypluł gruczoł i splunął z obrzydzeniem - to Polak!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz