czwartek, 19 maja 2011

Przesłuchanie

Nadkomisarz Paprochin oparł spocone dłonie na gładkim blacie dębowego biurka. Westchął ciężko i sięgnął do kieszeni zgniłozielonej służbowej koszuli po srebrną papierośnicę, nagrodę za 15 lat nienagannej służby w szeregach Urzędu Bezpieczeństwa. Wyjął kremowego Konsomolca z grubym białym filtrem, opukał go o grzbiet metalowego pudełka i przytknął do ciemniejszej końcówki ogień zapałki. W pomieszczeniu rozszedł się zapach spalonej siarki.
Oficer poprawił pas. Stanął tuż za lampką, której ostre światło padało na podejrzanego.
- Nie chcesz gadać bandyto? - Paprochin zaciągnął się głęboko, przyjemnie gryzącym gardło dymem - My potrafimy zmuszać podobne kreatury do mówienia!
Ciężka pięść spadła na biurko. Snop światła zadrżał lekko.
Nadkomisarz podszedł do krzesełka i wsparł lewą rękę na drewnianym oparciu.
Od około kwadransa, po blisko trzech godzinach prób wyciągnięcia zeznań, zaczął zastanawiać się nad sensem całego przesłuchania, ale skoro zwierzchność tak rozkazali...
A Paprochin rozkazy zwykł wykonywać bez gadania.
W głowie mężczyzny pojawił się obraz generała Guzdrałowa, który po wczorajszej odprawie wziął go na bok, poklepał po ramieniu i rzekł:
- Pamiętaj Stiopa, wyciąg z rumianka!
Paprochin spojrzał na kwiatek.
Nareszcie! Pozbawiona wody i mocno przesuszona roślinka nareszcia zaczęła sypać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz