środa, 8 czerwca 2011

Kat

Topór wbił się w gruby, okorowany pniak z cichym plaśnięciem. Głowa przez chwilę wisiała w powietrzu, by zanurkować raptownie, i wywinąwszy w powietrzu małe salto paść na dębowe deski. Krwawe mazy pokryły jasną fakturę słojów zbitego naprędce rankiem podestu. Korpus wspierający się przez chwilę kikutem szyi o krawędź opasanego metalowymi klamrami polana, zsunął się bezładnie na podłogę i opadł naprzeciw zastygłej w zdziwieniu twarzy.
Pierwszy na planie zareagował operator. I to nie z powodu zaskocznia niespodziewaną realistycznością całej sytuacji, lecz dlatego, że krwawy rozbryzg upaćkał obiektyw i wierzchnią część kamery.
- No żesz w dupę! - zaklął siarczyście i począł ścierać zabrudzenie mankietem kraciastej koszuli.
Dopiero wtedy zauważył dziwnie narastające poruszenie na planie zdjęciowym.
- Przepraszam szefie, - spojrzał na reżysera - ale chlapnęło...
- Kto... Kto... - mężczyzna siedzący obok wgapiał się w ciało i stojącą nad nim zakapturzoną postać, wspartą na długim drewnianym stylisku - Kto to jest do cholery!? Co tu się dzieje!?
- To jest ten fachowiec, o którego pan prosił! - stojący przy ekspresie z kawą asystent przetarł grube szkła okularów i podbiegł do reżysera, wskazując jakiś napis na jednej z kartek grubego skoroszytu.
- Co jest panowie!? - zamaskowany osobnik zsunął kaptur na plecy i przyglądał się zdziwiony biegającym wokoło członkom ekipy - Przecież było powiedziane "cięcie"! No było powiedziane, czy nie!?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz