poniedziałek, 13 czerwca 2011

Nauki Mistrza Yo {21}

Gwang Shitumoto był znanym w całej okolicy, przywiązanym do tradycji, negocjatorem. Te dwie rzeczy nie szły często ze sobą w parze, bowiem uprawiając trudną sztukę godzenia, bywało że i kilkunastu zwaśnionych stron, trzeba było mieć umysł otwarty na nowe doświadczenia i odpowiednio je interpretować, a nie przykładać do wymyślonej przed wiekami miary. Świat przecież wciąż parł do przodu, kreując ciągle nowe powody ludzkiego zacietrzewienia, o których przodkom nawet się nie śniło. Gwang zdawał się tego nie zauważać, lecz mimo to mógł pochwalić się całkiem sporą ilością sukcesów. Mógł również pochwalić się sporą ilością porażek, przewyższających te pierwsze niemal dwukrotnie, ale nikt mu tego nie wypominał. Ot, tak z czystej sympatii oraz obawy przed ciężką pięścią Shitumoto. Bo trzeba przyznać, że tę część ciała, podobnie jak i całą resztę, miał on potężną i wzbudzającą respekt, nawet wśród populacji niedźwiedzi zamieszkujących pobliski łańcuch górski.
Czas płynął. Gwang spokojnie negocjował, a osobnicy objęci tym procesem spolegliwie płacili stosowny procent, bez względu na wynik końcowy sporu, zapewniając olbrzymowi przyzwoity poziom egzystencji.
Aż wreszcie za łby wzięli się lokalni mnisi oraz Huru, największy właściciel ziemski w okolicy. Chodziło o prawo zbiorów ryżu z pola położonego na południowym zboczu góry Ha, którego eksploatację obu stronom tuż przed bezdzietną śmiercią przekazała Setee, wdowa po zmarłym dekadę wcześniej młynarzu. Kobieta ostatkiem sił przywołała do siebie Huru i Mistrza Yo i wyszeptała:
- Podzielicie zbiory między siebie. W lata parzyste będą one należały do... ugrhhhyyyy... - i zmarła.
Jako, że obie strony sobie przypisały zbiór ryżu w aktualnie trwającym roku parzystym, i za nic nie chciały zrezygnować z panującego tego lata urodzaju, o pomoc zwrócono się do Shitumoto.
Potężny mężczyzna podjął się rozstrzygnięcia sporu i poprosił przedstawicieli skonfliktowanych stron o przedstawienie świadczących o swoich racjach faktów.

* * *
Poranek, choć słoneczny, nie należał do najcieplejszych. Lekki przywrozek ściął wilgoć parującą z rozgrzanej wczorajszym upałem ziemi i osadził białą warstwą na roślinach i dachach domostw, zbitych jak winogrona wokół rynku z niewielkim drewnianym podestem stojącym w centrum. Tu ogłaszane były postanowienia władz, zapowiedzi zaręczyn, ślubów i wesel, tu odbywały się licytacje oraz - jeśli zainteresowani postanowili ominąć drogę sądową i zrezygnowali z wyprawy do sąsiedniej miejscowości, gdzie takowy urząd się znajdował - lokalne rozstrzygnięcia sporów, którym przewodniczył wspomniany już Gwang Shitumoto.
Tak było i dziś...
Tłum stanął w centrum rynku, opasując ciasnym szeregiem drewnianą konstrukcję, pozostawiając jednak nieco miejsca dla uczestników sporu. Ciche szepty przelewające się przez tłuszczę uciął jak ostrzem miecza gest negocjatora. Jako pierwszy podszedł do niego Huru. Stanął przed Gwangiem, zdjął szeroki bambusowy kapelusz i ukłonił się nisko, okazując szacunek urzędowi i pełniącej go osobie. Pięść kolosa dosięgła obszarnika chwilę po tym jak wyprostował ciało i wyjął ze zdobnego rulonu washi ze starannie wykaligrafowaną treścią oświadczenia. Mężczyzna, choć również do ułomków nie należał, padł bez przytomności na ziemi.
W tym momencie do miejsca, gdzie przed chwilą stał Huru podszedł powoli Mistrz Yo. Podobnie jak poprzednik wyjął rulon, a z niego zwinięty płat zdobionego roślinnymi ornamentami papieru. Shitumoto zamachnął się i mało nie upadł, gdy mnich uchylił się przed ciosem, a potężna pięść pociągnęła za sobą resztę potężnego ciała.
Zebrany na rynku tłum westchnął zaskoczony, a gdzieniegdzie ozwały się lekkie oklaski.
Gwang tymczasem odzyskał równowagę i spojrzał na niewielką postać okrytą śnieżnobiałym kimono.
- W obliczu NIEZBITYCH faktów, zbiory z pola wdowy Setee w roku bieżącym przekazuję mnichom! - powiedział Olbrzym i pokłonił się Yo...

1 komentarz: