środa, 15 czerwca 2011

Nauki Mistrza Yo {22}

Azumi Kabayashi, handlarz z prefektury Yamasan, uchylił ciężką storę wiszącą w drzwiach samotni Mistrza Yo i wsunął głowę w powstałą w ten sposób szczelinę. W pomieszczeniu panował półmrok, więc nim oczy - wystawione do tej pory na ostre promienie słoneczne - przyzwyczaiły się do ciemności, minęła dobra minuta. Kiedy wreszcie z mroku wyłoniła się sylwetka medytującego mnicha, Azumi wszedł bez pytania do środka. Mniej więcej w połowie sali stanął i postawił na słomianej macie miseczkę z słodko-kwaśną cielęciną w kruchym cieście z kiełkami bambusa i korniszonem.
- Co Cię do mnie sprowadza? - Yo sięgnął po naczynie, poczym wgryzł się z chrzęstem w zielony miąższ ogórka i spojrzał na przybysza. Ten usiadł naprzeciwko, nienaturalnie mrużąc oczy.
Azumi od dawna miał kłopot ze wzrokiem, przez co w swojej osadzie nazywano go bambusowym kretem, bowiem sporą część dnia spędzał zbierając pędy zdrewniałych łodyg, które wraz z żoną - grubą Mio - zamieniał na sprzedawane na lokalnym bazarku meble ogrodowe.
- Mam kłopot z kobietą! - odparł Kabayashi i podrapał się lekko po łysiejącej głowie.
- Któż ich nie ma! - Yo wsunął do ust spory kawałek mięsa i począł żuć go z widoczną błogością - Ale mów jaki charakter mają Twoje problemy...
- Otóż jakiś rok temu - Azumi zamknął oczy, jakby chciał w myślach przywołać obrazy minionych wydarzeń - wyszedłem wraz z Mio do lasu. Chcieliśmy zebrać nieco ziół do zasuszenia na zimę, a być może i trochę grzybów do obiadu na niedzielę. Nagle, gdzieś tak pod wieczór, kiedy zaczęło już powoli zmierzchać, nad lasem rozpętała się burza. Dosłownie istne piekło. Złapałem Mio i popędziłem do domu, gubiąc po drodze część zbiorów. Po powrocie żona chciała wracać, widać po zgubę, ale przekonałem ją, że zrobi to następnego dnia, kiedy pogoda nieco się uspokoi.
- Co w tym dziwnego? - Yo oblizał palce i przetarł je o klapy kimona.
- Otóż od tego momentu - Azumi westchnął ciężko i spojrzał z nadzieją spod zmarszczonych brwi na mnicha - zaczęły się moje kłopoty z żoną... Niby pewne rzeczy się nie zmieniły, mogę nawet powiedzieć, że uległy poprawie. Na przykład w domu było czyściej, posiłki bardziej smakowały i zawsze pojawiały się na czas, a nocą - po kilku latach przerwy - znowu poczułem się jak mężczyzna, ale coś mnie w zachowaniu małżonki mocno zaniepokoiło. Otóż do czasu przygody w lesie należała ona do niewiast chorobliwie wręcz gadatliwych. Teraz nagle zaniemówiła. Początkowo myślałem, że to szok wywołany piorunami, ale po kilku miesiącach uznałem, że musi mieć to głębsze podłoże. Poza tym Mio cały czas chciała uciekać z domu i strasznie się zapuściła. Oczy jej bardzo popuchły i kompletnie zaniedbała depilację!
Yo pokiwał głową i wyciągnął dłoń w kierunku Azumiego.
- Ile palcy widzisz? - spytał, kręcąc zaciśniętą pięścią jakieś dziesięć centymetrów przed nosem gościa.
- Dwa! - odparł Kabayashi bez zastanowienia - Ale jaki ma to związek z moim problemem!?
- Otóż ma! - mnich wstał i podszedł do stojącej pod ścianą miski z wodą do mycia rąk - Na Twoim miejscu wypuściłbym tę Pandę na wolność i poszedł poszukać żony do lasu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz