wtorek, 5 lipca 2011

Abonament

Epimeteusz przeciągnął się i ziemnął głośno. Dzwonek odezwał się znowu, wbijajać w mózg garść kolcy ostrych niczym żeleźce żołnierskiego pilum.
- No już! - wrzasnął i aż syknął z bólu. Głowę ścisnęło niewidzialne imadło - Przesadziłem wczoraj... - powiedział już ciszej do siebie.
Nie bez kłopotu zdjął zasuwę z uchwytów i oparł o ścianę obok. Solidny klocek drewna zachwiał się i opadł z głośnym plaskiem na podłogę.
- Na bogów... - mężczyzna skrył czoło w potężnych dłoniach - Ciszej...
Jak na złość otwierane drzwi zapiszczały przeciągle, wzbudzając kolejną falę bólu.
W progu stał potężnie zbudowany centaur ze skórzaną torbą przewieszoną przez ramię.
- Pan Epimeteusz? - spytał zaglądając do niewielkiej glinianej tabliczki trzymanej w lewej dłoni.
- Tak...
- Centaur pocztowy, dzień dobry! Abonament jest do opłacenia... - stwór sięgnął do torby, skąd wyjął rzeźbiony w kwieciste wzory rysik.
- Jaki abonament? - mężczyzna spojrzał zdziwiony na przybysza.
- Jak to jaki? - pół człowiek, pół koń wyciągnął tabliczkę w kierunku człowieka - Jest potwierdzenie odbioru Pandory z puszką? Jest! Nastąpiło otwarcie pojemnika i wypuszczenie zawartych w nim nieszczęść? Nastąpiło! Się z całego tego dobra korzysta? Korzysta! To co się chłopie dziwisz!? Ktoś musi za ten kanał zapłacić!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz