piątek, 2 września 2011

Z pamiętnika REDnacza {15}

Ciężka skrzynka klimatyzacji zakaszlała metalicznie, prychnęła, zaiskrzyła i umarła. Lekarz wyjmujący igłę z moszny Dziadka Jacka (emeryt przez przypadek usiadł na babcinym jeżyku z wkłutymi weń przyborami krawieckimi), spojrzał z wyrzutem na blaszane monstrum przyssane do parapetu. Urządzenie, choć mało już wydajne i nie pierwszej młodości, zapewniało lekki chłód w pozbawionej naturalnej cyrkulacji powietrza sali. Teraz  atmosfera zamarła, dziwnie zgęstniała i zaczęła skraplać się na fartuchach i wystających spod nich fragmentach skóry zespołu operacyjnego i leciwego pacjenta. Pielęgniarka przysunęła się do lekarza i przetarła mu czoło białą chusteczką.
Mężczyzna wyszarpnął gruby kawał półokrągłego druta z ciała śpiącego emeryta i rzucił z brzękiem na podstawioną przez asystującego mu doktora metalową tacę - I koniec! - wyprostował się i przeciągnął aż do lekkiego chrupnięcia w kręgosłupie - Wyszło szydło z worka!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz