czwartek, 17 listopada 2011

Plan oszczędnościowy

- Cóż jest aż tak ważnego, panie Glonojad, - Boss wgryzł się w bułkę z serem, kupioną w pobliskim zieleniaku - żeby przerywać mi zasłużony i zgodny z Kodeksem Pracy oraz regulaminem wewnętrznym naszego konsorcjum posiłek!
Niespodziewany gość rozejrzał się podejrzliwie, a następnie wyjął zza pazuchy rolkę papieru toaletowego w kwieciste wzory. Wokół rozszedł się zapach jaśminu.
- Panie Prezesie, - Glonojad wsparł jedną rękę o blat biurka, drugą podstawił papierowy krążek pod nos przełożonego - to jest standardowy papier toaletowy!
- No, nie przy jedzeniu! - Boss odjechał na fotelu z trudem przełykając ostatni kęs.
- Ale to nie to, co Pan myśli! - lekko przygarbiony mężczyzna pokraśniał na twarzy, wpatrując się to w zniesmaczonego pryncypała, to w trzymany w ręku przedmiot - Tu chodzi o pomysł racjonalizatorski na skalę światową, który pomoże naszej firmie wyjść z dołka i wypłynąć na szerokie wody!
W oczach Bossa pojawiły się chciwe ogniki...
- Pan pozwoli, że wyjaśnię! - Glonojad położył papier obok nadgryzionej bułki z serem i skierował palec wskazujący, na którym przed chwilą tkwiła rolka, wprost w pierś szefa - Chyba wie Pan co to jest... - spytał i popatrzył na zaskoczoną twarz Bossa - Proszę nie odpowiadać! Powrócimy jednak wkrótce do tego pytania... - dodał po chwili, na widok niebiezpiecznie ściągniętych brwi słuchacza - To natomiast jest standardowy papier toaletowy, - wskazał rolkę - którego szerokość wynosi 9 centymetrów, lub jak kto woli 3,5 cala. To dużo, żeby nie powiedzieć dużo za dużo. Dlaczego? - spytał cicho i spojrzał już mniej pewnie na przełożonego - A to dlatego, - podjął wywód, kiedy brwi Bossa nieznacznie zbliżyły się do siebie - że bez względu na wielkość pośladków, szerokość powierzchni podcieranej to ledwo 20-30% szerokości taśmy. Co to oznacza? - sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, wyjmując pokazowy skrawek zużytej bibuły - Oznacza to tylko tyle, że cała reszta papieru marnuje się i jest stracona nie tylko dla osoby podcierającej, lecz również dla reszty ludzkości! Proszę spojrzeć! - Glonojad wyciągnął eksponat przed siebie. Boss wydął policzki i spojrzał zaskoczony na podwładnego...
- Ale to jest... - wykrztusił i zakrył usta dłonią.
- Tak, kochany Prezesie! To dowód największego marnotrastwa w dziejach ludzkości! - mężczyzna szczególnie mocno zaakcentował słowo "największego" - Na szczęście ja Apoloniusz Glonojad, syn Pankracego i Jadwigi z domu Przyrwa, w porę je wykryłem! Mało tego, wymyśliłem już plan zaradczy, który może pomóc naszej firmie wyjść z finansowego dołka i na nowo wywindować słupki giełdowe na niespotykane dotąd wyżyny! Plan jest prosty i kilkuetapowy! - gość wyjął z drugiej kieszeni kracisatej marynarki nożyczki i wyciął z egzemplarza pokazowego czysty papier, pozostawiając na nim tylko część z brązową kreską - To etap pierwszy! - stwierdził z dumą i pomachał papierem przed walczącym z odruchem wymiotnym szefem. - Każdy następny polegać będzie na zmniejszaniu powierzchni czyszczącej aż do jej całkowitego zaniku! Co to oznacza?! Tylko tyle, że samo posiadanie przez ludzi dłoni będzie uznawane za wystarczający powód do obciążania ich opłatami jak obecnie za kupno papieru toaletowego! Zero inwestycji, zero kosztów! Czysty zysk! Oczywiście plus VAT! - dodał rozanielony.
Glonojad popatrzył na prezesa i wystawił palec wskazujący przed oblicze szefa.
- Pamięta pan moje wcześniejsze pytanie?
Boss zanurkował pod biurko. Nie wytrzymał...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz