środa, 21 grudnia 2011

Kablówka

- Tragedia synek, tragedia! - Dziadek Jacek siedział przy kuchennym stole i pojękiwał cicho, opierając czoło na zaciśniętych w pięści dłoniach.
- Co się stało?! - przysiadłem na krawędzi stołka tuż przy skulonym staruszku.
- Tragedia synek, tragedia!
- Ale co dziadek? Co się stało!?
- Satelita siadła synek! Siadła na amen!
Początkowo myślałem, że to kolejny dowcip znudzonego emeryta, że to przedświąteczne jaja, jakie ten pomysłowy staruszek czynił był nam wielokrotnie w latach ubiegłych. Kiedy jednak spojrzałem w oczy Dziadka nie zauważyłem w nich towarzyszącym im przy takich okazjach ogników, lecz rozpacz i coś jakby ledwo utrzymywaną w ryzach panikę.
- Pomóż synek! - Jacek złapał mnie za ręce i ścisnął prawie do bólu.
- Chyba przesadzasz! - emeryt ściągnął brwi i spiorunował mnie spojrzeniem. Twarde bochny dłoni zacisnęły się jak imadło.
- Ja przesadzam? Ja!? - Jacek zasyczał przez zęby, spoglądając ukradkiem w kierunku korytarza prowadzącego do pokoju, w którym babcia raczyła się kawą i popalała papierosa marki Giewont przez długą szklaną fifkę - Babcia jak wiesz na drutach nie robi, po kuchni się nie krząta, nie rzeźbi, znaczków nie zbiera, na plotki wychodzi rzadko. Jeśli więc pozbawiona zostanie jedynej rozrywki, to na kim skupi się teraz jej uwaga? No na kim?
- Chyba na Tobie...
- Właśnie! - krzyknął staruszek, poczym skulił się, jakby oczekując karcącego klapsa za naruszenie jakiegoś niepisanego obowiązku zachowania ciszy - Nie daj Boże jeszcze się jej seksu zachce! - wyszeptał, spoglądając z trwogą w kierunku drzwi.
Przed oczami stanęła mi twarz babci.
- Fakt, przerąbana sprawa!
- A poza tym, na dniach mają uśmiercić Ryśka z "Klanu"!
Zesztywniałem.
- Seksu powiadasz... Chyba mam dla Dziadka małą propozycję...

* * *

Jacek przystał na propozycję wymiany dekoderów z dziką wręcz rozkoszą. Sprzęt przytaszczyłem sam, reszty dzieła dokonał pan Zenek z czwartego piętra, znany w okolicy spec od wszystkiego. Dziadek przyglądał się operacji z uwagą, by chwilę po rozruchu sprzętu i zapłaceniu za fatygę, cieszyć się jak dziecko podczas prezentacji kilkuset nowych kanałów, wydawać by się mogło niczym niewzruszonej babci. Potem nawet kielicha postawił.
Kiedy wróciłem do domu przez głowę przebiegły obrazy dzikich harców, jakie już za chwilę będą mieć miejsce w małżeńskim łożu.
- Cicho łobuzie! Poczekaj jeszcze chwilkę! - pogroziłem palcem dziwnie wybrzuszonej okolicy rozporka.
Ściągnięte bez rozwiązywania sznurowadeł buty wylądowały w dwóch przeciwległych kątach wąskiego przedpokoju, kurtka zawisła na klamce łazienki, a czapka zgrabnym lobem wleciała na szafę. Jakim cudem? Nie wiem! Pomiędzy sufitem a górną krawędzią szafy było jakieś pięć centymetrów luzu, a czapka bez problemu wbiła się w ten prześwit. Nie to było jednak ważne w tym momencie...
- Kochanie! Jestem w dooooomku! - próbując utrzymać równowagę począłem rozpinać rozporek i ściągać spodnie. Zapętliłem się w okolicach kolan. Lewa noga, do tej pory jedna z najbardziej stabilnych części ciała, wyrwała się spod kontroli i zgrabnych ślizgiem odjechała w kierunku drzwi wejściowych, podczas gdy lewa, wręcz naprzeciwnie, w kierunku salonu. W trakcie niekotrolowanego skrętu środek ciężkości znacznie wysunął się poza powierzchnię podstawy, a resztę sobie dośpiewajcie...

* * *

Lekarz był całkiem miły. Gipsując obie ręce coś tam wspomniał o wolnym etacie w szatni, ale zobaczywszy morderczy grymas na mojej twarzy zaprzestał dalszych docinków. Fakt, przypominałem chodzący, a raczej kuśtykający wieszak, bowiem oprócz rąk usztywniono mi również lewą nogę.
Kiedy wreszcie dotarłem do domu, żona usadowiła mnie na wersalce, położyła na gipsie przeczytaną już dwa razy gazetę sprzed tygodnia, na ławie zaś szklankę słonych paluszków.
- Zostałabym, ale telewizja siadła. Idę do Babci, ponoć mają satelitę w ramach jakiejś nieoczekiwanej promocji. Dziś zginie Rysiek z "Klanu". Baw się dobrze...
Drzwi trzasnęły zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć.
Na dworze zaczynało zmierzchać, a mnie się na dodatek zachciało się sikać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz