środa, 26 stycznia 2011

Mr Baloon {8}

Potyczki biurowe (1)

Pracodawca z "Kodeksem Pracy" ma tyle wspólnego co przeciętny katolik z Biblią - obaj są wierzący i niepraktykujący.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- W związku z wzmacnianiem dobrego wizerunku wśród pracowników naszej firmy, dobierzcie się teraz w pary - powiedział Boss do zebranych w korytarzu przed sekretariatem ludzi - popatrzcie partnerowi w oczy i zastanówcie się nad zaletami i pozytywami jego pracy. Następnie proszę wchodzić pojedynczo do mojego pokoju, gdzie w cztery oczy podzielicie się ze mną swoimi spostrzeżeniami - Boss już miał zamknąć drzwi gabinetu, gdy nagle stanął i dodał - Byłbym zapomniał - pacnął się lekko otwartą dłonią w czoło - w związku z redukcjami, dla połowy z Was to ostatni miesiąc pracy w firmie...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Boss zdjął przepaskę z jednego oka i spojrzał na brygadzistę. Proces kontroli jakości dobiegł końca. Jak zwykle zastrzeżeń nie było.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- Panie Pleśniawka - rzekł Boss do przyklejonego czołem do podłogi księgowego, zgiętego niczym scyzoryk w poddańczym ukłonie - zastosowałbym względem Pana mobbing, ale skutecznie mnie Pan wyręcza!
(Mobbing zazwyczaj ma na celu lub skutkuje: poniżeniem, ośmieszeniem, zaniżeniem samooceny - przyp. red.)

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- Panie Glonojad - rzekł Boss z westchnieniem, otwierając powoli drzwi do swojego gabinetu - zdaję sobie sprawę z tego, że w firmie jestem śledzony przez wszystkich i prakycznie wszędzie, ale zanim następnym razem przystawi Pan ucho do szklanki, niech Pan łaskawie sprawdzi czy drzwi przez które chce Pan podsłuchiwać nie są czasem zrobione z przezroczystej szyby...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- Pani Krysiu - Boss oblizał wargi, wpatrując się w słusznych rozmiarów dekold swej sekretarki - mówiąc o poprawie jakości i częstotliwości stosunków między pracownikami liczyłem na chociażby małą dosłowność...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- Panie Glonojad - powiedział zniesmaczony Boss - nie wiedziałem, że ma Pan o sobie aż tak wysokie mniemanie. A poza tym słowo "wypieprzę", użyte zostało w Pana przypadku wyłącznie w kontekście kadrowym, więc proszę stanąć do mnie przodem, przestać się opierać o parapet i podciągnąć wreszcie te spodnie!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- Panie Pleśniawka - powiedział Boss kierują oskarżycielsko palec wskazujący w siedzącą przed nim skurczoną sylwetkę - Pana ignorancja, głupota i brak profesjonalizmu jest tak wielki, że zaczynam obawiać się o swoje stanowisko!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- Panie Pleśniawka - Boss rozparł się na fotelu i skierował długopis w stronę przygarbionego księgowego, siędzącego po drugiej stronie masywnego biurka - czy Pan wie, jakie obowiązki powinien wykonywać pracownik na Pana stanowisku? Czy wogóle wie Pan - ciągnął marszcząc czoło - czym zajmuje się nasza szacowna instytucja, którą mam zaszczyt kierować?! Czym zajmuję się ja?!
- Nie wiem Panie Prezesie - odpowiedź Pleśniawki, choć zgodna z prawdą, mocno zaskoczyła i rozgniewała Bossa.
- No to cholera jest nas dwóch...

Z recept spisane

Do końca nie udało się zdiagnozować przyczyn dziwnej konsystencji, zielonkawo-brunatnej barwy i dziwnego posmaku szpitalnej zupy, ale dość prawdopodobnym powodem może być katar kucharki...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Prześwietlenie wykonane pacjentowi wykluczyło raka mózgu, głównie z tego powodu, że stwierdzono brak organu, na którym wspomniany mógłby się rozwijać.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Głównym powodem dziwnego utykania pacjenta nie jest złamanie prawej nogi, lecz pozostanie w całości nogi lewej!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
[...] Chciałbym przy okazji wyjaśnić Szanownej Komisji Etyki Lekarskiej, że moja odpowiedź na pytanie pacjenta: "Na co to?", "Na gówno!" zgodna była z prawdą i opierała się na posiadanej przeze mnie wiedzy z zakresu działania przepisywanego specyfiku [...]

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Uprasza się pielęgniarzy o noszenie pacjentów na noszach minimum we dwie osoby. Ciągnięcie pacjenta w pojedynkę powoduje rysowanie podłogi...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dolewanie alkoholu do kroplówek surowo wzbronione!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Informuje się pacjentów, że doprowadzane do sal gazy medyczne nie służą do robienia sobie jacuzzi w basenach i kaczkach.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Opis przypadku pewnego hipochondryka: Dostęp do literatury medycznej dało pacjentowi wiedzę o objawach występujących w przypadku symulowanej przez niego choroby. Łącznie z ostatecznym zejściem...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Operacja zakończyła się połowicznym sukcesem. Owszem, pacjent zmarł, ale za to stan narzędzi się zgadzał!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Opiekanie tostów defiblyratorem surowo wzbronione!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

W związku z wyrównywaniem statystyk szpitalnych, uprasza się szanownych pacjentów o planowanie zgonów na poniedziałek, wtorek i piątek w godzinach 12.10-15.35.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Grawerowianie krzyżyków na tabletach. Szybko, tanio, solidnie!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Doktor dał mu jeszcze jakieś pół roku życia i zapisał na badanie kontrolne za rok...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Rozmowa pacjenta z lekarzem:
- Panie doktorze, mam wrzód na dupie!
- Tylko bez nazwisk proszę...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Diagnoza lekarska:
- Jest Pan zdrowy jak byk, ale proszę się nie niepokoić, dzisiejsza medycyna potrafi zdziałać cuda!

Z pamiętnika REDnacza {2}

I pomyśleć, że ogłoszenie o pracę brzmiało tak obiecująco - pomyślał dziadek Jacek przemykając wśród gałęzi orzecha włoskiego.
"Prężnie rozwijająca się firma zatrudni... - przypomniał sobie podnosząc zbolałe ciało po uderzeniu o ziemię - ... w związku z poszerzaniem zakresu działalności... - grupka ludzi już zbierała z ziemi, co spadło po jego przelocie, a kolejna naciągała urządzenie spustowe w katapulcie - ... dziadka do orzechów.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek miał tak złożone rozdwojenie osobowości, że mógł ze sobą zagrać w głuchy telefon i kilkanaście razy po drodze się pomylić.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek był osobowością wielokrotną i z wszystkimi był na "Ty"...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek był bardzo samokrytyczny - zazwyczaj względem innych...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek był idealnym słuchaczem. Cichym i wyrozumiałym. Niestety narkoza po wycięciu wyrostka w końcu przestała działać...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek postanowił żyć ekstrem(ent)alnie i nie założył dziś pampersa!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek uprawia sam ze sobą seks francuski. Masturbuje się własną sztuczną szczęką!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek uprawiał czynny ekshibicjonizm, lecz od dłuższego czasu po każdym wypadzie czuł narastające zniesmaczenie i z trudem opanowywał odruchy wymiotne.
- Pokazuję co trzeba pierwszej napotkanej osobie i uciekam - mówił.
Okazało się, że dochodził zaledwie do lusterka w przedpokoju.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek tylko w ciągu ostatnich dziesięciu lat pochował cztery żony. Niestety nikomu, ani rodzinie, ani policji, nie powiedział gdzie...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek byłby mistrzem autoironii. Gdyby tylko nie obrażał się ciągle z tego powodu.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek w dobry dzień wyciskał nawet setkę! No chyba że miał akurat nieco zdrowszą cerę...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek złożył wreszcie wszystkie elementy do kupy... Niestety i czterech prań było mało, by pozbyć się potem smrodu.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek wyznawał zasadę, że nie przesadza się starych drzew, dlatego latając na golasa po parku omijał je z szacunkiem i w obawie o możliwość otarcia kroku.
*przesadzać - przeskakiwać

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadka Jacka złożyła choroba. Teraz łatwiej spakować go do walizki i płaci się tylko za lekki nadbagaż...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek zwykł mawiać:
- Gówno to nie konfitura, łupież to nie złote myśli!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Zakatarzony Dziadek Jacek zwykł mawiać:
Jeszcze moment, jeszcze chwila
sprytnie strzelę sobie z gila!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek na siłowni wyciskał sto kilo na klacie. Niestety po godzinie musiał przestać i przyznać trenerowi rację - cholernie trudno wyżąć sztangę gołymi rękami.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek był osobą bezpośrednią - zawsze walił prosto z mostu, do czasu gdy postawiono mu zarzuty z art. 140 kodeksu wykroczeń za załatwianie potrzeb fizjologicznych w miejscu publicznym.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek był z natury paplą. Niestety nie zdążył powiedzieć wszystkiego za życia, więc uczynił swoją śmierć niezwykle wymowną.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek zawsze tryskał humorem... A alimenty trzeba potem płacić...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Odległość od klopa jest wprost proporcjonalna do ciśnienia napierającego na pęcherz i odwrotnie proporcjonalna do chłonności chodnika w przedpokoju - Dziadek Jacek.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek ze wzgardą wydymał policzki - a to zboczeniec...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Pesymizm Dziadka Jacka wynikał głównie z optymizmu innych ludzi...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek potrafił zachować tajemnicę. Cokolwiek by mu nie powiedzieć, zastrzegając sekret, milczał jak grób. Niestety w końcu dosłali mu nowe baterie do aparatu słuchowego...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dyskrecja Dziadka Jacka polegała na tym, że nie powtarzał nawet szeptem tego, co mógł powiedzieć głośno...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek zawsze powtarzał:
- Wnusiu, jeśli chcesz zapewnić kobietę o swoim uczuciu, musisz ją zdobywać każdego dnia.
Niestety babcia nie rozumiała tej oczywistej prawdy i po tygodniu zmasowanego ostrzału oraz zniszczeniu kuchni granatem zaczepnym RG-42 produkcji radzieckiej, spakowała się i odeszła do mamusi.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek otarł pot z czoła i zacisnął rozedrgane dłonie. Wziął głęboki oddech i spojrzał na zmęczone oblicze matki. Dziś to zrobi, właśnie teraz i zaraz. Odstawi to na zawsze, rzuci wreszcie ten zgubny nałóg. Spojrzał na przygarbioną sylwetkę kobiety. Muszę - pomyślał - muszę to zrobić dla Niej. Wiedział, że nie może ciągnąć tego w nieskończoność, bo to wyniszcza Ją, a jego pozbawia, tak ważnej dla każdego mężczyzny, męskiej dumy.
- Schowaj pierś matulu - powiedział wreszcie drżącym głosem - dziś stołuję się na mieście...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- Moja baba mnie nie rozumie - powiedział kiedyś Dziadek Jacek o swojej trzeciej żonie.
Na nic zdały się wielogodzinne rozmowy, prośby, błagania, krzyki czy nawet groźby użycia przemocy fizycznej w postaci przejechania mokrą ścierą po gołych pośladkach - kobieta pozostała całkowicie głucha na argumenty swego męża, a na widok mokrej ścierki i próby ściągnięcia majtek reagowała dziwnie jodłującym śmiechem. Dopiero wizyta u psychologa rodzinnego nieco rozjaśniła sprawę.
- Panie Jacku, - rzekł lekarz zsuwając okulary na czubek nosa - wasze nieporozumienia wynikają z bardzo prostej przyczyny. Pana małżonka jest bawarskim turystą nie znającym języka polskiego...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek zamienił słowo z żoną. Od zawsze wolał mglisto-pochlebcze przymiotniki od konkretnych czasowników.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek uniósł nogę i spojrzał na brązową, śmierdzącą breję wbitą w bieżnik podeszwy niedawno zakupionego trapera.
- No, - kiwnął głową z zadowoleniem - w gówno już wlazłem, teraz pora na awans...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Pewnego dnia Dziadek Jacek przygarnął wiejskiego Burka. Przywiózł go pod dom - wysoki blok pobudowany z płyty żelbetonowej gdzieś w okolicach późnego Gierka - wysadził z auta i pokazał palcem okno na dziesiątym piętrze.
- Tam będzie Twój nowy dom - powiedział z dumą Dziadek.
- Ja pierdolę, będę mieszkał w karmniku - pomyślał pies.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- Prawdą jest, - dziadek Jacek położył kielnią ostatnią porcję zaprawy i ułożył na niej cegłę - że sami stwarzamy sobie bariery. Prawdą jest też to, - popatrzył z dumą na skończone przed chwilą dzieło, uświadamiając sobie jednak przy okazji, iż zapomniał w murku wokół posesji uwzględnić miejsce na skromną choćby furtkę - że sami musimy je pokonać!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek uwielbiał mieć rację. Gdyby nie to, mógłby być uznany za niezwykle inteligentnego człowieka.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek podziwiał ludzi, którzy podziwiali Jego i nie bali się tego okazywać!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek wycisnął kiedyś wyjątkowo wielkiego pryszcza na czole. Dopiero po latach okazało się, że był to niezwykle rzadki przypadek przepukliny mózgowej...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- Jeśli Cię skądś wywalą drzwiami, wchodź oknem - powiedział Dziadek Jacek, zaciągając się głęboko dymem z papierosa bez filtra - chyba, że to miejska kanalizacja, albo wiejskie szambo...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Napis na nagrobku Dziadka Jacka: Kiedyś się będziemy z tego śmiali...

SIÓSIAKI

Przez szczelinę w uchylonych lekko drzwiach prześwitywało światło bijące z kamiennego kominka. W jego blasku Kubuś zauważył zarys kilku postaci siedzących niedaleko ognia i cicho rozmawiających ze sobą.
- Hasło! - Prosiaczek spojrzał ponuro na misia, blokując drzwi małą nóżką.
- Jakie hasło? - spytał niedźwiadek, drapiąc się po główce - Nie było żadnego hasła.
- W porządku! - maluch wystawił główkę na zewnątrz i rozejrzał trwożliwie po pogrążającym się w coraz głębszym mroku podwórku. - Wejdź - powiedział wreszcie.
Miś wszedł do środka. W jego kierunku podążyło kilka ciekawskich spojrzeń. Dopiero po chwili, gdy wzrok przyzwyczaił się do światła, rozpoznał zebranych wokół ognia. Był tu Tygrysek, Sowa Przemądrzała, Kłapouchy...
- Panowie - puchacz zmróżył wielkie oczyska - pora wreszcie coś z tym zrobić! Podczas gdy w realnym świecie odpowiedniki naszych postaci posiadają realne organy, u nas pustka i trociny.
Puchatek puknął się w główkę. Odpowiedział mu szeleszczący odgłos wiórów sprasowanych pod pomarańczowym futerkiem.
- Masz rację! Czas coś z tym zrobić! - powiedział Tygrys rozwiązując węzeł na sznurze owiniętym wokół sporej wielkości rulonu - Pozwoliłem sobie nawet wykonać mały transparent. Pomożesz Kłapousiu?
Osioł złapał w zęby brzeg materiału i cofając się powoli odkrywał wypisane w szeregu nierówne kulfony.
- I, K, A... - literował z trudem Puchatek.
- Tadam! - Tygrys ze swoją krawędzią transparentu dotarł do ściany i naciągnął płachtę.
Sowa znowu zmróżył oczy...
HCEMY SWOJE SIÓSIAKI - przeczytał wreszcie.

niedziela, 16 stycznia 2011

Nauki Mistrza Yo {5}

Mistrz Yo od kilku dni cierpliwie sypał różnokolorowy piasek, starając się ułożyć skompliowany wzór diagramu. Niestety nie wszystko szło tak, jak sobie zaplanował.
- A może - pomyślał lekko już poirytowany - ściana nie jest najlepszym miejscem na stworzenie mandali?

Hugo {3}

Złodziej dziur [1]

Był kiedyś mały chłopiec. Nie wyróżniał się praktycznie niczym. Był ani za duży, ani za mały. Ani za mądry, ani za głupi. Gdyby dobrze się zastanowić i ocenić zarówno jego wygląd jak i przymioty ducha i umysłu, to stanowił wzorcowy przykład przeciętniactwa. Świat nie zwracał na niego uwagi, a on odwdzięczał mu się z radością tym samym. W szkole nie błyszczał, nie brylował w towarzystwie, sportowo za mocno się nie udzielał. Od początku edukacji przyjął strategię zaplanowanego średnictwa, które pozwoliło mu - bez konieczności nawiązywania jakichkolwiek kontaktów towarzyskich - dotrwać do jej końca bez wzniecania większych zawirowań wokół swojej osoby.
Chłopca wychowywał samotny ojciec. Matka - ponoć jedna z najpiękniejszych dziewczyn w okolicy - kilka miesięcy po jego urodzeniu uciekła z przygodnie napotkanym druciarzem. Przez wiele lat krążyła plotka, że wędrownym rzemieślnikiem był Cygan przybyły zza gór, poszukujący żony i służącej, który przebrany za druciarza pięknymi słowami, kwiecistymi opowieściami o świecie i odrobiną magii uwiódł najpiękniejszą napotkaną tu niewiastę. Niestety nikt nie dowiódł prawdziwości tej hipotezy, podobnie jak tej, że matka chłopca zwyczajnie znudziła się życiem świeżo upieczonej żony i matki, postanowiła porzucić mąża i syna, powracając do panienskiego stylu życia, pełnego rozrywek i rozkoszy. Ktoś ją rzekomo widział potem, ciągnioną na sznurze za wozem cygańskiego taboru, ktoś inny zaklinał się na wszystkie świętości, że dziewczyna została żoną bogatego handlarza przypraw w krainie gdzieś za siedmioma górami, inny znowu, że straciła rozum, zamieszkała w jaskini i zaczęła się parać czarną magią.
Jakikolwiek był powód jej decyzji wraz z późniejszymi jej konsekwencjami, ojciec chłopca - miejscowy zegramistrz - na blisko dwa miesiące zamknął swój warsztat. W tym czasie zatrzymał wszystkie stojące w domu zegary, zasłonił ciężkimi kotarami okna, wywiesił na drzwiach wejściowych tabliczkę "ZAKLUTE" i snuł się bez celu po domu, wychodząc jedynie wieczorami, by uzupełnić w pobliskim sklepie zapasy jedzenia, picia i świeżych pieluch dla syna.
Co dziwne maluch wyczuł chyba ból ojca, bowiem całe dnie siedział cichutko w łóżeczku, bawił otrzymanymi tuż po urodzeniu zabawkami i nie skarżył nawet wtedy, gdy zapominano dać mu na czas jedzenia, lub zbyt długo nie zmieniano pieluchy. Chłopiec jakby wiedział, że domaganie się spełnienia jego rządań byłoby, w obliczu zaistniałej sytuacji, niestosowne. Więc milczał, licząc na poprawę sytuacji w niedalekiej przyszłości. I taka poprawa nadeszła.
Równo dwa miesiące po opuszczeniu domu przez młodą matkę, zegarmistrz odsłonił kotary, zdjął tabliczkę z drzwi, a te - pomimo lekkiego chłodu na dworzu - otworzył na oścież. Następnie wykąpał się, ogolił, założył świeże ubranie, przewinął i nakarmił malca, na koniec zaś posadził go w łózeczku, które ustawił obok swojego warsztatu i zabrał do roboty. Wydawało się, że wraz z ponownym uruchomieniem zegarów w domu wszystko wróciło do normy, a jednak...

Szaleństwo samotności zastąpił zegarmistrz szaleństwem pracy. Na biurku mężczyzny znowu pojawiły się zegarki w różnym stopniu rozkładu, ale coś jeszcze...

Choć chłopiec, przyzwyczajony do widoku sprężyn, trybików, śrubek i nnych dziwnych przedmiotów, był za mały, by fachowo je nazwać i przypisać im konkretne funkcje, zauważył że mechanizm wyłaniający się na biurku Zegarmistrza, a którym zajął mu wszystkie wolne chwile w przeciągu pięciu kolejnych lat, nie jest bynajmniej kolejnym czasomierzem. Owszem, po ponownym otwarciu warsztatu, znowu pojawili się klienci, ale tajemnicza maszyna, nie została zlecona przez któregokolwiek z nich. Poza tym była o wiele większa i bardziej skomplikowana niż jakikolwiek zegar znajdujący się w domu.

Mijały dni, miesiące, lata...

Chłopiec, który bez pomocy ojca zaczął raczkować, potem chodzić i wreszcie sklecać pierwsze zdania, wielokrotnie próbował dowiedzieć się nad czym pracował jego ojciec. Niestety bez rezultatu. Zegarmistrz puszczał pytania mimo uszu, jeśli jednak chłopiec zapędzał się w swej ciekawości za daleko, spoglądał na niego groźnie, ściągał brwi i lekko chropowatym głosem odpowiadał:
- Wkrótce się przekonasz... Wkrótce przekonacie się wszyscy...
Malec długo potem zastanawiał się czegóż to dowie się już w niedalekiej przyszłości oraz kim byli ci wszyscy, ale nic konkretnego nie przychodziło mu do głowy. Zresztą nie ma się czemu dziwić, przecież jego znajomość świata ograniczała się do kilku izb w ich piętrowym domu, niejasnych widoków za oknami i kilkudziesięciu klientów jacy przewinęli się przez warsztat ojca w czasie pięciu lat jego życia. Poza tym nieświadomy wielkości i różnorodności świata nie dopominał się, by go w poznać. Przyzwyczaił się do samotności i tych kilku krótkich chwil w roku przy okazji urodzin, imienin czy świąt, w czasie których ojciec przejawiał większe zainteresowanie jego osobą.

Mijały dni, miesiące...

Zegarmistrz początkowo większość czasu spędzał w pracowni. Tutaj, wraz ze swoim coraz starszym synem, przyjmował klientów i gości, tutaj też pracował nad tajemniczą maszyną. Tutaj jadł posiłki, które przygotowywał w maleńkiej kuchni sąsiadującej z warsztatem, a czasem nawet spał, skulony na niewielkiej sofie ustawionej przy drzwiach dla oczekujących. Z czasem i w miarę rozrastania się tajemniczego projektu, Zegarmistrz przeniósł go delikatnie do piwnicy, z której wcześniej usunął wszystkie zbędne rupiecie. Tych jednak nie wyrzucał, tylko dokładnie poskładał i umieścił w kilku drewnianych skrzyniach opatrzonych oznaczeniem literowym. Skrzynie postawił niedaleko drzwi, jakby oczekiwały na kogoś, kto miał je wkrótce zabrać. Ten ktoś jednak nigdy się nie zjawił.

W tym czasie chłopiec rozpoczął naukę w miejscowej szkółce. Ojciec przyjął to spokojnie, choć w lekkim zmarszczeniu czoła można się było doszukać niedowierzania i zaskoczenia.
- To już tyle lat... - powiedział cicho i pokręciwszy lekko głową powrócił do przerwanej pracy.
Chłopiec postanowił nie drążyć tematu, tylko ciągnąc za sobą podręcznik i zeszyt ściągnięte skórzanym paskiem, udał się do swojego pokoju na piętrze. Sztywne okładki zastukały o drewniane stopnie schodów. Puk... szzzzz... puk... szzzzz... puk...
- Muszę się pospieszyć - powiedział jeszcze Zegarmistrz, kiedy za synem zamknęły się drzwi.

Minęło kilka dni...

A konkretnie cztery.

Był słoneczny niedzielny poranek. Chłopiec obudził się nagle i od razu wiedział, że stało się coś strasznego. Rozejrzał się po pokoju. Wszystko było na swoim miejscu. Zza okien dobiegał ptasi śpiew, a przez niedbale zaciągnięte zasłony przebijały promienie słoneczne, tworząc na ścianie naprzeciwko jaśniejsze plamy. Chłopiec wstał, wsunął stopy w filcowe kapcie i zszedł na dół. W połowie schodów usłyszał dziwny stukot dobiegający z kuchni. Kiedy stanął w jej progu zobaczył plecy kobiety krzątającej się przy zlewie i ojca siedzącego za stołem, zatopionego w lekturze gazety. Mężczyzna podniósł wzrok znak pisma i uśmiechnął się do syna.
- Witaj chłopcze!
W tym samym momencie niewiasta odwróciła się i uśmiechnęła szeroko.
- Witaj synku! Jak się spało?
CDN

sobota, 15 stycznia 2011

Mr Baloon {6}

Tuszę, że czytam i tuszę...


Uwielbiam czytać w łazience, jeśli nie siedząc na klozecie, to choćby w wannie podczas kąpieli, zanim woda zacznie stygnąć, a skóra na stopach przypominać suszoną śliwkę. Wtedy szybko się namydlam i spłukuję pianę kilkoma chlapnięciami. Wieczorna toaleta zajmuje jakieś pół godziny, czasem nawet i godzinę, z czego pięć minut przeznaczam na zmywanie codziennego brudu, resztę czasu na trawieniu liter. Nie przeszkadzam nikomu, zazwyczaj wtedy wszyscy w domu już śpią, więc na moje wyjście nie czeka rodzinna kolejka pod drzwiami.

Wcześniej uzbrajam się w książkę, choć bywa, że za dnia, kiedy wpadam tylko na chwilkę, tylko na lekkie kucnięcie, czytam opakowania. Czasem kilka razy. Przeczytałem już chyba wszystko co producent chemii gospodarczej miał mi do powiedzenia. Mało co rozumiem z listy substancji składowych, ale widok liter ustawionych w szeregu uspokaja oczy.
Wieczorem jednak książka być musi.

Grę wstępną zaczynam na muszli. Z galotami opuszczonymi do kostek rozpędzam wyobraźnię i ożywiam pamięć przerwanego wcześniej fragmentu. W tym czasie nalewam wodę. Kiedyś nie lubiłem gorących kąpieli, dziś już nie. Początkowa temperatura ma ogrzać coraz starsze kości i starczyć na kilka rozdziałów...

Po kąpieli spokojnie wychodzę z wanny. Z coraz większym trudem, ale nadal o własnych siłach.
Ręcznik śmierdzi wilgocią, która nie może wydostać się z łazienki przez zatkane strzępami kurzu kratki wywietrznika. Szybko wycieram twarz, wstrzymując oddech. Potem już wolniej resztę ciała. Galoty. Lekko za duże. Pociesza mnie, że skoro są takie robione, to gdzieś po tym łez padole chadzają osobnicy z większą wypornością ode mnie. Potem przystanek przed lusterkiem. Kiedyś udawało mi się wciągać brzuch, teraz udaję że mi się udaje...
W korytarzu powietrze już bardziej suche. Szklana tafla zamontowana w szafie z braku wilgoci mocno się ostatnio skurczyła. Tylko wszerz - dziwne... Koszulka zgarnięta z półki też wstąpiła się w praniu. Syndrom Alicji psia mać. A ja tylko chciałem sobie poczytać...

Hugo {2}

Z pamiętnika REDnacza {1}

Dziadek Jacek odziedziczył po swoim ojcu laskę. Solidną - hebanową z gałką z kości słoniowej, a nie, jak się to często współcześnie widuje, z kiepsko wypolerowanego kawałka kija, na który nabito topornie rżniętą rączkę. Choć nie musiał korzystać z tego typu pomocy - wszak człekiem był niezwykłej siły i energii - wychodził z nią na miasto, by zadawać szyku na oczach rozdziawionych sąsiadów.
Niestety, pomimo wielkiej ostrożności w użytkowaniu, Jacek zauważył po jakimś czasie pierwsze rysy na czarnej powierzchni.
- Potrzebny mi pokrowiec na laskę Jadwigo - rzekł do żony tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Kobieta nie odezwała się słowem, a że pasjami robiła na drutach, wkrótce wykonała stosowny ochraniacz.
Niestety z czasem okazało się, że nadmierna troska Dziadka Jacka o stan ojcowizny doprowadziła do kościelnego odsunięcia, sąsiedzkiej alienacji i towarzyskiego wykluczenia.
Nie ma się jednak czemu dziwić, albowiem gdziekolwiek udał się Jacek ze swoją żoną, od progu krzyczkał:
- Jadwigo, obciągaj laskę!

Nauki Mistrza Yo {4}

Mistrz Yo oparł się plecami o gładką ścianę skały urwiska. Nienaturalną ciszę, brak jakichkolwiek oznak życia, wypełniał złowrogi oddech sędziego Huru i podążających za nim, skrzypiących ocierającymi o siebie płytami blach zbroi, samurajów....
Choć maski wojenne mempo zasłaniały całe twarze napastników, Yo dostrzegł w pustych oczodołach metalu przekrwione i pałające rządzą zemsty źrenice. Znalazł się w pułapce. Zewsząd otaczały go pionowe skały, a jedyną drogę ucieczki blokował Huru z oddziałem żołnierzy. Zresztą Yo już nie miał sił uciekać. Sędzia zdawał sobie z tego sprawę. Odetchnął głęboko. Wielomiesięczna pogoń za Yo nareszcie dobiegła końca.
- Ha! - Mężczyzna stanął w rozkroku i zdjął kabuto z głowy - Sam Mistrz zapędzony w pułapkę jak byle wieprz - wojownik zaśmiał się przechylając głowę do tyłu.
- Czyń swoją powinność! - Yo zmarszczył czoło i przymknął lekko powieki - Wstyd! Zachowujesz się jak byle ronin!
Huru przestał się śmiać i podszedł powoli do mnicha. Położył mu rękę na ramieniu i prychnął przez zaciśnięte zęby.
- Berek! Teraz Ty gonisz!

Mr Baloon {5}

Nauki Mistrza Yo {3}

Uczeń spytał kiedyś Mistrza Yo, pochylonego nad kłebowiskiem runa leśnego:
- Czyżbyś rozwiązywał jakąś zagadkę natury przyrodniczej o Wielki?
- Nie - odparł spokojnie Yo - po prostu grzebię patykiem w kupie...

Nauki Mistrza Yo {2}

Spytał kiedyś uczeń Mistrza Yo:
- Mistrzu, czy istnieje jakaś prosta droga do szczęścia?
- Nie mój uczniu - odparł Yo, wpatrując się w proces gnilny liścia.
- Czemu? - nie dawał spokoju uczeń.
- Z powodu pieprzonego ukształtowania terenu...

Nowe spojrzenie na literaturę {1}

Gandalf wyjął pierścień z żaru i podał Frodowi.
- Jest nadal chłody - zdziwił się Hobbit - i pojawił się na nim jakiś dziwny napis.
- To ogniste litery, starożytny alfabet elfów - wyjaśnił czarodziej
- Nie umiem czytać ognistych liter - drżącym głosem powiedział Frodo
- Ale ja umiem - Gandalf podniósł pierścień do oczu - Made in China!

Mr Baloon {4}

Mr Baloon {3}

Hugo {1}

Święty Jerzy

Jerzy poklepał konia po szyi i wbił trzewiki w strzemiona. Zwierzę parsknęło cicho, jakby chciało potwierdzić gotowość do dalszej drogi.
- Nam pora - rycerz zsunął zasłonę przyłbicy i poprawił uchwyt kopii. Ruszył, powoli mijając ostatnie kikuty drzew spalonego lasu. Chrzęst zgniatanej kopytami ściółki zastąpił dźwięczny stukot o zaległy u podnóża góry żwir. Rycerz zmarszczył nos. Zapach bestii, do tej pory spychany na plan dalszy przez swąd spalenizny, teraz wdzierał się w nozdrza i drażnił oczy. Koń widać też poczuł potwora, bo co i rusz potrząsał głową, dając wyraz swemu niezadowoleniu coraz głośniejszym parskaniem. Jerzy klepnął go lekko po karku.
- Spokojnie malutki, - powiedział omiatając okolicę wzrokiem - spokojnie.
Spośród obłych brył otoczaków poczęły wyłaniać się szarawo-brunatne kawałki ludzkich szkieletów. Leżące obok pordzewiałe fragmenty zbroi oraz rozrzucone w nieładzie miecze, topory, strzaskane i powyginane tarcze jasno wskazywały rodzaj poległych tu gości i charakter ich odwiedzin.
- Gospodarz raczej niegościnny - Jerzy zaśmiał się cicho.
Nagle kopyto trafiło na szczerzącą mocno przetrzebione uzębienie ku słońcu czaszkę. Kość pękła z głuchym trzaskiem wzbijając chmurę jasnego pyłu. Jerzy spiął się jak struna. Plecy wsparły się mocniej na tylnym łęku siodła, a ręka bezwiednie mocniej zacisnęła się na kopii. Z góry dobył się przeciągły pomruk. Rycerz dopiero wtedy zauważył wlot jaskini, jakby wykrojonej w boku góry ogromnym dłutem. W mroku zajaśniały czerwone ślepia bestii...
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Jerzy zapalił papierosa i zaciągnął się głęboko. Dym przyjemnie wypełniał płuca. Przekręcił się na bok i spojrzał w oczy ukochanej.
- Następnym razem musisz bardziej uważać. - rzekł, wypuszczając dym z ust - Nie jestem już młodzikiem. Za stare mam i za słabe kości na takie harce. Musimy zmienić nieco dotychczasową formułę gry wstępnej. - dodał - Mam nadzieję, że mnie rozumiesz!?
Smoczyca przeciągnęła się lekko i spojrzała człowiekowi w oczy. Rzęsy zatrzepotały zalotnie, a rozszczepiony język musnął rycerza w policzek.
- Chyba żartujesz! - Jerzy westchnął głośno i zmarszczył czoło - Jeszcze raz?!

Nauki Mistrza Yo {1}

Mistrz Yo stanął na piaszczystym brzegu, zdjął sandały i wszedł do wody. Lekko spienione fale muskały mu bose stopy, a on stał tak z zamkniętymi oczami i wyrazem błogości na świeżo ogolonej twarzy.
- Chłód oceanu nie zatrzyma bólu, ale może go wytłumić - rzekł odwracając się do uczniów.
- Konfucjusz? - spytał jeden z nich.
- Nie, grzybica! - odpowiedział Yo.

Eksperyment

- Proces zakończony! - Józef westchnął cicho i rozpiął, znajdujący się pod brodą, suwak skafandra. Osłona głowy odchyliła się do tyłu, zwisając na plecach niczym kaptur. Zebrana przy stoliku czwórka uczyniła to samo.
- Dobra, panowie! - zaczął Feliks - mamy pięć minut spokoju. Trzeba ustalić, czy kontynuujemy misję, czy wracamy do domu.
Andriej wyjął z kieszeni wyświetlacz.
- Dane, jakimi dysponujemy w chwili obecnej, są jeszcze niepełne. Brak pełnych informacji może wypaczyć wyniki końcowe.
- Ale dłuższy pobyt stanowi coraz większe zagrożenie! - Jakow popatrzył na zebranych - Z każdym dniem wzrasta niebezpieczeństwo wykrycia! Eksperyment, muszę powiedzieć to z całą odpowiedzialnością, wymknął się spod kontroli!
- Gówno prawda, Jakow! - Andriej nie odrywał wzroku od wyświetlacza - Tylko skrajne sytuacje determinują skrajne reakcje! Wiem o tym ja, wiesz i ty! A nas nie obchodzi wegetacja i prokreacja gatunku w jej flegmatycznym wydaniu.
- Ale... - Jakow nie dawał za wygraną.
- Dobra panowie, mamy za mało czasu na jałowe dyskusje! Jest tylko jeden sposób, który rozstrzygnie ten spór: głosowanie! - Do rozmowy włączył się spokojny jak zwykle Włodzimierz - Kto jest za powrotem? - W górę powędrowała tylko ręka Jakowa - Znaczy to, że reszta popiera kontynuowanie misji.
Suwaki zamków szczęknęły cicho zlewając się z resztą skóry. Azot z sykiem wdarł się przez wyloty pomp do pomieszczenia ustalając się na poziomie 78%.
Po wyjściu całej piątki z pokoju przywitały ją oklaski zebranego na zewnątrz tłumu.
- Witamy członków Ośrodka Wojskowo"Rewolucyjnego! Niech żyją towarzysze Lenin, Bubnow, Dzierżyński, Swierdłow, Stalin i Uricki! Niech żyją!
Feliks spojrzał na niewielki kalendarz ścienny wiszący przy drzwiach. 10 października 1917 r.
"To już za kilka dni" - pomyślał.
Nad głowami załopotały czerwone sztandary.

Mr Baloon {2}

Mr Baloon {1}

Korniszon

Dziadek Jacek przepił swoje życie. Był kiedyś synem, bratem, potem mężem i ojcem, uznanym fachowcem, uczynnym sąsiadem i przykładnym obywatelem. Był inteligentny, przystojny, elokwentny, zgrabnie posługiwał się nożem i widelcem i nie odginał małego palca przy piciu kawy i herbaty z filiżanki.

Niestety pewnego dnia postanowił uczcić alkoholem domowej produkcji swój udany żywot i zapamiętał się w tym świętowaniu. Powoli i systematycznie przestawał być synem i bratem, nagle przestał mężem i ojcem. O braku uznania jako fachowca zakład pracy powiadomił go w stosownym dokumencie, dobrym i mile widzianym sąsiadem przestał być wraz z koniecznością poszukiwania wsparcia finansowego u niegdysiejszych przyjaciół zza ściany, sufitu i podłogi, a przykładność obywatelska zakończyła się wraz z pierwszymi odwiedzinami umundurowanych stróżów prawa.
Dziadek Jacek przestał istnieć jako postać znana z imienia i nazwiska, a zaczął jako zbiór niecenzuralnych rzeczowników.

Kiedy pewnego dnia zasiadł samotnie w kuchni przy cudem uzbieranej flaszcze oraz słoiku ogórków, i usłyszał piskliwy głosik:
- Zatrzymaj się menelu! - nawet mocno się nie zdziwił. Przyzwyczaił się do takich, i o wiele gorszych epitetów. Niestety tym razem, choć rozglądał się wykorzystując maksymalnie możliwości obrotowe szyi i lekko rozkołysanej już głowy, nie zauważył nikogo, kto go nim potraktował.
- Zatrzymaj się menelu! - zabrzmiało jakby ze słoika otwartych właśnie korniszonów.
Dziadek Jacek nachylił się i zauważył niewielką zieloną twarzyczkę spłaszczoną na szkle.
- Wypuść mnie stąd pacanie! Tylko nie widelcem! - stworek zauważył próbę sięgnięcia Dziadka Jacka po leżący nieopodal sztucieć - Nie widłami morderco, paluchami!
- Ale co... Jak... - mężczyzna, podobnie jak w latach tzreźwości młodzieńczej, znów błysnął elokwencją!
- Nie gadaj, tylko słuchaj - korniszon wpierw przeciągnął się lekko, a następnie skierował maleńki palec malutkiej dłoni prosto w twarz człowieka - jestem, choć nie wiem czemu, Twoim wybawieniem! Szczęśliwym duchem, spełnieniem głęboko skrywanych marzeń i tęsknot. Jestem wreszcie szansą na wypłynięcie z tego rynsztoka - maleńka rączka zatoczyła koło, unaaczniając biedę kwatery Dziadka Jacka. - Możesz wierzyć lub nie, ale wysłano mnie, bym spełnił trzy Twoje życzenia! Nie pytaj czemu ja i czemu w takiej postaci. Nie wiem i nawet nie chce mi się nad tym zastanawiać. Poza tym obrzydliwy jestem. Pospiesz się, bo mnie od octu w nosie kręci! Miejmy to już za sobą!

Nierealność sytuacji początkowo sprzęgła się ze stanem lekkiego zamroczenia mężczyzny. Z czasem jednak, do budzącej się z uśpienia świadomości poczęła docierać jej wyjątkowość i wiążące się z tym możliwości. W głowie Jacka rozbłysły obrazy dawno utraconych, a możliwych do odzyskania dóbr materialnych i więzów rodzinno - przyjacielskich. I to z nawiązką! Mężczyzna podniecony tym widokiem nalał wódkę do stojącej obok butelki topornie rżniętej musztardówki. Wypił zawartość jednym haustem i zakąsił trzymanym w ręku ogórkiem.

Ze stanu rozmarzenia nie wytrącił go nawet stłumiony krzyk, dobywający się z ust...