niedziela, 27 lutego 2011

OFF-siki (20)

Poezja zamotana: Urodziny

Jakaś dziwna obsesja:
dzień urodzin - depresja
i stan ducha leciutko do dupy.
To już jest jakaś mania,
gnębi myśl przemijania
i to nie są bynajmniej wygłupy!

Kiedy jestem już na dnie
i się miotam bezradnie,
mam argument co ból mój wycisza,
bo choć lat wciąż przybywa
i się kurczą aktywa,
jestem młodszy od Krzyśka Ibisza!

piątek, 25 lutego 2011

OFF-siki (18)

Nauki Mistrza Yo {14}

Dzień był duszny, a powietrze - gęste niczym śmietana 18% - z trudem przedostawało się przez wyschniętą krtań do złaknionych tlenu płuc. Mistrz Yo szedł leśną ścieżką nieustannie omiatając twarz rozkładanym wachlarzem Ōgi, zabranym przez zupełny przypadek z klasztornej celi. Ranek był chłodny i nic nie zapowiadało popołudniowych duszności, więc pomysł obciążania pasa obi dodatkowym pakunkiem wydawał się na początku mocno bezsensowny. Do czasu...
W okolicach godziny dwunastej gorąc stał się tak dokuczliwy, że co poniektórzy uczniowie - do tej pory podążający za swym nauczycielem bez względu na porę dnia, roku oraz warunki atmosferyczne - zrezygnowali z wycieczki i powrócili do klasztoru, gdzie przywitał ich przyjemny chłód potężnych murów.
Yo szedł ostrożnie, lecz nagle o prawy sandał zawadził niewielki korzeń i wytrącił mnicha z równowagi. Wachlarz wyleciał z artretycznej dłoni i uderzył z głuchym pacnięciem w wystającą spośród gęstego mchu łachę ubitej przez miejscowych wieśniaków ziemię, zaś Mistrz o mało nie upadł. Hashi - najwierniejszy z uczniów, który mimo skwaru nadal podążał za swym nauczycielem - już miał się schylić, by podnieść Ōgi, gdy Yo złapał go za połę kimona.
- Ale czemu sensei, co... - Młodzieniec spojrzał zdziwiony na mnicha.
Yo rozejrzał się bacznie wokoło i uginając jedynie nogi w kolanach podjął zgubę z ziemi.
- Pamiętaj chłopcze - Mistrz przyciągnął do siebie Hashiego - w taki dzień nie tylko ludzie tracą orientację i zmysły. Gorąc potrafi otumanić również i zwierzę... - gwałtownie odwrócił głowę i spojrzał podejrzliwie na niedaleką kępę paroci - Lepiej się nie wypinać, nie kusić losu i... na przykład... jakiegoś... dzięcioła!

OFF-siki (17)

OFF-siki (16)

czwartek, 24 lutego 2011

OFF-siki (15)

OFF-siki (14)

OFF-siki (13)

OFF-siki (12)

Nauki Mistrza Yo {13}

I wyszedł Mistrz Yo po czterdziestu dniach postu z pustyni. Kiedy dotknął bosą stopą pierwszej kępy soczystozielonej trawy, postawił na ziemi miseczkę do połowy wypełnioną ryżem i przeciągnął się z wyraźną przyjemnością. Uczniowie, którzy oczekiwali na skraju wydm, zmęczeni i głodni stanęli przed swoim nauczycielem. Oni również uczestniczyli w tym medytacyjnym maratonie. Nie widzieli Mistrza, ale łączyli się z nim duchowo.
- O Święty Mężu, - Hashi, najbardziej rezolutny z grupy mocno wynędzniałych młodzieńców, wyszedł przed szereg i pokłonił się swemu nauczycielowi - choć minęło tyle czasu, Ty wyglądasz nadal świeżo i tryskasz energią. My ledwo stoimy na nogach z głodu, Ty zaś sensei, nie dość że wyglądasz kwitnąco, to chyba nawet przytyłeś parę kilo! Na dodatek Twa miska jest opróżniona zaledwie do połowy! Jak uczyniłeś to o Wielki!? Czyżbyśmy byli świadkami kolejnego cudu w Twoim wykonaniu!? - chłopiec pokłonił się raz jeszcze i zachwiał lekko z wycieńczenia.
- Pamiętaj mój dobry Hashi - Yo wydłubał paznokciem małego palca kawałek mięsa spomiędzy dolnych siekaczy - żeby przeżyć na pustyni potrzebny jest hart ducha, miseczka ryżu i telefon do restauracji z chińszczyzną z możliwością dowozu do klienta.
Yo lekko się pochylił i powiódł wzrokiem po młodzieńcach. Następnie wskazał Hashiego i rzekł:
- Zamówienie powyżej 30 yuanów - dwie sajgonki gratis!

OFF-siki (11)

środa, 23 lutego 2011

OFF-siki (10)

OFF-siki (9)

Poezja zamotana: Bączek

Nad poletkiem pana Józia
w dzionek duszyny oraz skwarny
latał sobie mały bączek,
chociaż gorąc był koszmarny.
Nic dziwnego by nie było
w tym lataniu tego bączka
nad poletkiem pana Józia,
mimo że skwar i gorączka,
mimo że duchota wielka,
niechże lata - hejże, huzia,
gdyby nie fakt że ten stworek
to śmierdzący bączek Józia!

OFF-siki (8)

OFF-siki (7)

OFF-siki (6)

Mr Baloon {17}

wtorek, 22 lutego 2011

Orka

Kociuba naparł piersią na rączkę pługa. Lemiesz, który jeszcze przed chwilą zgrabnie odcinał skibę od calizny, zazgrzytał metalicznie i stanął w miejscu.
- Wie! - chłop wbił bose stopy w rozmiękły ostatnimi opadami grunt i zakręcił w powietrzu krótkim batem. Trzaskawka strzeliła ostrzegawczo. Baba zczepiona naszelnikiem z lekko wypaczonym dyszlem naparła na kiszkę chomąta. Mięśnie na łydkach naprężyły się i zaczęły lekko drgać z wysiłku. Wreszcie jednak pług znowu ruszył.
Wrony i kruki, krążące cierpliwie nad polem, obsiadły miejsce, gdzie przed chwilą stali Kociuba z żoną. Z wyraźnym zadowoleniem wyciągały ogłupiałe robaki z dna szerokiej bruzdy.
Chłop otarł pot z czoła. Dzień był gorący, prawie bezwietrzny, a chłód bijący od wilgotnej ziemi nie studził rozpalonego pracą ciała. Kociuba spojrzał przed siebie. Do tej pory wpatrywał się w słupicę, łączącą zgrabnym łukiem lemiesz z dyszlem, teraz w miarowo podskakujące pośladki żony, skryte pod kwiatowym wzorem zwiewnej spódnicy. Oblizał się. Wypięty zadek ślubnej, przygarbionej od ciężaru chomąta, falował zalotnie przy każdym kroku. Ręka bezwiednie powędrowała do spodni i z wprawą rozsupłała rzemień w rozporku. Kociuba porzucił pług, podbiegł do kobiety i zgrabnym ruchem zarzucił jej spódnicę na plecy. Jednym pchnięciem wbił się pomiędzy blade księżyce pośladków. Kobieta zakwiczała zaskoczona.

* * *

Magister Paciorkiewicz obudził się z krzykiem. Oddychał ciężko. Przed oczami stał mu ciągle obraz sennej orki, ciągle tej samej, od kilku tygodni. Zsunął nogi z łóżka, poszukując stopami filcowych kapci. Zapalił lampkę i sięgnął po szklanę z wodą, postawioną zapobiegawczo na stoliku nocnym. Pociągnął spory łyk i odstawił naczynie na miejsce.
- Czemu akurat ja? - zapytał cicho - Czemu choć raz do cholery nie mogę być tym pieprzonym Kociubą!?

OFF-siki (5)

OFF-siki (4)

Z pamiętnika REDnacza {4}

Na drodze każdego mężczyzny, w kolejnych etapach jego życia, staje zawsze kilka kobiet. Nieszczęściem dla Dziadka Jacka wszystkie zrobiły to w jednej chwili. Sąd zakwalifikował to jako gwałt zbiorowy...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek zwykł mawiać: Jak mam komuś przyjebać, to nie robię mu najpierw masażu twarzy.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Trzeba było długich wyjaśnień i wielu pokazów organoleptycznych, by Dziadek Jacek zrozumiał wreszcie, że ziele angielskie nie rozsypuje się na podłogę częściej niż zwykle, gdy po domu zając biega luzem.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek cierpiący na przeciągającą się biegunkę, pytany co tam u niego, zwykł mawiać:
- Luzik!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek zwykł mawiać:
- Życie się ze mną nie pieściło, a człowiek ma czasem ochotę nieco się pomacać!

OFF-siki (3)

OFF-siki (2)

OFF-siki (1)

poniedziałek, 21 lutego 2011

Nauki Mistrza Yo {12}

Wiosna nastała w dolinie. Drzewa pokryły się białym kwieciem, a trawa nabrała soczystozielonej barwy. Mistrz Yo stanął na niewielkim wzgórzu i rozejrzał uważnie dookoła. Uczniowie, podążający za swym nauczycielem zrobili to samo. Wreszcie Yo wyszukał gdzieś na wschodnim zboczu, łagodnie spływającym na podliskie pola, niewielkie kretowisko. Podszedł doń i podciągając poły togi usiadł powoli, zastygając w pozycji lotosu.
- Pamiętajcie, by przed medytacją na kretowisku - powiedział cicho, ledwo poruszając wargami - zawsze zakładać ciepłą bieliznę...
- W obawie przed chorobą? - uczeń Hashi popatrzył na nauczyciela, mając nadzieję na pochwałę z jego ust.
- Nie - Yo otworzył oczy i wbił zdziwiony wzrok w młodzieńca - po prostu krety mają cholernie zimne i wilgotne nosy...

KONKURS JUBILEUSZOWY!

W poniedziałek 28 lutego portal duże Ka obchodził 5-te urodziny (tak to sobie wykombinowałem i co mi zrobicie!?). Przy tej okazji ogłosiłem konkurs trwający do 13 marca, w którym można wygrać jedną z wielu nagród ze sporej kupki kulturalnego dobra wszelakiego, ufundowanego przez gromadkę firm stale współpracujących z portalem. Wśród nich są m.in.: Rebis, Mag, Znak, Nasza Księgarnia, Telbit, Wilga, Esprit, Egmont, Bellona, Jaguar, Helion, My Music, Vision, Media Service Zawada, Erica, Promic, Nowa Proza etc.

Aby kartka z Waszym nazwiskiem trafiła do moherowego beretu Sierotki Losującej herbu Złamana Banderola, wystarczy opatrzyć oryginalnym komentarzem notkę, grafikę zamieszczoną na tym blogu. Wazelina będzie mile widziana, zdrowa krytyka też (i tak będę miał ją w nosie!). Pod uwagę będą brane tylko oryginalne wpisy, z jajem, a nie postękiwania na poziomie słoika z musztardą sarepską!
- A więc do roboty!
- Zdania nie zaczyna się od "A więc..."
- Wal się trollu!

czwartek, 17 lutego 2011

Docent & Rysiek (1)

Poezja zamotana: Śnieg

To atmosferyczna niesprawiedliwość,
że jeden śniegu ma dość,
a drugi ma:
ciepłe skarpertki, kalesony,
majtki, podkoszulkę z długim rękawem,
bluzę, spodnie ocieplane,
takową kurtkę, buty narciarskie,
szalik, rękawiczki,
narty, kijki, kask i gogle
a śniegu nie ma wogle!

środa, 16 lutego 2011

Z pamiętnika REDnacza {3}

Dziadek Jacek wycisnął kiedyś wyjątkowo wielkiego pryszcza na czole. Dopiero po latach okazało się, że był to niezwykle rzadki przypadek przepukliny mózgowej...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dwa lata z bólem brzucha borykał się Dziadek Jacek. Dwa lata kulił w cierpieniu, stękał, czasem zawył drapieżnie. Przeszło siedemset dni narzekania, bluzgów i wyginania ciała w poszukiwaniu jałowej pozycji.
Kiedy zjawił się wreszcie u lekarza, ten wyszarpnął mu coś spomiędzy fałd brzucha i zalecił częstszą higienę ciała. Obok recepty położył gumę od starych, przetartych majtek.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek od dawno nosił się z zamiarem odwiedzenia fryzjera. Fizyczny i psychiczny dyskomfort wywoływał w nim zarost torsu i pleców, który pojawił się niespodziewanie przeszło trzy lata temu. Postanowił rozwiązać ten problem zimą, by przed sezonem plażowym powrócić do pozbawionej zarostu klaty i wolnego od włosia karku.
Depilacja trwała blisko cztery godziny, ale wreszcie Dziadek Jacek mógł bez wstydu spojrzeć w lusterko.
Wzrok z satysfakcją prześlizgnął się przez wydepilowane dokładnie ciało i zatrzymał się w okolicach stóp. Na podłodze, tuż przy wyglansowanych na lustro lakierkach, leżały fragmenty splotu kłoskowego moherowego swetra podarowanego Jackowi na 80-te urodziny...

Z pamiętnika REDnacza {2}

Dziadek Jacek wyrzucił książkę przez okno. Ta, zatoczywszy regulaminowy łuk, wymuszony siłą wypadkową wynikającą z II zasady dynamiki, wylądowała na głowie przechodnia, nie tyle kalecząc go, co wywołując spory stres. Senior, którego mocno ubawił widok rozstrzęsionego jegomościa, został pouczony przez interweniujący patrol policji i ukarany przez lokalny wymiar sprawiedliwości karą pieniężną w wysokości 500 złotych plus koszty sądowe.
Emeryt spytany przez miejscową sędzinę, czy wyciągnął naukę z tej przygody, odpowiedział:
- Tak, wysoki sądzie. Teraz wiem, że gdybym wyrywał z książki kartka po kartce i wyrzucał je przez okno osobno, więcej zapłaciłbym za zaśmiecanie!
Książka - niemy bohater tej opowieści - spełniła rolę przypisaną jej przez szeroko rozumiany rynek wydawniczy i Ministerstwo Edukacji i Dziedzictwa Narodowego. Bo książka, mili Państwo, ma bawiąc - uczyć!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek, profesjonalny ekshibicjonista i erotoman, został oskarżony o publiczne obnażanie się, złapany przez przypadkowy patrol policji, a następnie doprowadzony przed oblicze lokalnego przedstawiciela wymiaru sprawiedliwości.
I być może upiekłoby się emerytowi po raz kolejny, gdyby ktoś nie poprosił o okazanie dowodów...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziadek Jacek, po ostatniej wycieczce na podmiejskie rozlewiska, wrócił do domu blady i roztrzęsiony. Kiedy wreszcie uspokoił skołatane nerwy, przy trzeciej filiżance sypanej kawy odetchnął głęboko i powiedział:
- Była jazda - jutro też tam wrócę!
Bagno wciąga...

18+ Mr Baloon {16}

Wyślizgany interes

Karol był partnerem Jonasza już od około dwóch lat. Spotkali się przez przypadek podczas wernisażu mało znanej przed i po nim artystki, wywodzącej się z nurtu kreatorów struktury sera żółtego. Karol wpadł na Jonasza przy stole szwedzkim, na którym królowały koreczki we wszelkich nabiałowych konfiguracjach. Spojrzeli sobie głęboko w oczy i wiedzieli już, że to jest właśnie to. Na wystawę przyszli osobno, wyszli uściśnięci jak para znających się doskonale kochanków.
Na początku wszystko przebiegało zgodnie z utartym w takich sytuacjach schematem. Upojność wspólnego dnia przerywał tylko czas spędzony w pracy, choć i wtedy ich myśli nie zaprzątały bynajmniej obowiązki służbowe. Po odbębnieniu przepisowych ośmiu godzin spotykali się zdyszani przy drzwiach domu, by po chwili dyszeć z bardziej romantycznych powodów. I tak płynął im czas. Harce w łóżku przerywali konsumpcją zamawianych na wynos potraw kuchni chińskiej, meksykańskiej, włoskiej i stosów mocno kosmopolitycznych naleśników.
Po jakichś dwóch miesiącach, gdy panowie nasycili już zmysły swoimi ciałami, postanowili po raz pierwszy wyjść z domu. Znów na jakąś wystawę czy odczyt. Niestety tego dnia zakończyła się ich wielka przygoda miłosna, albowiem tym razem Jonasz wyszedł z imprezy w ramionach innego mężczyzny.
- No żesz w dupę, - zaklął pod nosem Karol - znowu zostałem wyślizgany z interesu...

Wodowanie

W pobliżu jednego ze spustów wody, stawu należącego do Spółdzielni Rybackiej "Bez ikry", świeżo wypełnionego zarybkiem karpia bezłuskowego, zwanego potocznie golcem, znaleziono ciało kobiety, mocno napęczniałe od gazów pośmiertnych. Niedługo potem do kasy Powiatowego Urzędu Pracy po zasiłek zgłosił się nieznany mężczyzna z podejrzanie wyglądającym upoważnieniem, wypisanym rzekomo przez Michalinę R., córkę Krzysztofa i Donaty, z domu Z.
Kasjerka, Cecylia J., która o niezidentyfikowanym ciele przeczytała w dziale kryminalnym lokalnej gazety pracowników przemysłu drzewnego "Toporny tydzień", połączyła ze sobą te dwa fakty i, udając konieczność potwierdzenia wypłaty zasiłku u kierowniczki działu wpłat, wypłat i składek jubileuszowych, zadzwoniła do dyżurnego miejscowego posterunku policji Mieczysława Ś. Funkcjonariusz zjawił się w PUP-ie zanim mocno strwożona kasjerka skończyła wypłacać nieznanemu osobnikowi kwotę 574 zł w dziesięcio- i dwudziestogroszówkach.
Zatrzymanym okazał się Dziadek Jacek, mąż Michaliny R., który na widok umundurowanego dryblasa przyznał się do tej jak i kilku innych zbrodni popełnionych na terenie pobliskich gmin w ciągu dwóch ostatnich dekad, w tym gwałt zbiorowy na stadzie krów rasy Jersey w PGR-ze im. Dobrych Stosunków Polsko - Radzieckich.
- A przecież - powiedział mocno rozczarowany Dziadek Jacek przed obliczem lokalnego wymiaru sprawiedliwości - wszystko odbyło się zgodnie z uświęconą tradycją ceremonii wodowania. Wpierw rozbiłem szampana o dziób, potem spławiłem...

Dzień Kubusia Puchatka

Kilka historyjek popełnionych przy okazji Dnia Kubusia Puchatka (18 stycznia - na pamiątkę urodzin swojego twórcy Alana Alexandra Milne).

Puchatek przystawił pistolet do głowy Prosiaczka.
- Ale za co?! - zdążyła spytać świnka, zanim kula rozszarpała jej głowę.
- Za parówki...
Od REDnacza: Inspecja Handlowa wykryła, że w 2010 r. jednym z najczęstszych przykładów fałszowania żywności było dodawanie do produktów wołowych tańszego mięsa wieprzowego.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- Prosiaczku, ja już nie mogę! - Kubuś wsparł główkę o krawędź obejmowanego łapkami wiaderka.
- Nie marudź! Rzygaj! - świnka poklepała misia po ramieniu - Trzeba było nie żreć tyle miodu.
- Ale co ja poradzę, - Puchatek otarł pyszczek wierzchem pluszowej łapki - że narysowano mnie już z wrodzoną słabością do miodku!
- Ale zapomniałeś, - Prosiaczek popatrzył przyjacielowi prosto w oczy - że nie nikt nie pomyślał, by narysować Ci odbyt! Rzygaj!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Krzyś nie mógł się poruszać. Wrzucono go brutalnie, związanego jak baleron, na tył karetki i zatrzaśnięto z hukiem drzwi. Leżąc na noszach, widział przez boczną szybę ojca z zaciętym wyrazem twarzy, obejmującego zapłakaną matkę. Obok stał sanitariusz. Przez huk zapuszczanego silnika usłyszał tylko:
- Postaramy się coś zrobić z tymi zwidami. Chłopiec wróci do Państwa cały i zdrowy.
Gdy auto zjeżdżało z podjazdu, Krzyś zobaczył w swoim oknie na piętrze żółtą twarz Puchatka. Miś podniósł łapkę z wystawionym środkowym palcem.
Chłopiec zaczął krzyczeć.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Prosiaczek siedział na podłodze i rozgrzebywał kupkę trocin.
- Nie ma go tu Kubusiu - powiedział do sflaczałej powłoki żółtego pluszu.
- Musi być! - odparł Puchatek z trudem. Niewielkie oczka spojrzały na przyjaciela z nadzieją.
- Nie ma! - świnka spojrzała na opróżnione ciało przyjaciela - Kurwa nigdzie nie ma tego... pieprzonego małego rozumku!

sobota, 12 lutego 2011

Hugo {4}

Mr Baloon {14}

Nauki Mistrza Yo {11}

Młynarz Dorio był dobrym człowiekiem. Młyn odziedziczył po swoim wuju, siwym Dai-Tchi, który zaledwie trzy lata po ślubie pochował żonę i nie dorobił się własnych dzieci. Jeśli pozwalała na to pogoda staruszek przesiadywał w pobliżu koła, patrząc jak woda przelewa się leniwie przez łopatki. Czasem obserwował ludzi pracujących przy rozładunku zboża lub załadunku pękatych od świeżo przemielonej mąki worków z grubego szarego płótna. Kiwał wtedy głową i uśmiechał się. Czasem pomachał do pracujących. Miło było popatrzeć, że młyn nadal pulsuje życiem.

Dorio, w przeciwieństwie do ojca, który charakteryzował się dość przeciętną urodą, był postawnym i przystojnym mężczyzną. Przymioty ducha, czyli pracowitość i uczciwość odziedziczył po matce, a siostrze Dai-Tchi. I dzięki Bogu, inaczej byłby zblazowanym leniem ze skłonnościami do wszelkiego typu używek, jak miało to miejsce w przypadku ojca. Może właśnie dlatego stary młynarz, kiedy nie mógł już sam podźwignąć wszystkich obowiązków, zatrudnił młodego Dorio, by ten przez czas jakiś poterminował w młynie, a potem przejął rodzinny interes.
Dorio sprawdził się w zawodzie i roli szefa. Zawsze pierwszy stawiał się przy żarnach, ostatni też opuszczał mury młyna. Względem pracowników był twardy, ale sprawiedliwy i uczciwy. Pracę wykonywał solidnie i w terminie, dzięki czemu zjeżdżali do niego chłopi nawet z sąsiednych prefektur.
I tak na pracy i zajmowaniu się starym wujem mijał mu czas.
Aż pewnego dnia, podczas mielenia pszenicy grubego Hakato, bogatego rolnika z powiatu Tetse-Ho, doszło do nieszczęścia. Pękło wrzeciono żaren, mocno już nadwyrężone od ciągłej eksploatacji, przez co kamień wierzchni począł przesuwać się do krawędzi kadłuba. Dorio, zajęty wiązaniem worków zauważył to dopiero wtedy, gdy kamienny pierścień spadł mu na nogę. Kość trzasnęła tuż pod kolanem, a mężczyzna zawył z bólu.
Lokalny medyk złożył nogę i usztywnił ją łupkami, lecz zrobił to na tyle niedbale, że goleń zrosła się nieco krzywo, a ból - nawet po kilku tygodniach rehabilitacji - nadal doskwierał młodemu młynarzowi.

* * *
Mistrz Yo siedział pogrążony w medytacji, kiedy w framugę rozsuwanych drzwi jego samotni zapukał młody mężczyzna z bambusowym nagolennikiem na lewej nodze. Nie czekając na odpowiedź wszedł do środka. Utykał. Zatrzymał się metr przez mnichem i postawił na macie miseczkę ryżu z wołowiną w dwudziestu pięciu smakach i sałatką naddunajską wyprodukowaną w łowickim Zakładzie Przetwórstwa Owocowo-Warzywnego.
Mistrz otworzył lekko oczy.
- Czego chcesz? - spytał.
- Rady o Wielki! - rzekł Dorio i opowiedział historię swojego wypadku.
Yo wysłuchał opowieści, następnie zjadł potrawę, beknął siarczyście i popatrzył na kończynę swego gościa.
- Posłuchaj! - powiedział wreszcie - Jakiś czas temu zamówiłem u miejscowego stolarza rzeźbiony stół. Wykonany był z dębu rosnącego tylko w mglistych górach wyspy Toithan. Choć zrobiono go ze szczególną misterią, posiadał jeden feler - kiwał się. Stolarz sprawdził wszystkie rozmiary kilkadziesiąt razy, nie odnajdując błędu i przyczyny usterki. Choć lekko przycinał każdą z bogato rzeźbionych nóg, mebel nabal chybotał się na boki. Na nic zdało się przestawianie stołu w różne części pokoju czy drewniane podkładki.
Początkowo starałem się ignorować tę wadę, uznając że wszystko co piękne musi być skażone jakąś rysą. Niestety kilka dni temu, kiedy po raz kolejny wylała mi się herbata, nie wytrzymałem. Wziąłem katanę i obciąłem wszystkie nogi. - Yo popatrzył na Dorio. Kiedy jednak chciał po raz kolejny obejrzeć źle zrośniętą goleń, młynarz skoczył na równe nogi i wybiegł z pokoju z wrzaskiem.
- Szkoda, że już poszedł, - powiedział Mistrz - bo chciałem mu dać jedną nogę wspomnianego stołu na laskę.
- A co było przyczyną kołysania się - zapytał uczeń Bashi, siedzący w zaciemnionym kącie pokoju i bacznie przysłuchujący się rozmowie.
Mnich wydłubał z miski resztki ryżu, a następnie postawił ją delikatnie na ziemi.
- Krzywa podłoga chłopcze, po prostu krzywa podłoga.

Nauki Mistrza Yo {10}

Mistrz Yo kucnął na skraju pokrytej kępami skarlałej kosodrzewiny wydmy i wbił dłoń w żółty piasek. Zagarnął garść ziaren kwarcu przemieszanych z drobinami pokruszonych muszli i sczerniałych drewnianych drzazg.
- Życie jest jak przesypywanie piasku na plaży w poszukiwaniu bursztynów! - rzekł cicho, patrząc jak ziarna wyciekają mu między palcami - Prędzej znajdziesz w nim psie gówno niż najdrobniejszy choć kawałek sukcynitu.
- Ale co w takim razie robić? - uczeń Bushi pochylił się nad nauczycielem i spojrzał mu w oczy - Zaprzestać poszukiwań?
- Nie, - Yo strzepnął resztki drobin z dłoni - założyć rękawiczki!

piątek, 11 lutego 2011

Nauki Mistrza Yo {9}

Mistrz Yo już od dwóch godzin tkwił nieruchomo na niewielkiej macie w pozycji lotosu i wypatrywał drobin kurzu falujących w blasku promieni, przebijających przez szczeliny ciężkiej kotary wiszącej w oknie jego samotni. Uczeń Bushi, siedzący na progu i wsparty plecami o framugę rozsuwanych drzwi, dłubał sobie pędem bambusa w zębach i ziewał znudzony co kilka sekund. Już przestał nawet zasłaniać ręką usta. Bo kto zobaczy? Kto zwróci mu uwagę?
Westchął głęboko...
- Prawdziwą sztuką jest nie tyle dopasować się i żyć w zgodzie z prawami natury, co ugiąć jej zasady do własnych celów i nie wzbudzić przy tym jej sprzeciwu! - powiedział Yo przeciągnąszy się lekko przy akompaniamencie strzelających kręgów szyjnych.
Bushi wyzdrygnął się zaskoczony i usiadł wyprostowany jak struna.
- Udało Ci się Mistrzu uczynić kiedyś coś takiego? - spytał
- Tak, nawet w tej chwili! Podczas medytacji!
- Zdradź sekret o Wielki! - uczeń przygryzł wargę i otworzył szerzej oczy.
- Otóż... - Yo zawiesił na chwilę głos - oddychałem do tyłu!

Mr Baloon {13}

wtorek, 8 lutego 2011

Nauki Mistrza Yo {8}

Pewnego dnia Mistrz Yo spacerował po ogrodach daimyo z klanu Dong. Nagle stanął nad pielegnującym sadzonki magnolii ogrodnikiem, podciągnął poły kimona i oddał na niego mocz.
- Jak się teraz czujesz? - spytał, klepiąc go czule po plecach.
- Yyyy... - zdołał wymamrotać zaskoczony mężczyzna.
- Jaka płynie dla Was nauka z tego wydarzenia? - Yo zwrócił się do uczniów, którzy z odległości kilku metrów przypatrywali się w całemu zajściu.
- Otóż moi drodzy - Mistrz pokiwał lekko łysiejącą głową - lepiej doświadczyć szczerego olania niźli nieszczerej troskliwości.
Młodzicy popatrzyli po sobie zdziwieni, nie rozumiejąc słów Mistrza, aż do chwili, gdy ogrodnik, spakowawszy grabki, łopakę odgrodniczą do wiklinowego kosza i zarzuciwszy motykę na ramię, odwrócił się do nich plecami. Tuż pod kołnierzykiem tkwiła przyklejona na plastrze opatrunkowym kartka z napisem:
KOPNIJ MNIE W DUPĘ! JA TO LUBIĘ!

sobota, 5 lutego 2011

Wielki wybuch

Doktor McDeckell kręcił powoli gałką potencjometra. Na niewielkim ekranie konwentera zatańczyły świetlne kreski wykresu częstotliwości. Mężczyzna przechylił nieco głowę i zbliżył ucho do drewnianej obudowy urządzenia. Na zmarszczonym czole pojawiła się kropla potu.
- I jak? - Profesor Dżugaszwili popatrzył z nadzieją na kolegę siedzącego przy głośniku.
- Chyba powoli coś się zaczyna wy-ła-niać! - odpowiedział McDeckell, specjalnie sylabizując ostatnie słowo.
Profesor zdjął okulary z nosa i przetarł je skrawkiem białego fartucha.
Stojąca obok brunetka patrzyła niezrozumiałym wzrokiem to na jednego, to na drugiego mężczyznę.
- I to ma być ta sensacja? Te szumy i bzyknięcia mają być najważniejszym odkryciem w dziejach naszej cywlizacji? - spytała drwiąco.
- Proszę o nieco cierpliwości pani redaktor! Już za chwileczkę! - doktor McDeckell zaczesał na tył głowy opadającą mu na oczy długą grzywkę. - Zaraz powinniśmy usłyszeć odgłosy towarzyszące i poprzedzające wielki wybuch!
Kobieta uśmiechnęła się kwaśno.
- Czy czasem ktoś już na to nie wpadł?
- Otóż nie szanowna pani. Z kosmicznego szumu wyseparowano jak na razie dźwięki jakie nastąpiły po tym wydarzeniu. Owszem, udało się dojść do setnej części przed wybuchem, nikt jednak nie zarejestrował dźwięku zero! - Profesor założył okulary na nos i położył rękę na oparciu fotelu McDeckella. - Powiem więcej, za chwilę usłyszy pani dźwięk minus jeden, czyli to, co poprzedziło kosmiczną eksplozję!
- Ale... - dziennikarka chciała coś powiedzieć, gdy z głośnika dobiegł wyraźny dźwięk jakby szurania.
- To on! - Dżugaszwili klasnął w dłonie i podskoczył jak dziecko.
Wszyscy pochylili się nad konwenterem.
Szuranie trwało kilkanaście sekund. Nagle dało się usłyszeć głuche uderzenie i odgłos rozbijanego szkła. Przed kanonadą dźwięków, jakie wypłynęły z głośnika tuż po tym, jakiś głos w odbiorniku zdążył jeszcze krzyknąć:
- Ja pierdolę!

piątek, 4 lutego 2011

Przegrzanie

DRX25-34/B postukał macką w tarczkę termometru. Wskazówka, tkwiąca do tej pory pośrodku zielonego pola, niebezpiecznie zbliżyła się do czerwonej linii. Jeśli ją przekroczy nastąpi przegrzanie i stopienie rdzenia myślowego, a DRX25-34/B zamieni się w słony, zielonkawy wywar. Mechanizm przewidziany był na niskie procesy myślowe, tymczasem ostatnio rdzeń musiał pracować jak szalony. A chłodzenie już dawno siadło...
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Niebieską planetę, która wyłoniła się gdzieś na peryferiach kosmicznego śmietniska, zauważono przez przypadek. Nikt zdrowy na umyśle nie zaglądał w te rejony wszechświata, dlatego znalezienie globu tak obfitego w życie było nie lada niespodzianką. Niestety bardzo szybko okazało się, że dogodne połączenie czasoprzestrzenne trwać będzie tylko kilka, może kilkanaście lat. Trzeba było działać szybko.
DRX25-34/B wiedział, że przyspieszony tryb przygotowań ekspedycji skutkować może niedoróbkami. Dodatkowy problem stanowiła niespotykana budowa stworzeń na bazie białka, dominująca na nowo odkrytej planecie. Pierwsze zdjęcia przesłane przez wysłany bezzwłocznie próbnik wywołały wśród mieszkańców Debiliazji tyle samo naukowego zdziwienia co obrzydzenia. Budowa i zachowanie istot nie mieściła się w żadnej ukutej od zarania cywilizacji debiliazańskiej teorii. Żaden wzór nie pasował do tej odmiany życia.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Był piękny sierpniowy dzionek 1991 roku. Andrzej Zbigniew legł na sztydze pszenicznych snopków i wpatrywał się w bezchmurne niebo. Irena i chłopaki z Zielnowa pojechali właśnie z kolejną stertą, by zwalić ją w sąsieku i przygotować do młócki. Mężczyzna przechylił się nieco i wyciągnął z jednego ze snopów, solidnie związanego powrósłem, źdzbło zboża. Nim znowu przetoczył się na plecy, zauważył ostre światło i poczuł dziwną senność.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
- Jesteś pewny, że ta powłoka wytrzyma? - DRX25-34/B wpatrywał się w dwunożną istotę wiszącą jak flak na metalowym wyciągu.
- Nie mamy innego wyjścia, musimy zaryzykować! - FGH35-22/C, szef sztabu naukowego misji spojrzał jednym okiem na białkowca, drugim zaś na jego przyszłego gospodarza i pilota. On też miał wątpliwości. - Twoja kabina znajduje się pod rdzeniem myślowym, w korpusie głównym. Jeśli go nie przeciążysz wszystko powinno pójść dobrze.
- A jak przeciążę? - DRX pokiwał lekko głową.
- Wtedy niestety system chłodzący może nie wytrzymać i...
- I się ugotuję? Tak?!
- Ano...
- A co białkowcem? - Debiliazańczyk udał, że możliwość ugotowania kompletnie go nie obeszła.
- Będzie działać dalej - naukowiec przełknął ślinę - Zostawimy mu kawałek mózgu, który w zupełności wystarczy do dalszej pracy. Temu gatunkowi nie potrzeba dużo do funkcjonowania, a na dodatek wybraliśmy wyjątkowo tępy egzemplarz.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Debiliazjanim spojrzał jeszcze raz na termometr. Wskazówka zawisła właśnie nad czerwoną kreską. Kto by pomyślał, że koniec nastąpi tak szybko. DRX25-34/B włączył podgląd. Jego białkowiec z mocno zaczerwienioną od gorąca twarzą stanął w miejscu i lekko sflaczał. Temperatura stawała się nie do wytrzymania. Przyrządy powoli przestawały działać, a DRX poczuł, że jego ciało zamienia się w galaretowatą papkę. Zanim ostatecznie stracił świadomość, usłyszał kliknięcie włączanego awaryjnie mózgu...
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Człowiek rozejrzał się niepewnie wokoło. Kompletnie nic nie pamiętał. Policzki i czoło paliły żywym ogniem, a głowa bolała niemiłosiernie. Skąd on tu? Dlaczego? Jak?
Obok przechodził jakiś facet, taszcząc kamerę na ramieniu.
- Imprezka? - mrugnął okiem i uśmiechnął się lekko.
Tuż za nim podążała niebrzydka brunetka, szukając czegoś w przepastnej płóciennej torbie z napisem TVN.
- Co tam panie premierze? Chyba przesadziliśmy z solarium!

Jajecznica

To był normalny wieczór w kurniku. Młoda kwoka krzątała się po kuchni, jej mąż zaś, dziarski kogut o szerokiej piersi i krwistoczerwonym grzebieniu, zaległ w głębokim fotelu, wertując dział rolny w lokalnym tygodniku.
- Co dziś na kolację? - zapytał, nie odrywając wzroku od tabeli cen roślin okopowych.
- Jajecznica na otrębach! - odpowiedziała kwoka, kładąc na patelni kawałek masła.
- Ależ kochanie - kogut spojrzał przez ramię w kierunku małżonki - przecież wiesz, że nie znoszę jajek!

wtorek, 1 lutego 2011

Nauki Mistrza Yo {7}

Tsutej, hodowca drobiu z wiosku Lang, położonej u podnóża południowego zbocza góry Ha, zapukał cicho w framugę wejścia do samotni Mistrza Yo. Nie usłyszał odpowiedzi, więc zapukał po raz drugi, a gdy i wtedy nikt się nie odezwał, wszedł powoli do skrytego w mroku wnętrza.
- Mistrzu Yo! - rzekł cicho - O Wielki! - powtórzył już nieco pewniej i głośniej.
Nagle na tle jaśniejszego prostokąta okna, przesłoniętego na wpół przezroczystymi ciężkimi firanami, zamajaczyła ludzka sylwetka. Tsutej wzdrygnął się i cofnął o krok. Zmrużone oczy próbowały przebić panujący w pomieszczeniu półmmrok.
- Mistrzu? - spytał.
- Czego chcesz chłopie? - Yo pokręcił głową, rozciągając zastały od medytacji kark. Kręgi szyjne strzeliły cicho.
- Kury przestały mi się nieść o Krynico Mądrości - Tsutej pochylił poddańczo głowę, choć spod ściągniętych, krzaczastych brwi obserwował mnicha - Dlaczego?
Yo podrapał się lekko w czoło i rzekł:
- Bo mają za wąskie ramiona głupcze...

Nauki Mistrza Yo {6}

Ogrodnik Baboyan przyszedł kiedyś do Mistrza Yo, pokłonił się nisko, położył w ramach podarku na kamiennej podłodze miskę z wołowiną słodko-kwaśną  i spytał:
- Poradź, co mam robić Mistrzu, - mężczyzna spojrzał z nadzieją na mnicha - ilekroć moja żona sadzi lub zbiera ryż na zboczu góry Sako, dopada ją stado makaków, żerujących na skraju pobliskiego lasu i wykorzystuje seksualnie!
Yo westchnął głęboko, podszedł do ogrodnika, poklepał go po ramieniu i rzekł:
- Ogól jej plecy synu... Po prostu ogól plecy!