czwartek, 30 czerwca 2011

Wybierz najbardziej tenteguśnego bohatera!

Zagłosuj w naszej ankiecie - którego z bohaterów przewijających się przez Tentegowanie Rednacza lubisz najbardziej!?

Jeśli chcesz dodatkowo zgarnąć wyczesane nagrody (m.in. kolorowe grzebienie, komplet golarek jednorazowych i jakieś tam książki, filmy dvd etc.) oprócz zagłosowania w sondzie prześlij swój typ wraz z uzasadnieniem na adres: konkursy@duzeka.pl
Konkurs trwa do 31 lipca!

Uwaga - jedna osoba może oddać głosy na kilku kandydatów!


A oto jeden z bonusów, o których wspominałem... Słuchawki Cresyn C515H w pięknym fioletowym kolorku...



... drugi to odtwarzacz Chuwi T-series 2 GB...


... edycja polska gry Dirka Henna "Alhambra"...


... CDN?

niedziela, 26 czerwca 2011

Docent & Rysiek (4)

Z pamiętnika REDnacza {12}

Dziadek Jacek wrócił z wyprawy po bułkę i śmietanę 12% do pobliskiego spożywczaka mocno wzburzony.
- Nie dasz wiary synek, - krzyknął od progu, sapiąc przy tym jak automatyczny zraszacz do trawy - ale ten rzekomo spokojny i bogobojny Dziędzielak spod piątki to kawał chama i gbura! Wyobraź sobie, że ten kulinarny bandyta wyjął mi bezczelnie z koszyka ostatni kubek śmietany, wykorzystując moment kiedy zajęty byłem wybieraniem najbardziej wypieczonej kajzerki, a kiedy zwróciłem mu grzecznie uwagę, żeby trzymał swoje brudne i zawrzodzone łapy z dala od moich zakupów, kazał mi ją sobie w dupę wsadzić!
- Fakt Dziadek! - pokiwałem ze zrozumieniem głową - Co za tupet i brak wychowania!
- Właśnie! Od razu do dupy, a gdzie czas na trawienie!

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Z pamiętnika REDnacza {11}

- Pamiętaj synku, - Dziadek Jacek popatrzył mi prosto w oczy i dźgnął palcem wskazującym w okolicach splotu słonecznego - jeśli jedziesz na rowerze, a ja powiem do Ciebie: "Ty pedale", to to jest ironia. Ale jak Ty mówisz tak samo do mnie, to już jest kurestwo czystej wody!
- Ale dlaczego? - na wszelki wypadek opuściłem pole rażenia rąk staruszka.
- Bo ja nie mam roweru!

piątek, 17 czerwca 2011

Z pamiętnika REDnacza {10}

Dziadek Jacek miał dziwne nawyki. Na przykład po każdym wyjściu z ubikacji witał się wylewnie z pierwszą napotkaną osobą, tulił ją i energicznie klepał po plecach, jakby wrócił właśnie z dalekiej podróży. Dopiero niedawno wyszło na jaw, że staruszek wogóle nie korzystał z papieru toaletowego, a brązowych palców nie miał wcale od palonych namiętnie papierosów w szklanych fifkach...

Mr Baloon {31}

czwartek, 16 czerwca 2011

Z pamiętnika REDnacza {9}

- Życie w samotności - Dziadek Jacek spojrzał smutno znad okularów w grubych rogowych oprawkach - wymaga samodyscypliny i samozaparcia. Człowiek codziennie musi się mobilizować już nie tylko do najprostszych czynności, które dla osobników stadnych stanowią formę niedostrzegalnego odruchu, co do życia wogóle.
Staruszek westchnął ciężko i wyjął z górnej szuflady masywnego dębowego biurka krzywo przyciętą tekturkę po podełku na obuwie. Na jasnobrązowej powierzchni widniał jakiś napis.
- A to co? - spytałem zdziwiony.
- Moja motywacja! - Jacek uśmiechnął się lekko i wskazał palcem wejście do przedpokoju - Codziennie tamtędy przechodzę w drodze do łazienki. Codziennie kilka razy przeglądam się w lustrze, czeszę się, poprawiam krawat przed wyjściem na spacer...
Zrozumiałem...
Senior wstał powoli z fotela. Wziął tekturkę, taśmę klejącą i duże krawieckie nożyczki.
Rozsiadłem się na kanapie i przyciągnąłem do siebie gazetę, którą dziadek porzucił na niewielkim jaśku w roślinne wzory. Wczorajsza...
Z lektury wyrwał mnie wrzask i brzęk tłuczonego szkła. Rzuciłem się do wejścia, oczekując najgorszego. W głowie kłebiły się najbardziej masakryczne widoki z zakrwawionym seniorem naszpikowanym odłamkami szkła jak dobry sernik rodzynkami w roli głównej. Tymczasem Jacek stał spokojnie przed drzwiami szafy, w których do niedawna tkwiła wielka lustrzana tafla i wpatrywał się w ziejącą z nich plamę ciemniejszego drewna.
- Co jest! - chciałem krzyknąć, lecz z gardła wydobył się tylko zduszony szept.
- Zboczeniec jakiś kurwa! - staruszek puknął mebel tekturką, na której w dwóch koślawych rządkach stało:
JESTEŚ NAJLEPSZY!
KOCHAM CIĘ!

środa, 15 czerwca 2011

OFF-siki (84)

Nauki Mistrza Yo {22}

Azumi Kabayashi, handlarz z prefektury Yamasan, uchylił ciężką storę wiszącą w drzwiach samotni Mistrza Yo i wsunął głowę w powstałą w ten sposób szczelinę. W pomieszczeniu panował półmrok, więc nim oczy - wystawione do tej pory na ostre promienie słoneczne - przyzwyczaiły się do ciemności, minęła dobra minuta. Kiedy wreszcie z mroku wyłoniła się sylwetka medytującego mnicha, Azumi wszedł bez pytania do środka. Mniej więcej w połowie sali stanął i postawił na słomianej macie miseczkę z słodko-kwaśną cielęciną w kruchym cieście z kiełkami bambusa i korniszonem.
- Co Cię do mnie sprowadza? - Yo sięgnął po naczynie, poczym wgryzł się z chrzęstem w zielony miąższ ogórka i spojrzał na przybysza. Ten usiadł naprzeciwko, nienaturalnie mrużąc oczy.
Azumi od dawna miał kłopot ze wzrokiem, przez co w swojej osadzie nazywano go bambusowym kretem, bowiem sporą część dnia spędzał zbierając pędy zdrewniałych łodyg, które wraz z żoną - grubą Mio - zamieniał na sprzedawane na lokalnym bazarku meble ogrodowe.
- Mam kłopot z kobietą! - odparł Kabayashi i podrapał się lekko po łysiejącej głowie.
- Któż ich nie ma! - Yo wsunął do ust spory kawałek mięsa i począł żuć go z widoczną błogością - Ale mów jaki charakter mają Twoje problemy...
- Otóż jakiś rok temu - Azumi zamknął oczy, jakby chciał w myślach przywołać obrazy minionych wydarzeń - wyszedłem wraz z Mio do lasu. Chcieliśmy zebrać nieco ziół do zasuszenia na zimę, a być może i trochę grzybów do obiadu na niedzielę. Nagle, gdzieś tak pod wieczór, kiedy zaczęło już powoli zmierzchać, nad lasem rozpętała się burza. Dosłownie istne piekło. Złapałem Mio i popędziłem do domu, gubiąc po drodze część zbiorów. Po powrocie żona chciała wracać, widać po zgubę, ale przekonałem ją, że zrobi to następnego dnia, kiedy pogoda nieco się uspokoi.
- Co w tym dziwnego? - Yo oblizał palce i przetarł je o klapy kimona.
- Otóż od tego momentu - Azumi westchnął ciężko i spojrzał z nadzieją spod zmarszczonych brwi na mnicha - zaczęły się moje kłopoty z żoną... Niby pewne rzeczy się nie zmieniły, mogę nawet powiedzieć, że uległy poprawie. Na przykład w domu było czyściej, posiłki bardziej smakowały i zawsze pojawiały się na czas, a nocą - po kilku latach przerwy - znowu poczułem się jak mężczyzna, ale coś mnie w zachowaniu małżonki mocno zaniepokoiło. Otóż do czasu przygody w lesie należała ona do niewiast chorobliwie wręcz gadatliwych. Teraz nagle zaniemówiła. Początkowo myślałem, że to szok wywołany piorunami, ale po kilku miesiącach uznałem, że musi mieć to głębsze podłoże. Poza tym Mio cały czas chciała uciekać z domu i strasznie się zapuściła. Oczy jej bardzo popuchły i kompletnie zaniedbała depilację!
Yo pokiwał głową i wyciągnął dłoń w kierunku Azumiego.
- Ile palcy widzisz? - spytał, kręcąc zaciśniętą pięścią jakieś dziesięć centymetrów przed nosem gościa.
- Dwa! - odparł Kabayashi bez zastanowienia - Ale jaki ma to związek z moim problemem!?
- Otóż ma! - mnich wstał i podszedł do stojącej pod ścianą miski z wodą do mycia rąk - Na Twoim miejscu wypuściłbym tę Pandę na wolność i poszedł poszukać żony do lasu...

poniedziałek, 13 czerwca 2011

OFF-siki (82)

Nauki Mistrza Yo {21}

Gwang Shitumoto był znanym w całej okolicy, przywiązanym do tradycji, negocjatorem. Te dwie rzeczy nie szły często ze sobą w parze, bowiem uprawiając trudną sztukę godzenia, bywało że i kilkunastu zwaśnionych stron, trzeba było mieć umysł otwarty na nowe doświadczenia i odpowiednio je interpretować, a nie przykładać do wymyślonej przed wiekami miary. Świat przecież wciąż parł do przodu, kreując ciągle nowe powody ludzkiego zacietrzewienia, o których przodkom nawet się nie śniło. Gwang zdawał się tego nie zauważać, lecz mimo to mógł pochwalić się całkiem sporą ilością sukcesów. Mógł również pochwalić się sporą ilością porażek, przewyższających te pierwsze niemal dwukrotnie, ale nikt mu tego nie wypominał. Ot, tak z czystej sympatii oraz obawy przed ciężką pięścią Shitumoto. Bo trzeba przyznać, że tę część ciała, podobnie jak i całą resztę, miał on potężną i wzbudzającą respekt, nawet wśród populacji niedźwiedzi zamieszkujących pobliski łańcuch górski.
Czas płynął. Gwang spokojnie negocjował, a osobnicy objęci tym procesem spolegliwie płacili stosowny procent, bez względu na wynik końcowy sporu, zapewniając olbrzymowi przyzwoity poziom egzystencji.
Aż wreszcie za łby wzięli się lokalni mnisi oraz Huru, największy właściciel ziemski w okolicy. Chodziło o prawo zbiorów ryżu z pola położonego na południowym zboczu góry Ha, którego eksploatację obu stronom tuż przed bezdzietną śmiercią przekazała Setee, wdowa po zmarłym dekadę wcześniej młynarzu. Kobieta ostatkiem sił przywołała do siebie Huru i Mistrza Yo i wyszeptała:
- Podzielicie zbiory między siebie. W lata parzyste będą one należały do... ugrhhhyyyy... - i zmarła.
Jako, że obie strony sobie przypisały zbiór ryżu w aktualnie trwającym roku parzystym, i za nic nie chciały zrezygnować z panującego tego lata urodzaju, o pomoc zwrócono się do Shitumoto.
Potężny mężczyzna podjął się rozstrzygnięcia sporu i poprosił przedstawicieli skonfliktowanych stron o przedstawienie świadczących o swoich racjach faktów.

* * *
Poranek, choć słoneczny, nie należał do najcieplejszych. Lekki przywrozek ściął wilgoć parującą z rozgrzanej wczorajszym upałem ziemi i osadził białą warstwą na roślinach i dachach domostw, zbitych jak winogrona wokół rynku z niewielkim drewnianym podestem stojącym w centrum. Tu ogłaszane były postanowienia władz, zapowiedzi zaręczyn, ślubów i wesel, tu odbywały się licytacje oraz - jeśli zainteresowani postanowili ominąć drogę sądową i zrezygnowali z wyprawy do sąsiedniej miejscowości, gdzie takowy urząd się znajdował - lokalne rozstrzygnięcia sporów, którym przewodniczył wspomniany już Gwang Shitumoto.
Tak było i dziś...
Tłum stanął w centrum rynku, opasując ciasnym szeregiem drewnianą konstrukcję, pozostawiając jednak nieco miejsca dla uczestników sporu. Ciche szepty przelewające się przez tłuszczę uciął jak ostrzem miecza gest negocjatora. Jako pierwszy podszedł do niego Huru. Stanął przed Gwangiem, zdjął szeroki bambusowy kapelusz i ukłonił się nisko, okazując szacunek urzędowi i pełniącej go osobie. Pięść kolosa dosięgła obszarnika chwilę po tym jak wyprostował ciało i wyjął ze zdobnego rulonu washi ze starannie wykaligrafowaną treścią oświadczenia. Mężczyzna, choć również do ułomków nie należał, padł bez przytomności na ziemi.
W tym momencie do miejsca, gdzie przed chwilą stał Huru podszedł powoli Mistrz Yo. Podobnie jak poprzednik wyjął rulon, a z niego zwinięty płat zdobionego roślinnymi ornamentami papieru. Shitumoto zamachnął się i mało nie upadł, gdy mnich uchylił się przed ciosem, a potężna pięść pociągnęła za sobą resztę potężnego ciała.
Zebrany na rynku tłum westchnął zaskoczony, a gdzieniegdzie ozwały się lekkie oklaski.
Gwang tymczasem odzyskał równowagę i spojrzał na niewielką postać okrytą śnieżnobiałym kimono.
- W obliczu NIEZBITYCH faktów, zbiory z pola wdowy Setee w roku bieżącym przekazuję mnichom! - powiedział Olbrzym i pokłonił się Yo...

środa, 8 czerwca 2011

Kat

Topór wbił się w gruby, okorowany pniak z cichym plaśnięciem. Głowa przez chwilę wisiała w powietrzu, by zanurkować raptownie, i wywinąwszy w powietrzu małe salto paść na dębowe deski. Krwawe mazy pokryły jasną fakturę słojów zbitego naprędce rankiem podestu. Korpus wspierający się przez chwilę kikutem szyi o krawędź opasanego metalowymi klamrami polana, zsunął się bezładnie na podłogę i opadł naprzeciw zastygłej w zdziwieniu twarzy.
Pierwszy na planie zareagował operator. I to nie z powodu zaskocznia niespodziewaną realistycznością całej sytuacji, lecz dlatego, że krwawy rozbryzg upaćkał obiektyw i wierzchnią część kamery.
- No żesz w dupę! - zaklął siarczyście i począł ścierać zabrudzenie mankietem kraciastej koszuli.
Dopiero wtedy zauważył dziwnie narastające poruszenie na planie zdjęciowym.
- Przepraszam szefie, - spojrzał na reżysera - ale chlapnęło...
- Kto... Kto... - mężczyzna siedzący obok wgapiał się w ciało i stojącą nad nim zakapturzoną postać, wspartą na długim drewnianym stylisku - Kto to jest do cholery!? Co tu się dzieje!?
- To jest ten fachowiec, o którego pan prosił! - stojący przy ekspresie z kawą asystent przetarł grube szkła okularów i podbiegł do reżysera, wskazując jakiś napis na jednej z kartek grubego skoroszytu.
- Co jest panowie!? - zamaskowany osobnik zsunął kaptur na plecy i przyglądał się zdziwiony biegającym wokoło członkom ekipy - Przecież było powiedziane "cięcie"! No było powiedziane, czy nie!?