poniedziałek, 25 lipca 2011

Nauki Mistrza Yo {23}

Mistrz Yo usiadł na kamieniu i zapatrzył w proces gnilny liścia.
- I poco się to wszystko człowiekowi? - spytał cicho.
- Co po co człowiekowi? - podjął pytanie jeden z uczniów, podążających za swym nauczycielem, gdziekolwiek i kiedykolwiek ten by się nie udał.
- Zazwyczaj w 99% z wody, ale oprócz tego z soli, tłuszczów, mocznika, kwasu mlekowego, związków mineralnych i... - Yo popatrzył na młodzieńca i przekrwionymi oczami - ...węglowodanów. Tyle czemu się skubańce tak łatwo rozpadają?!

piątek, 8 lipca 2011

Potyczki biurowe (3)

Boss popatrzył po twarzach zebranych w sali konferencyjnej. Przygryzł dolną wargę i westchnął ciężko.
- Szanowni Państwo, - zaczął cicho - lekka zapaść na rynku, a co za tym idzie kiepska sytuacja finansowa firmy zmuszają mnie do pewnych cięć budżetowych.
Fioletowo-srebrna mucha zabrzędzała za ściągniętymi pod sufitem paskami zakurzonych żaluzji.
- Musimy urealnić wydatki, w przeciwnym razie czeka nas widmo zwolnień grupowych.
- Czyli? - dobiegł spod stołu głos księgowego Pleśniawki.
- Czyli musimy urealnić wydatki...
- Czyli? - Pleśniawka nie dawał za wygraną.
- Czyli obetniemy pensje o 20 procent i wstrzymamy na czas nieokreślony premie, stażowe, szkodliwe i tym podobne dodatki.
Po sali rozszedł się szept niezadowolenia.
- Ale przecież pan - głowa księgowego wychyliła się zza krawędzi stołu - nie odcina swojej pensji! W ubiegłym miesiącu kupił pan sobie nowy samochód, był na wczasach w Grecji, a z tego co wiem, w przyszłym tygodniu wybiera się do Tanzanii!
Szept niezadowolenia przybrał na sile.
- Panie Plaśniawka - Boss oparł się o biurko i popatrzył na podwładnego z matczyną wręcz czułością - kiedy kupił Pan sobie ostatnio samochód?
- No kilkanaście lat temu...
- A kiedy był Pan ostatnio na wczasach za granicą?
- No też... - księgowy wbił wzrok w leżący nieopodal zszywacz.
- Czyli można powiedzieć, że w Pana przypadku te wydatki, w przeciwieństwie do mnie, są raczej nierealne, czyli jako nierealne mogą zostać obcięte!
- No raczej tak... - mężczyzna kiwnął głową i spojrzał spode łba na przełożonego.
- A co ja powiedziałem - Boss uniósł krzaczaste brwi - że co mamy robić? Urealniać wydatki!

czwartek, 7 lipca 2011

Z pamiętnika REDnacza {14}

Dziadek Jacek postanowił przeprowadzić ze sobą wywiad-rzekę. Zebrał stos materiałów źródłowych, umówił się na spotkanie, przywdział trumienny garnitur, takież lakierki i białą koszulę z czarnym krawatem, jednak przed rozmową postanowił zadać synowi kluczowe pytanie:
- Powiedz mi, jak to jest być potomkiem takiego zajebiście inteligentnego człowieka?
Junior zaśmiał się dziwnie...
Dziadek zmarszczył czoło...
- A to suka!

Potyczki biurowe (2)

- Sztrajk! - Waldemar Przywra z działu drogowego Firmy wsparł się rękami na dębowym blacie biurka i spojrzał Bossowi prosto w oczy - Doszcz wyżyszku i głodowych penszi! Powstańcie którzy majom głód!
- Chyba "których dręczy głód"! - mężczyzna za biurkiem wytarł lnianą chusteczką zaplute przez przybysza szkła okularów.
- Głód ma wiele matek i ojczów szresztą też! - robotnik uderzył pięścią w stos leżących obok papierów, trącając przy okazji plastikowy kubek z tkwiącym w nim bukietem firmowych długopisów i ołówków. Przybory piśmienne rozsypały się wachlarzem przed nosem Bossa.
- No dobra, czego pan chce?
- Chczę zrównania i wyrównania! Inaczej sztrajk! I to włoszki!
- Czyli? - szef popatrzył z politowaniem na rozgestykulowanego mężczyznę w budowlanych ogrodniczkach.
- Będę praczował wolno i dokładnie jak w szyciu nie praczowałem!
Szef sięgnął po teczkę personalną Przywry i otworzył ją na pierwszej stronie.
- Niech mi pan przypomni. Co pan obecnie robi w naszej Firmie?
- Jeszczę na falcu!

Z pamiętnika REDnacza {13}

- Marcel Proust powiedział kiedyś - Dziadek Jacek wbił się ze skrzypnięciem w fotel z mocno przetartą na krawędziach tapicerką w kwieciste wzory - żeby zostawić piękne kobiety mężczyznom bez wyobraźni. Jak ja bym chciał synek choć przez chwilę poczuć się jałowy! Choć jeden raz!
- A jaki jest Twój ideał kobiety? - spytałem wgryzając się w mocno przeterminowane ciastko z wtopionymi w jego wierzch skamielinami rodzynków - ostatnią promocyjną zdobycz staruszka.
Dziadek zmarszczył czoło i przeczesał skromny zarost palcami - Ideałem jest każda kobieta, która zechce ze mną w danym momencie pójść do łóżka. Oprócz teściowej oczywiście... Ona już nie żyje...

wtorek, 5 lipca 2011

Abonament

Epimeteusz przeciągnął się i ziemnął głośno. Dzwonek odezwał się znowu, wbijajać w mózg garść kolcy ostrych niczym żeleźce żołnierskiego pilum.
- No już! - wrzasnął i aż syknął z bólu. Głowę ścisnęło niewidzialne imadło - Przesadziłem wczoraj... - powiedział już ciszej do siebie.
Nie bez kłopotu zdjął zasuwę z uchwytów i oparł o ścianę obok. Solidny klocek drewna zachwiał się i opadł z głośnym plaskiem na podłogę.
- Na bogów... - mężczyzna skrył czoło w potężnych dłoniach - Ciszej...
Jak na złość otwierane drzwi zapiszczały przeciągle, wzbudzając kolejną falę bólu.
W progu stał potężnie zbudowany centaur ze skórzaną torbą przewieszoną przez ramię.
- Pan Epimeteusz? - spytał zaglądając do niewielkiej glinianej tabliczki trzymanej w lewej dłoni.
- Tak...
- Centaur pocztowy, dzień dobry! Abonament jest do opłacenia... - stwór sięgnął do torby, skąd wyjął rzeźbiony w kwieciste wzory rysik.
- Jaki abonament? - mężczyzna spojrzał zdziwiony na przybysza.
- Jak to jaki? - pół człowiek, pół koń wyciągnął tabliczkę w kierunku człowieka - Jest potwierdzenie odbioru Pandory z puszką? Jest! Nastąpiło otwarcie pojemnika i wypuszczenie zawartych w nim nieszczęść? Nastąpiło! Się z całego tego dobra korzysta? Korzysta! To co się chłopie dziwisz!? Ktoś musi za ten kanał zapłacić!