niedziela, 21 sierpnia 2011

Nauki Mistrza Yo {24}


Mistrz Yo zmarszczył czoło i poprawił ręcznik owinięty wokół głowy. Gdzieś tam, w środku, pracował potężny młot pneumatyczny, rozsadzając czaszkę równomiernym pulsowaniem w skroniach.
Starzec z wczorajszego dnia pamiętał tylko uśmiechniętą twarz Aikido Sushi, miejscowego rolnika, który przyjechał do klasztoru z kilkoma workami ryżu i antałkiem własnoręcznie pędzonego sake. Późniejsze wydarzenia jakby ktoś wyciął mistrzowi z życiorysu mieczem. Kolejny obraz, który pojawił się w głowie, to ostre promienie słoneczne kłujące w oczy i towarzyszący temu ból w skroniach oraz suchość w ustach.
Yo usiadł i syknął cicho.
Poprawił kompres i popatrzył na lewą dłoń. Trzymał ją kilka sekund przed oczami, a następnie ułożył powoli na kolanach. Ból znowu zaatakował głowę. Mistrz sięgnął do czoła i przycisnął zmoczony ręcznik do skóry. Opuszczając prawą rękę, zatrzymał ją na chwilę przed oczami.
- Gdzieś już to widziałem! Ale jakby odwrotnie! - powiedział cicho, ściągając gęste brwi i mrużąc oczy - Ale cholera nie pamiętam gdzie! Jak to się nazywa?
- Déjà vu! - wyrwało się jednemu z uczniów, stojących w progu pokoju nauczyciela i czekających cierpliwie, aż ten się obudzi.
- Dłoń, głupku! - odpowiedział Yo i opadł na matę.

Mr Baloon {34}


Odszkodowanie

Podkomisarz Ciepłokluchin uderzył po raz kolejny. Twarz przesłuchiwanego przyjęła cios, odkształcając się niczym plastelina, poczym odskoczyła w bok, tryskając kleistą mazią śliny połączonej z krwią. Ciemnoczerwona masa zatoczyła w powietrzu łuk i spadła na mankiet białej koszuli podinspektora Borysa Paprochina.
- Szlag! - mężczyzna starał się zetrzeć plamę opuszkami palców, lecz ta, jak na złość, tylko się rozmazała - Masza mnie zabije!
Ciepłokluchin spojrzał z trwogą na przełożonego.
- Wybaczcie towarzyszu...
Paprochin wyjął chustkę z monogramem Służb Bezpieczeństwa, odkręcił butelkę gazowanej wody "Propitannyj Konsomolec", wylał kilka kropel na zabrudzenie, przecierając je szybko lnianym prostokątem.
- Szoli szeba... - wycharczał przesłuchiwany przez napuchnięte niczym balony wargi - Szól omaga...
Podinspektor sięgnął do szafki biurka i wyjął szklaną solniczkę, stojącą do tej pory obok kilku innych przypraw i talerzyka z kanapkami przygotowanymi przez żonę. Potrząsnął pojemniczkiem patrząc jak białe kryształki rozpuszczają się w kontakcie z wilgotnym mankietem.
Ciepłokluchin tymczasem uderzył ponownie. Zmasakrowana twarz odskoczyła niczym piłka.
Paprochin spojrzał na mężczyznę siedzącego na niewielkim zydelku z rękami skutymi na plecach. Stiopa Bezjajkin. Całkiem fajny gość. Jeszcze tydzień temu pracował za ścianą w dziale obraz średniego stopnia. Widywał go codziennie około południa, kiedy przysługiwała mu półgodzinna przerwa. Wychodził wtedy do niewielkiego aneksu kuchennego, gdzie pomiędzy zjadanymi naprędce kanapkami, zawijanymi w szary papier pakowy, przepijanymi kawą zbożową dostarczaną w wielkim garze ze służbowej stołówki, wypalał dwa lub trzy papierosy marki "Kriepki Pionier".
Podinspektor zapamiętywał takie szczegóły. Skrzywienie zawodowe. Poza tym poczuł sympatię do tego okrągłego jegomościa.
Stiopa spojrzał na Borysa mętnymi oczyma. Westchnął cicho i stracił przytomność. Głowa opadła i wsparła się podbródkiem na klatce piersiowej.
- Ocucić towarzyszu podinspektorze? - Ciepłokluchin popatrzyła na przełożonego i sięgnął po emaliowane wiadro stojące pod ścianą.
Paprochin wiedział z jakiego wydumanego powodu niedawny sąsiad siedzi nieprzytomny w jego biurze i krwawi na ciemnobrunatną terakotę. Wkurzało go to, ale nie zwykł komentować i podważać rozkazów żadnego z przełożonych. Rozkaz jest rozkaz. Albo robiłeś swoje, albo wypadałeś z gry. A gdzie on, ze swoimi umiejętnościami pracę znajdzie. Potrafił tylko w pysk lać i czapkować oficerom wyższym stopniem. Może szwagier znalazłby mu coś u siebie w kwiaciarni, ale na cholerę komplikować sobie życie... Więc robił swoje, nie zastanawiając się jakiego biedaka leje i jakiej kanalii czapkuje. Albo odwrotnie...
W tym wypadku powód pojawienia się Bezjajcewa w jego wydziale był prosty. Jakieś trzy dni temu poślizgął się on na wylanej w aneksie kuchennym kawie i zwichnął rękę. Odszkodowanie było wyjątkowo spore, co zdziwiło nie tylko samego poszkodowanego, lecz i bezpośredniego przełożonego Stiopy, Ulika Romanowa Krwiopijcyna. Mężczyzna, znany ze swego zamiłowania do hazardu, zadłużył się u miejscowych bukmacherów, którzy coraz natarczywiej domagali się zwrotu należnej kasy, wraz z wyjątkowo wysokimi odsetkami. Krwiopijcyn był pod ścianą, kiedy więc usłyszał o nagłym przypływie gotówki swego podwładnego, napisał na niego zgrabny donos, informując przy okazji rodzinę, że jego wycofanie uzależnione jest od grubości ewentualnej koperty, jaką z przyjemnością zobaczy w szufladzie swojego biurka. Pani Bezjajcewą zaś, w pozycji ginekologicznej, przywita jako premię za dobre serce na blacie tego samego biurka.
Niestety okazało się, że nieświadoma jeszcze wtedy powodu aresztowania męża, niewiasta w jeden dzień wydała całą kwotę, wzbudzając oburzenie zarówno świeżo pojmanego Bezjajcewa jak i samego Krwiopijcyna.
- Ocucić! - rozkazał Paprochin i spojrzał na mankiet koszuli z ledwo już widoczną czerwoną plamką.
Woda chlusnęła na przesłuchiwanego, który podniósł głowę i spojrzał na swoich oprawców.
Paprochin zamachnął się. Pięść ześlizgnęła się z ledwo muśniętego czoła i trafiła w trzymane przez Ciepłokluchina na wysokości piersi emaliowane wiadro. Ból wstrząsnął ciałem oficera. Krew na dłoni tym razem nie należała do aresztanta, lecz cienką strużką wylewała się ze skaleczenia na kostkach palców podinspektora. Dwa z nich zaczęły gwałtownie puchnąć, pulsując bólem zgodnie z rytmem serca i tłoczonej do dłoni krwi.
- Kurwa, - pomyślał Borys - chyba złamane.
- Coś się stało? - Podkomisarz zmarszczył czoło i wyjrzał zza wiadra na przełożonego.
- Nie, nic! - Paprochin spojrzał na Bezjajcewa i lekki dreszcz przeszedł mu po plecach - To zwykłe skaleczenie...

* * *

- Siadajcie proszę! - Ulik Romanow Krwiopijcyn wskazał niewielki zydelek stojący przed potężną bryłą ciemnobrązowego biurka - Właśnie dotarł do mnie pewien dokument, - mężczyzna poczekał aż podwładny usiądzie na stołku, poczym uniósł wyrwaną z zeszytu kartkę, zapisaną niezgrabnymi kulfonami i pomachał nią energicznie. Borys rozpoznał ten świstek. To była niezaliczona kartkówka z gimnazjum, chyba z wychowania obywatelskiego - podważający Pana wizerunek jako praworządnego obywatela i lojalnego funkcjonariusza. - Bez wdawania się w zbędne szczegóły, chyba zdaje Pan sobie sprawę, co się stanie jeśli nadam mu bieg służbowy...
Paprochin przełknął ślinę i poluzował nieco krawat.
- Zdaję sobie sprawę towarzyszu!
- Macie szczęście, że trafiło to akurat do mnie - Krwiopijcyn wstał z fotela i podszedł do bocznych drzwi, obitych czarną skórą. Wyciągnął papierosa ze srebrnej papierośnicy, opukał go o lśniące wieczko i zapalił jednorazową zapalniczką z wizerunkiem Przewodniczącego. Huknął pięścią w framugę i poczekał aż z drugiej strony ktoś odblokuje masywną zasuwę.
Ulik zaciągnął się z widoczną błogością szarym dymem z papierosa i pchnął lekko drzwi.
W drugim pomieszczeniu, na podobnym jak w biurze zydelku siedziała jakaś kobieta z rękami związanymi na plecach i opuszczoną na pierś głową. Obok stał Ciepłokluchin i obijał lekko czarną służbową pałkę o udo. Na znak przełożonego złapał niewiastę za włosy i pociągnął je do góry, ukazując Paprochinowi zakrwawioną twarz. To była Masza.
Krwiopijcyn zamknął drzwi i podszedł do Borysa.
- Niestety szanowna małżonka odmówiła współpracy, więc ten miły obowiązek spadł na Pana, podinspektorze. - mężczyzna poklepał blat biurka i zaczął rozpinać rozporek - No siup! - popatrzył zdziwiony na podwładnego - Wskakujemy na biureczko, raz, dwa, raz, dwa...

sobota, 13 sierpnia 2011

Rozczarowanie...

Widok jaki rozpościerał się ze szczytu zachwycał i zapierał dech w piersi. Mężczyzna wyjrzał poza krawędź płaskiego jak stół wierzchołka na zbocze, którym jeszcze przed chwilą szedł. Kłęby białych chmur wbijały się w skalną ścianę jakieś kilkaset metrów poniżej, zasłaniając rosnące u podnóża góry zbite masy regli.
Mężczyzna zebrał ślinę w ustach, odchrząknął i splunął. Tyle lat o tym marzył. Flegma zatoczyła w powietrzu łuk i opadła z plaskiem na ciągnące się jaśniejszą smugą po zboczu nieregularne gruzowisko.
Mroźne powietrze wypełniło płuca i wywołało gęsią skórkę na spoconej skórze. Mężczyzna rozejrzał się. Jeszcze na początku liczył próby zdobycia szczytu, lecz po kilku latach przestał. Nie zaznaczał już nawet kolejnych krzyżyków na wielkim głazie, tkwiącym jak strażnik u podnórza góry. Teraz nareszcie mu się udało, lecz fakt ten nie wywołał oczekiwanego wybuchu radości. Być może gdyby udało mu się za pierwszym, góra drugim razem... Po tylu latach przyzwyczaił się do ciągłych prób, oswoił niepowodzenie i nagły sukces nie tyle zaskoczył, co zwyczajnie zasmucił.
Mężczyzna tyle razy marzył o zdobyciu wierzchołka, tyle razy wyobrażał sobie ten dzień, każdy szczegół chwili do której dążył od dekad... Tymczasem rzeczywistość rozczarowała.
Poza tym szczyt okazał się taki zwyczajny...
Mężczyzna podszedł do wielkiego głazu i niby od niechcenia zepchnął go z krawędzi.
- Ups! - udał zaskoczenie i rozejrzał się wokoło - Się mi znowu wymsknęło!
Tymczasem okrągły kamień nabrał szybkości i wbił w kłebowisko chmur.
- Chyba znowu trzeba będzie zaczynać od początku! - Syzyf uśmiechnął się lekko i podskakując niczym dziecko, zbiegł śladem głazu, znikając po chwili w śmietanie białych obłoków.

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Karolka i Złodziej Dziur

Na Papierowym Psie, czyli moim blogu dla dzieci, powstaje od jakiegoś czasu bajka o Karolce i Złodzieju Dziur, do których - w miarę wolnego czasu - robię też ilustracje. Jeśli chcecie poznawać przygody Karolki, Otto von Schnytzlla i nieznanego jeszcze z imienia chłopca - zapraszam!


niedziela, 7 sierpnia 2011

OFF-siki ruleżą, czyli rozstrzygnięcie plebiscytu

Pora rozstrzygnąć konkurs na najbardziej tentegaśnego bohatera jaki się zrodził na tym zniesmaczającym profilu.

Bezapelacyjnie zwyciężyły OFF-siki, które okolicznościowy puchar wciągnęły (nie bez problemów i oporów z mojej strony) zaraz do chałupy i postawiły na honorowym miejscu (gdzieś między wątrobą a krańcowym odcinkiem dwunastnicy).
Drugie miejsce zajął Docent i Rysiek (przy okazji - Wasza prośba o większą ilość przygód tej dwójki zostanie łaskawie wysłuchana), natomiast na ostatnim stopniu podium stanął (bluźniąc przy tym niemiłosiernie) Dziadek Jacek (powiedział, że ma to tam, gdzie OFF-siki trzymają puchar).
Tuż za pudłem uplasowały się Ófoki, które skwitowały to nadprogramową gestykulacją.

A oto do kogo trafiają nagrody:
1. Wyczesany grzebień + słuchawki Cresyn - Dagmara Tomczyk (za list miłosny do Dziadka Jacka)
2. Wyczesany grzebień + Player Chuwi - Jacek Franc (za hasła propagujące niezdrowy tryb myślenia)
3. Wyczesany grzebyk + gra Alhambra - Mirosław Połtasiński (za całokształt zawarty w bryle słowa dupa)
4. Wyczesany grzebyk + pakiet książek - Celinka_76@... (za garść sugestii dotyczących OFF-sików, które zarchiwizowane zostały w ich domu - niedaleko pucharu).
5. Wyczesany grzebyk + pakiet filmów dvd - Przemek Martyniak (za wiersz ku czci, który wisi wykaligrafowany obok sugestii Celinki_76).

Laureatów proszę o podesłanie danych adresowych, wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję i zapraszam na następne akcje, które już wkrótce!