czwartek, 29 grudnia 2011

Toto-lotek

Dziadek Jacek popatrzył na stos rachunków leżących na stole i westchnął głośno.
- Panie Boże, - rzekł cicho - daj chociaż raz wygrać w totka! Chociaż raz!
Wiatr zaszeleścił za oknami i naparł na szyby...
- Jak na tacę, to daj! - staruszek popatrzył na sufit i wzniósł pięść w kierunku obwieszonego szklanymi soplami żyrandola - Ale od dziś zero! Nawet złocisza nie rzucę sknerusie jeden!
Pięść zatrzepotała w powietrzu i nagle zamarła. Gdzieś znikąd dobiegło lekkie chrząknięcie i mocny męski głos.
- OK, ale dzielimy się fifty-fifty...

środa, 28 grudnia 2011

Ófoki [5]

Obiekt XYZ - jeden z dwóch przybyszy z drugiego końca galaktyki, obserwujący życie na ziemi i starający się zrozumieć go na swój ófoczy, pokręcony sposób...

środa, 21 grudnia 2011

Kablówka

- Tragedia synek, tragedia! - Dziadek Jacek siedział przy kuchennym stole i pojękiwał cicho, opierając czoło na zaciśniętych w pięści dłoniach.
- Co się stało?! - przysiadłem na krawędzi stołka tuż przy skulonym staruszku.
- Tragedia synek, tragedia!
- Ale co dziadek? Co się stało!?
- Satelita siadła synek! Siadła na amen!
Początkowo myślałem, że to kolejny dowcip znudzonego emeryta, że to przedświąteczne jaja, jakie ten pomysłowy staruszek czynił był nam wielokrotnie w latach ubiegłych. Kiedy jednak spojrzałem w oczy Dziadka nie zauważyłem w nich towarzyszącym im przy takich okazjach ogników, lecz rozpacz i coś jakby ledwo utrzymywaną w ryzach panikę.
- Pomóż synek! - Jacek złapał mnie za ręce i ścisnął prawie do bólu.
- Chyba przesadzasz! - emeryt ściągnął brwi i spiorunował mnie spojrzeniem. Twarde bochny dłoni zacisnęły się jak imadło.
- Ja przesadzam? Ja!? - Jacek zasyczał przez zęby, spoglądając ukradkiem w kierunku korytarza prowadzącego do pokoju, w którym babcia raczyła się kawą i popalała papierosa marki Giewont przez długą szklaną fifkę - Babcia jak wiesz na drutach nie robi, po kuchni się nie krząta, nie rzeźbi, znaczków nie zbiera, na plotki wychodzi rzadko. Jeśli więc pozbawiona zostanie jedynej rozrywki, to na kim skupi się teraz jej uwaga? No na kim?
- Chyba na Tobie...
- Właśnie! - krzyknął staruszek, poczym skulił się, jakby oczekując karcącego klapsa za naruszenie jakiegoś niepisanego obowiązku zachowania ciszy - Nie daj Boże jeszcze się jej seksu zachce! - wyszeptał, spoglądając z trwogą w kierunku drzwi.
Przed oczami stanęła mi twarz babci.
- Fakt, przerąbana sprawa!
- A poza tym, na dniach mają uśmiercić Ryśka z "Klanu"!
Zesztywniałem.
- Seksu powiadasz... Chyba mam dla Dziadka małą propozycję...

* * *

Jacek przystał na propozycję wymiany dekoderów z dziką wręcz rozkoszą. Sprzęt przytaszczyłem sam, reszty dzieła dokonał pan Zenek z czwartego piętra, znany w okolicy spec od wszystkiego. Dziadek przyglądał się operacji z uwagą, by chwilę po rozruchu sprzętu i zapłaceniu za fatygę, cieszyć się jak dziecko podczas prezentacji kilkuset nowych kanałów, wydawać by się mogło niczym niewzruszonej babci. Potem nawet kielicha postawił.
Kiedy wróciłem do domu przez głowę przebiegły obrazy dzikich harców, jakie już za chwilę będą mieć miejsce w małżeńskim łożu.
- Cicho łobuzie! Poczekaj jeszcze chwilkę! - pogroziłem palcem dziwnie wybrzuszonej okolicy rozporka.
Ściągnięte bez rozwiązywania sznurowadeł buty wylądowały w dwóch przeciwległych kątach wąskiego przedpokoju, kurtka zawisła na klamce łazienki, a czapka zgrabnym lobem wleciała na szafę. Jakim cudem? Nie wiem! Pomiędzy sufitem a górną krawędzią szafy było jakieś pięć centymetrów luzu, a czapka bez problemu wbiła się w ten prześwit. Nie to było jednak ważne w tym momencie...
- Kochanie! Jestem w dooooomku! - próbując utrzymać równowagę począłem rozpinać rozporek i ściągać spodnie. Zapętliłem się w okolicach kolan. Lewa noga, do tej pory jedna z najbardziej stabilnych części ciała, wyrwała się spod kontroli i zgrabnych ślizgiem odjechała w kierunku drzwi wejściowych, podczas gdy lewa, wręcz naprzeciwnie, w kierunku salonu. W trakcie niekotrolowanego skrętu środek ciężkości znacznie wysunął się poza powierzchnię podstawy, a resztę sobie dośpiewajcie...

* * *

Lekarz był całkiem miły. Gipsując obie ręce coś tam wspomniał o wolnym etacie w szatni, ale zobaczywszy morderczy grymas na mojej twarzy zaprzestał dalszych docinków. Fakt, przypominałem chodzący, a raczej kuśtykający wieszak, bowiem oprócz rąk usztywniono mi również lewą nogę.
Kiedy wreszcie dotarłem do domu, żona usadowiła mnie na wersalce, położyła na gipsie przeczytaną już dwa razy gazetę sprzed tygodnia, na ławie zaś szklankę słonych paluszków.
- Zostałabym, ale telewizja siadła. Idę do Babci, ponoć mają satelitę w ramach jakiejś nieoczekiwanej promocji. Dziś zginie Rysiek z "Klanu". Baw się dobrze...
Drzwi trzasnęły zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć.
Na dworze zaczynało zmierzchać, a mnie się na dodatek zachciało się sikać!

niedziela, 18 grudnia 2011

Mieć jaja!

- Jaja to stan umysłu synek, a nie anatomiczna rozrzutność Stwórcy! - Dziadek Jacek odłożył szklankę na stół i chuchnął w grzbiet ściśniętej w pięść dłoni.
- To co w takim razie nosimy między nogami? - chwyciłem butelkę i wlałem do stylkowo rżniętych musztardówek resztkę śmierdzącego drożdżami mętnego płynu z wyciskanego przed chwilą przez lnianą szmatę zacieru.
- To tylko skórno-mięśniowy worek na jądra! Nic więcej!
- Ale przecież o to samo chodzi! - skrzywiłem się, walcząc z odruchem wymiotnym.
- Pieprzysz synek! To, że wsadziłeś do poszwy pierze nie oznacza, że stałeś się właścicielem kurzego stadka! - staruszek przewrócił oczami i opadł na blat stołu. Głowa wylądowała z hukiem obok szklanki, a gdzieś z jej środka doszedł cichy dźwięk klik-klak, klik-klak...

piątek, 16 grudnia 2011

Z pamiętnika REDnacza (22)

- To, żeś mnie dziadek podczas snu jak baleron związał i starą skarpetką zakneblował, znając Twoje głupie pomysły, jestem w stanie zrozumieć. - popatrzyłem z wyrzutem na staruszka, otrzepując ubranie z warstwy czarnego pyłu - To żeś mnie zataszczył do piwnicy wydało się dziwne, choć głupsze numery już mi wycinałeś, ale przysypanie toną węgla i uklepanie szpadlem to nawet jak dla mnie, dużo za dużo!
- Ale ja to dla Ciebie zrobiłem! Dla tego schamiałego kraju też zresztą! - Jacek skulił się i skrył twarz w dłoniach.
- Jakie dla mnie!? Jakie dla kraju!? Ja tam mało nie zszedłem stary capie! - odchrząknąłem przeciągle i wyplułem na gumoleum czarną od miału flegmę.
- Abo to synek przez tego Zamoyskiego!
- Że kogo? Tego pijanicę spod czwórki? - wytarłem usta wierzchem dłoni - Na policję dzwonię! Za współudział pójdzie siedzieć!
- A gdzie tam! To przez tego kanclerza, Jana zresztą! To on powiedział przecież, że "Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"!

Za wszystkie prezenty do dupy...

Dziadek Jacek podbiegł na palcach do ceglanego kominka. Dogasający płomień bijący z jego wnętrza rozjaśniał pokój w promieniu trzech, góra czterech metrów. Mężczyzna stanął w jego blasku i wyjął niewielką saszetkę z lewej kieszeni kraciastych spodni. Trzask rozdzieranego papieru wypełnił pomieszczenie. Jacek rozejrzał się zdenerwowany, a następnie wsypał zawartość srebrzystej kopertki do stojącego na kominku mleka przy talerzyku z dwoma sucharami.
- No, grubasie, zobaczymy kto kogo w tym roku wydyma - przygryzł dolną wargę delikatnie mieszając płyn w szklance. Zanim zgniótł saszetkę spojrzał po raz ostatni na napis wydrukowany czarną czcionką na zużytym opakowaniu - GHB*...
Skarpety na prezenty, trącone przy stawianiu mleka obok talerzyka z ciasteczkami, zakołysały się lekko rzucając na ścianach długie cienie.

* GHB - (kwas 4-hydroksybutanowy) organiczny związek chemiczny znany też jako pigułka gwałtu. Duże dawki tej substancji (powyżej 4 gramów) mogą wywoływać amnezję i utratę świadomości.

sobota, 10 grudnia 2011

Znieczulica

‎- Ostatnio poszedłem ze swoim chłopakiem na miasto, a ten mi histerię przed wystawą sklepu z zabawkami urządził...
- I co?
- Zlałem go po dupsku i jeszcze w łeb strzeliłem! Wrzeszczał, ale łapsko mam ciężkie, to i się nie dziwię...
- A ludzie jacyś tam byli?
- Ano byli! Przecie święta idą, to i do sklepu na zakupy zleciało się luda jak much do gówna.
- I nikt nie interweniował, na policję nie dzwonił jakeś tego swojego lał?
- Ano nikt! Znieczulica jakaś w narodzie psia mać...

czwartek, 8 grudnia 2011

Z pamiętnika REDnacza (21)

- Fajnie jest być artystą, - powiedział kiedyś Dziadek Jacek, siorbiąc głośno lurowatą herbatę z plastrem obijającej się o ściany szklanki w wiklinowym koszyczku cytryny - jak napisze "chuj" na ścianie, to się ludzie doszukiwać będą w tym głębi, jakiej ten organ w życiu swoim i swego właściciela nie zaznał. A jak napisze to przeciętny obywatel, choćby i z duszą artysty, to mu za obrazę moralności mandat pierdykną i jeszcze każą sprzątać...
- Ile tym razem?
- Dwieście zeta! Ale oddam przy emeryturze!