środa, 12 grudnia 2012

Spieprzaj dziadu... (43)

W związku z pojawieniem się przeglądu najważniejszych wydarzeń z życia każdego użytkownika facebooka w roku 2012, swoje życiowe kalendarium przedstawił również Dziadek Jacek:

sobota, 1 grudnia 2012

Miłość za rogiem

- Wiesz Dziadek - wpadłem do domu niczym pocisk armatni, zatrzaskując z całych sił drzwi wejściowe - gdzie możesz sobie wsadzić te wszystkie mądre rady i złote myśli?!
Emeryt oderwał wzrok od krzyżówki panoramicznej i odwrócił się powoli i w kierunku korytarza.
- Czyli że co?
- Czyli żeś ostatnio stwierdził, że nie trzeba miłości szukać daleko, bo ta być może czeka na nas tuż za rogiem!
- No i... - Jacek odłożył długopis i pociągnął spory łyk brunatnej mazi ze szklanki w wiklinowym koszyczku.
- No i poszedłem!
- ?
- Ukradli mi portfel...

Animilsi (7)

wtorek, 20 listopada 2012

Komu przeszkodzi brzoza?

Nadkomisarz Paprochin, zgodnie z zasadami, które mu papa do głowy przez lat osiemnaście wkładał, po osiągnięciu pełnoletności i opuszczeniu rodzinnego gniazda, postanowił (jak przystało na prawdziwego mężczyznę) spłodzić syna, pobudować dom, na koniec zaś zasadzić drzewo.

Dom zbudował niedaleko Smoleńska, na małej działce odkupionej od miejscowego piekarza, Chazara Lejbacha, który zaniepokojony nastrojami antyżydowskimi, postanowił sprzedać majątek i powrócić na ziemie ojców. Syna dzielny oficer spłodził za trzecim podejściem, wcześniej ciesząc się z przyjścia na świat dwóch dorodnych córek: Nadii i Katarzyny.
Drzewo postanowił Paprochin zasadzić przy pobliskim młodniaku, za którym kilka potężnych spychaczy wyrównywało ziemię, spiętrzając jej nadmiar po dwóch stronach potężnego pasa.

Nadkomisarz wsparł się na trzonku szpadla i spojrzał na towarzyszącego mu lejtnanta Padalcewa.
- Ciekawe co też tam robią! - młody oficer łypnął na przełożonego, nie odrywając dłoni od spoconego czoła.
- Słyszałem, że lotnisko! - Paprochin wbił narzędzie w ściśle zbitą darń.
- Chyba nikomu nie będzie przeszkadzać, że zasadzimy tu drzewo? - Padalcew podrapał się po weekendowym zaroście.
- A niby komu? - oficer poszerzył lekko wykopany dołek i delikatnie wsunął do środka korzeń drzewka. Korowina błysnęła w słońcu cienkim białym płatem. Paprochin od zawsze czuł dziwną słabość do brzozy - No zastanów się, komu?

Spieprzaj dziadu... (39)

niedziela, 11 listopada 2012

Tramwaj...

I kolejny początek większej grafiki z cyklu "Obrazy w mojej głowie", które staną się ilustracjami do opowieści o chłopcu podróżującym w czasie. Oczywiście w miarę postępów prac nad grafiką dzielić się będę z Wami jej efektami!


 

wtorek, 6 listopada 2012

Przystań...

Po wykonaniu "Skrzyżowania" coś mnie tchnęło. Gdzieś w głowie zaczęła snuć się historyjka o chłopcu, może i dziewczynce podróżujących w czasie.

Staruszek spojrzał na Franka i złapał go za rękę. Chłopiec poczuł, że mężczyzna wciska mu jakiś gładki, okrągły przedmiot do dłoni.
- Są zegarki wyjątkowe. Jeśli znajdziesz któryś z nich, możesz dostać cały czas w nim zawarty...
Staruszek uśmiechnął się lekko i zwolnił uścisk. Ręka opadła bezwładnie wzdłuż ciała, a w zaciśniętej pięści chłopca coś nieśmiało zaświeciło, przebijając się niebieskim blaskiem między palcami. Franek rozprostował dłoń. Jasność wydobywała się spod uchylonej koperty srebrnej cebuli. 

To fragment, który pojawił się w mojej głowie razem z obrazem przystani i kilku innymi, które w miarę wolnego czasu przelewać będę na papier, a potem na komputer.

A oto wspomniana "Przystań" - na razie w fazie początkowej...

Oczywiście w miarę postępów w pracy dzielić się będę z Wami jej efektami!


Doszedł mały domek na pierwszym planie...


Mała korekta zabudowań +...


piątek, 2 listopada 2012

Skrzyżowanie...



To ledwie jeden element większej całości. 
Nie wiążę się z żadną historyjką czy planami napisania takowej. 
Ot, po prostu pojawił się dziś w mojej głowie 
obraz skrzyżowania, który postanowiłem narysować
i dzielić się z Wami postępami w pracy aż do szczęśliwego zakończenia!


PS. Plany się zmieniły. Historyjka jednak powstanie...


Małe zabudowania i... to chyba wszystko!

niedziela, 21 października 2012

Post nietypowy...

Niby Pacynka nie jest miejscem na którym chwalę się swoją twórczością dla dzieciaków - wszak to miejsce ociekające zniesmaczającą wulgarnością i dowcipem niskim, żeby nie powiedzieć szmatławo plebejskim. Tym razem jednak postanowiłem pochwalić się dziełem, która już za kilka dni będzie można zobaczyć na Tragach Książki w Krakowie - stronę tytułową drukowanej wersji Papierowego Psa. Że tylko to? A czy potrzeba czegoś więcej?


sobota, 20 października 2012

Spieprzaj dziadu... (34)

Na stadionie...


Takie luźne nawiązanie...

Babcia Klara (6)

Wszystko zależy od interpretacji...

Nie ma się co oszukiwać, byłem na dnie. Bez domu, rodziny, jedzenia i picia. Cieć wywalił mnie właśnie z klatki bloku, w którym kiedyś zajmowałem lokal na drugim piętrze...
Dziś umościłem się w nim na stosie szmat i tektury pod schodami, tuż przy wejściu do piwnicy. Ludzie zmierzający do swych mieszkań pluli wzrokiem na widok byłego sąsiada lub kiwali głowami z politowaniem. Ci którzy w czasie życiowej hossy tak chętnie kłaniali mi się na schodach, dziś przemykali udając zadumanie lub przesadnie interesowali się zawartością skrzynek pocztowych. Wyciągnięta dłoń byłego współlokatora działała niestety tylko przez pierwszy tydzień. Wtedy jakoś udawało się zebrać na chleb i flaszkę, czasem słoik pulpetów lub mały pasztecik drobiowy w foremce z grubej folii aluminiowej. Potem coraz częściej byłem głodny i trzeźwy. Ale przynajmniej było ciepło. Cieplej niż na dworzu. Z ludzką obojętnością, czasem wrogością, nauczyłem sobie radzić, z zimnem niestety nie.
- Przepraszam Panie Krzyśku, - cieć wbił wzrok w marmurową posadzkę - ludzie się skarżą...
Zwinąłem strzępy ubrań do reklamówki i wyszedłem, wciskając głowę w mocno wytarty kołnierz puchowej kurtki. Wiało. Dozorca coś tam jeszcze szeptał, ale widać było, że z ulgą zamknął za mną drzwi. Skręciłem w prawo na targowicę miejską, tak jak kiedyś, gdy wychodziłem na spacer z psem, zanim ten wpadł pod śmieciarkę.

* * *

Pod nogami przetoczyła się pusta plastikowa butelka po oranżadzie. Zatoczyła kółko wokół kantówki blatu stoiska w alejce warzywnej i wpadła pod rurę ciepłowniczą ciągnącą się długą nitką pod siatką przerdzewiałego płotu. Załopotała jeszcze pośród trzech grubych jak palec i wysokich na metr łodyg, chyba ostatnich, nie wyciętych przez dzierżawcę placu pokrzyw i zamarła. Neon kolektury Lotto po drugiej stronie ulicy rozbłysł niespodziewanie odbijając się błękitnym refleksem w trzech lekko upaćkanych błotem krążkach jednozłotówek.
- Dzięki... - wyszeptałem, wydłubując monety z wilgotnej ziemi.

* * *

- I jak tam? - Pan spojrzał na Piotra - Udało się?
- Znowu porażka! - siwobrody starzec opadł na krzesło ustawione przy biurku szefa i westchnął głośno.
- Ale położyłeś równowartość jednego zakładu niedaleko kolektury i dałeś znak światłami!?
- Wszystko jak wcześniej ustaliliśmy! - Piotr wzruszył ramionami.
- I nie kupił kuponu?
- Chleb wziął i pasztecik z pieczarkami w sklepie obok!
- Ale może nie dałeś jasno do zrozumienia jakie cyfry ma skreślić! - Bóg zmarszczył czoło i zaczął nerwowo przebierać palcami po grubym blacie biurka.
- Oczywiście, że dałem! Głupi by zrozumiał, że ma skreślić 2, 3, 5, 42, 44, 46! Trzy liczby pierwsze i trzy ostatnie parzyste!

piątek, 19 października 2012

Na stadionie - zagadka...



Tak mnie jakoś natchnął ten dach niezamknięty, że pokusiłem się
o stworzenie kolejnego fotomontażu.
A dla Was mam przy okazji małe zadanie - znajdźcie różnicę, może być i pół.