piątek, 3 lutego 2012

Z pamiętnika REDnacza (23)

- Więc mówisz synek, - Dziadek Jacek popatrzył na mnie znad szklanki wciśniętej w połyskujący brudem wiklinowy koszyczek - że ilekroć zrobię komuś coś miłego, spełnię jakiś dobry uczynek, mogę się domagać od tego kogoś wzajemności?
- No niby tak! - podrapałem się po brodzie pokrytej dwudniowym zarostem - Przynajmniej tak mi się wydaje.
Staruszek odsunął się od stołu, rozpiął rozporek i wsadził potężne łapsko w kraciaste majtki.
- To ja poproszę manicure!

* * *

- Wiesz synek, - Dziadek Jacek westchnął cicho rozchylając przegródkę na bilon w mocno wytartym skórzanym portfelu - jak się nazywa niedobór przychodów w porównaniu z rozchodami?
- Deficyt? - popatrzyłem na wysypaną na blat kuchennego stołu kupkę dwu i jednogroszówek, wykałaczek, guzików i zwiniętych w niewielki kwadrat rachunków z pobliskiego warzywniaka.
- Nie, żona!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz