wtorek, 13 marca 2012

Z pamiętnika REDnacza (24)

Dziadek Jacek był osobą bezpośrednią. Kiedy inni zmierzali do celu mocno naokoło, gubiąc się po drodze w sztucznie mnożonych zawiłościach, on zawsze walił prosto z mostu. Szczególnie po trzeciej flaszcze.
- To już ta godzina!? Oj, jak późno! - powiedziałem głośno, odchylając teatralnie mankiet koszuli i odsłaniając wielką tarczę zegarka, jeszcze made in ZSRR - Chyba trzeba powoli kończyć...
Nikt nawet nie spojrzał. Wszyscy albo zawzięcie dyskutowali w powstałych po pierwszej półlitrówce grupach roboczych, albo skupiali się na rzędzie niedojedzonych potraw stojących pośrodku stołu.
Dziadek wstał, chwycił flaszkę i powiódł mocno już zmęczonym wzrokiem po zebranych.
- Komu polać?
Jak na zawołanie gwar w grupkach dyskusyjnych przycichł, wzrok smakoszy oderwał się od jedzenia, a prawie wszyscy sięgnęli po kieliszki i wyciągnęli je w kierunku emeryta.
- No to teraz wypijemy zdrowie jubilata po raz pierwszy - Jacek podniósł swoje szkło na wysokość oczu - i spierdalać do domów!

* * *

- Jestem milionerem! Jestem milionerem! - Dziadek Jacek wpadł zdyszany do mieszkania, oparł się o ścianę i jakieś pięć minut uspokajał przyspieszony oddech.
- Ale co, jak!? Wygrałeś w totka? - spojrzałem na seniora ocierającego wierzchem dłoni strużkę śliny pociekłą z lewego kącika ust aż do krawędzi szczęki.
- Nie! - emeryt ściągnął brwi i popatrzył na mnie z dezaprobatą - Widziałem swoją spermę pod mikroskopem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz