środa, 25 kwietnia 2012

Marzy mi się...

Marzy mi się...

Marzy mi się program o książkach prowadzony przez świra. Takiego pozytywnie totalnego, który nie zapełnia zdań zbędnymi kurwami ale potrafi przypieprzyć słowem. Który na dzień dobry wsadzi sobie granat do gęby, wyciągnie zawleczkę i zapaćka słuchacza krwawą papką szarych komórek (oczywiście ku uciesze i z pożytkiem dla obu stron), lecz w miarę potrzeby wyciszy się, stonuje czy będzie wręcz melancholijny. Chciałbym zobaczyć człowieka znającego się na rzeczy, ale i nie wstydzącego się swojej niewiedzy, który nie wyciera sobie gęby zbędnymi frazesami i nie popisuje bezsensowną znajomością przemądrzałych definicji. Który znajdzie wspólny temat do rozmowy z profesorem i średnio rozgarnięteym przedstawicielem ludu pracującego miast i wsi. Którego osądy nie będą sponsorowane przez wydawnictwa, wykrzywiane przez łańcuszek znajomości i sympatii czy wahania nastroju oraz kalendarz dni płodnych.

Marzy mi się taka gazeta jarmarczna, w której obok poważnych rozmów "na temat" znajdę plotki, ciekawostki, czasem krew i flaki branży wydawniczej, żebym wiedział, że literaturę - na każdym jej etapie - tworzą ludzie, a nie szmaciane ludziki z kijem od szczotki w odbycie. Marzy mi się pismo tworzone przez pozytywnych pasjonatów, a nie intelektualnych snobów wyrzygujących nadmiar niezrozumiałego dla większości ludzi słownictwa na papier. Którzy znajdą w dzieleniu się wiedzą o literaturze seks, z narastającym podnieceniem gry wstępnej i finałowym orgazmem, a nie babranie się w przeintelektualizowanym ścieku mądrości wszelakiej...

Rafał Skąpski, prezes Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek powiedział w wywiadzie "print partner":
"Informacja o książce kuleje. (...) Nie ma pisma dla czytelnika, który chce znaleźć książkę bez jej wiwisekcji typu: czy autor zastosował styl dziewiętnastowiecznej opowieści. Najwięcej informacji pojawia się w radiu publicznym. W telewizji programy kulturalne przesuwane są na gorszy czas antenowy lub w ogóle znikają albo są na poziomie wręcz dywagacji filozoficznej, co czytelnika często odstręcza i od programu, i od książki."

Skoro zauważyli to na górze, to znaczy, że nie jestem odosobniony w marzeniach...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz