środa, 25 kwietnia 2012

Pokaż ślepemu...


Każdy posiadacz konta na Facebooku, oprócz możliwości informowania płci przeciwnej o swych walorach seksualnych, połączonych z dokładnym kalendarzykiem dni płodnych, narażony jest na zaproszenia ze strony stada nierozgarniętych społeczników do wzięcia udziału w różnych ważkich, lecz także całkowicie bezsensownych akcjach. Ja ostatnio zostałem zaproszony do jednej z nich. Niby w dobrej wierze, ale jak się zastanowić...

Tytuł akcji brzmiał następująco: "Pokażmy nieczytającym, że jest nas więcej" i śmiech mnie ogarnął pusty!
Ja rozumiem, dopisujemy się do grona miłośników prozy Nory Roberts lub nowopowstałego gatunku agro-cyber-fantasy, ale coś takiego? Logicznie rzecz biorąc, zebranie się do kupy, żeby poczuć dumę z przynależności plemiennej to jedno, ale tu nie chodzi przecież tylko o wzajemne poklepywanie się po plecach, brzuchach czy innych strafach erogennych. Tu chodziło o zwarcie szeregów jajogłowych i wciśnięcie przed nos niepiśmiennej bandy nabrzmiałego jak u Mariusza P. umięśnionego członka (czyt. bicepsa wielogłowego z okolic którejś z racic). Tylko, że jakoś nie ma komu tego oglądać! No niby jak, skoro nieczytający skubańcy - jak sama nazwa wskazuje - nie czytają!
Nie oszukujmy się, akcji "Pokażmy nieczytającym, że jest nas więcej" nie znajdzie w internecie literacki analfabeta, bo guzik go to interesuje! Fakt, że przeszło 52 tysiące osób doznało intelektualnego zaćmienia i dopisało się do listy też mało go ruszy, bo takich jak on, ludzi czytających ze zrozumieniem jeno numery na drzwiach mieszkań, grabiami można z chodnika zbierać jak opakowania z politereftalanu etylenu.
Organizując takie akcje jej moderatorzy sami sikają sobie do łóżka, czynią bowiem z czytania talent równie wyjątkowy jak zakładanie majtek na leginsy przez Supermena w budce telefonicznej! A jest on darem powszechnym, a nie elitarnym! To nie jest fach, który wpiszemy, obok obsługi wózków widłowych czy operowania nożem i widelcem jednocześnie, jako coś wyjątkowego do swojego CV. To nie jest również powód do jakiejś ponadnormatywnej dumy - bowiem umiejętność czytania powinna być tak normalna jak obsługa pilota, czy znajdowanie luk w przepisach podatkowych przez polskiego przedsiębiorcę.
Jeszcze jedno - wyreżyserowane pojawianie się z książką pod pachą lub licytowanie z nieznajomym na liczbę przeczytanych w ciągu ostatniej doby książek przybrało w ostatnich czasach formę niezdrowego snobizmu, a przecież nie o to chodzi. "Zaliczajcie" jedną pozycję miesięcznie ludzie małej wiary, ale starajcie się utrzymać tę regularność. I nie róbcie przy tym wielkiego larum, tylko potraktujcie dar składania liter do logicznej kupy jako coś normalnego, plebejskiego wręcz, a nie zarezerwowanego dla ludzi z herbem na majtkach i hektarem rodowego pastwiska. Bo w tym biznesie o hurt chodzi, nie o detal!
I na dowolnie wybranego boga - przestańcie wymyślać durne akcje! Chcecie popromować czytanie - wykorzystajcie to, co rzekomo wyróżnia Was spośród nieczytającej tłuszczy, czyli inteligencję i wyobraźnię! Zamykając się w literackich gettach czy tworząc hermetyczne towarzystwa wzajemnej adoracji sami pompujecie słupki wtórnego analfabetyzmu! Przestańcie przerzucać się miałkimi hasłami, tylko zróbcie coś konstruktywnego! Na początek proponuję... zgrabny stolec. Ja przy takich okazjach zawsze skubnę jakąś lekturkę! Wam też to polecam. Oczyszczające podwójnie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz