niedziela, 15 kwietnia 2012

Prosiaczek - prawdziwa historia

Prosiaczek zrobił kilka kroków w tył i spojrzał z dumą na dopiero co skończoną chatkę. Dokładnie ułożone snopki, związane dla pewności sznurem konopnym, wyglądały zachwycająco. Słońce stojące wysoko na niebie odbijało się od złotych kłosów, no i te zapach! Świeża woń siana rozchodziła się na kilkadziesiąt metrów wokół słomianego domku.
- Piękny! - zachwycił się prosiaczek i popatrzył na budowę powstających na sąsiednich pagórkach domków dwóch braci. Pierwszy, ten który wpadł na pomysł pobudowania chatki z drewna, doszedł właśnie do połowy ścian, drugi - ten od cegieł i betonu, dopiero wylewał fundamenty.
Prosiaczek jeszcze raz popatrzył na swoje dzieło. W porównaniu z budowlami braci, konstrukcja wydawała się krucha, ale właśnie o to chodziło. Świnka poprawiła podwiązkę na lewej golonce, zapaliła czerwoną lampkę zawieszoną na nieokorowanym kijku, wbitym dwa metry od progu i weszła do mieszkanka.

* * *
Wilk Zły, osobnik nie pierwszej już młodości, wyliniały i lekko już przyślepy, szedł leśną ścieżką, przeklinając cały świat i najbliższą okolicę. Był głodny i zły lub jak kto woli na odwrót. Złość spowodowana była głodem, a głód złością. Kiedy bowiem wilk zbyt mocno się wkurzał, zatracał swe zdolności myśliwskie oraz umiejętność logicznego i chłodnego myślenia, charakterystycznego dla rasy morderców. Jeśli nic nie był w stanie upolować złościł się jeszcze bardziej. To wpływało na coraz gorsze wyniki łowieckie, a to znowu napędzało wkurzenie. Taki mały wkurw - jeśli przeniesie się całą sytuację na język reklamy.
Nagle, pośród gałęzi rzednącego mocno lasu, zauważył trzy światełka. Przyspieszył kroku. Las po chwili się skończył, a jego oczom ukazały się trzy oddalone od siebie o kilkaset metrów pagórki, na których stały trzy chatki. Najdalsza, z wysoką piwnicą i dachem z ciemnobrązowej dachówki ceramicznej, zbudowana była z przykopconej na krawędziach cegły klinkierowej. Druga była czterostronnie struganą i impregnowaną konstrukcją drewnianą, zwieńczoną szarą blachą dachówkową, trzecia zaś była dość niedbale związaną kupkną siana. Dwa metry od progu świeciła czerwona lampka, zawieszona na nieokorowanym kijku. Wokoło rozchodził się zapach siana i młodej wieprzowiny...
- Dobra, - powiedział do siebie wilk - czas zacząć akcję. Prosiaczku!!! - zawył ponuro - Otwórz drzwi inaczej...
Nie zdążył sformułować do końca ostrzeżenia i dołączyć do niego krwawego ultimatum, gdy z wnętrza szałasu wyskoczyła mała świnka, odwróciła się do niego plecami, wsparła przednie kopytka na słomianej ścianie i zakwiczała.
- Dmuchaj mój Ty drapieżniku! Dmuchaj!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz