niedziela, 6 maja 2012

Czapki z głów przed Jarzębiną!

Naród żyje ostatnio jednym tematem, a na imię mu "Koko Euro spoko". Kilka babin z Kocudzy, skupionych wokół Gminnego Ośrodka Kultury zawładnęło umysłami całego społeczeństwa za sprawą utworu wybranego na Oficjalną Piosenkę Reprezentacji Polski. 

Zanim o tym fenomenie, wyjaśnijmy sobie na wstępie jedną kwestię. W wielu miejscach pojawiły się fałszywe informacje, że to jest hymn Euro. Po pierwsze nie hymn, bo wedle definicji to uroczysta i podniosła pieśń pochwalna o apostroficznym charakterze wypowiedzi, komponowana na cześć bóstwa, szczególnej osoby, wydarzenia, ojczyzny (kraju), a także idei. Jeśli trzymalibyśmy się sztywno tej formuły, to wszystkie propozycje przedstawione społeczeństu i poddane późniejszemu głosowaniu powinny być już w przedbiegach na zbity pysk wywalone. Po drugie zaś tytuł ten już dawno otrzymał utwór w wykonaniu Oceany pt. "Endless Summer". Został przyznany nie głosami ciemnego ludu, lecz jaśnie oświeconych przedstawicieli UEFA.
Nasze "Koko Euro Spoko" jest więc jeno czymś w rodzaju pieśni marszowej i refrenu dla złaknionego igrzysk kibica.

Zaraz po ogłoszeniu wyników sms-owego głosowania na salonach i pod budką z piwem podniosły się głosy krytyki. Że wiocha i żenada, że poziom niski, słowa głupie... Naród światły zaczął coś napomykać o kulturze i wizerunku, jakby na codzień rozmawiał li tylko o wyższości przekładu sofoklesowej Antygony Smacznińskiego nad dziełem wspólnym Węclewskiego i Czubka.

Fakt, może i słowa głupie, a "koko, koko" na inne języki trudno będzie przełożyć z jakimś rozsądnym wytłumaczeniem. Może i wiocha, a my się spodziewaliśmy cycatej niewiasty w lateksie, a nie babć z koła gospodyń wiejskich w workach pokutnych. Może i nie ma odniesień do Grunwaldu, rozbiorów, 123 lat niewoli, wojny, Katynia, komunizmu, Smoleńska z jej brzozą i krzyża na Krakowskim Przedmieściu, ale EURO dla większości ludzi to nie smutnie spocona procesja tylko święto radości, zabawy i źródło przeżyć nie tylko tych wyższych.

Kiedy inne narody nauczyły się świętować i przywoływać pamięć przodków z radością, my nadal tkwimy w świątecznej celebracji żałobnej. Gdy rocznica końca wojny - wspominamy poległych, zamiast cieszyć się z żywymi, gdy koniec PRL-u - w pamięci mamy tylko ofiary kopalni Wujek i Stoczni, a nie miliony ocalonych. Nawet naszych wielkich wspominamy nie za to co zrobili za życia, ale w jaki sposób umarli. A nad tą historyczno - histeryczną kupą unosi się smród wypalanych zniczy i igliwia z wieńców zamiast kiełbachy z grilla...

I oto na EURO dostajemy pieśń skoczną, łatwą do zapamiętania, zanucenia w grupie, czy samotnie przy piwie, wspartą na ludowych korzeniach, których ostatnio nauczyliśmy się tak pięknie wstydzić i zaczynamy kręcić nosem jak nuworysze na swojską golonkę. A przecież wszyscy pochodzimy ze wsi. Tam nasi przodkowie, tam korzenie, których nigdy do końca nie wyrwiemy!

Ktoś "mądry" obśmiał piosenkę i stwierdził, że przez to koko świat śmiać się z nas będzie. Inni podjęli ten ton i w imieniu świata, i bez jego wiedzy, zaczęli się z nas samych śmiać. Cytat z Gogola narzuca się w tym przypadku automatycznie:
Z czego się śmiejecie? Sami z siebie się śmiejecie!
Powiedźcie mi jednak jak to jest - oficjalnie robimy z siebie wykrochmalonych koneserów, a przy wódce i w towarzystwie bujamy się przy takich piosenkach. I raptem wszyscy wtedy znamy słowa!

Inni mogą sarkać, że wiocha i żenada, a mnie osiem babć z Jarzębiny zaimponowało. I nie chodzi tu o wygranie samego konkursu! Przy takiej konkurencji, choć złożonej z wielkich nazwisk, nie było to znowu takie trudne. Diabeł jest gdzie indziej ukryty! Oto w ciągu jednego dnia te proste, wioskowe baby narobiły w mediach takiego szumu, o jakim niejeden mocno wykształcony pracownik działu marketingu i reklamy wielkiego domu medialnego może tylko pomarzyć. Zawstydziły fachowców z branży i spoza niej, no może oprócz Chucka Norrisa. On przecież doprowadza do pokraśnienia jagód sam wstyd.

1 komentarz:

  1. Mnie to ani ziębi ani grzeje... wiem, że na Eurowizję tyż jadą zarębiste babcie i gra gitara. Panie w wieku babciowym górą!!! Czy tam koko czy kudkudak! Ja tam się osobiście ukrywam i zwłoki na ofiarę targam coby przetrwać to Euro! :)

    OdpowiedzUsuń