poniedziałek, 7 maja 2012

Czarna wdowa...

W prosektorium panowała cisza przerywana pochlipywaniem blond piękności, skulonej nad pomarszczonym ciałem leżącego na stole staruszka. Niewiasta stojąca do tej pory sztywno u wezgłowia denata, odetchnęłą głęboko, schyliła się i pocałowała go w czoło. Jędrne piersi zafalowały, a materiał na krągłych pośladkach zatrzeszczał niebezpiecznie.
Stojący obok pielęgniarz, niby przez przypadek, próbował zajrzeć pod kusą, czarną spódniczkę.
- Tatuś? - spytał i oblizał wargi.
- Mąż! - kobieta spojrzała na mężczyznę z wyrzutem.
- A to przepraszam...
- Nie ma za co. Wszyscy tak uważali! - kobieta omiotła wzrokiem leżące nieopodal ciała, przykryte jasnymi wydmami białych prześcieradeł - A tak przy okazji... Czy macie tu może jakiegoś murzyna?
Pielęgniarz zmarszczył czoło, zdziwiony treścią pytania.
- Jest doktor Jennings, ale on ma dziś wolne!
- O zmarłego mi chodzi, głuptasku! - niewiasta zatrzepotała długimi rzęsami.
Pielęgniarz wskazał stojący pod ścianą stół.
- To będę miała malusią prośbeczkę... - Wdowa podeszła do pracownika prosektorium. Rzęsy znowu poszły w ruch, a obszerny dekolt pojawił się niebezpiecznie blisko jego twarzy...

* * *

Eleonora Hatchinson od początku była przeciwna temu związkowi. Jej ojciec, mocno schorowany prawie osiemdziesięciolatek, był jednym z najbogatszych ludzi w kraju. Ona, blond piękność tańcząca przy rurze w lokalnej spelunie, nie miała grosza przy duszy. On powoli szykował się do opuszczenia tego łez padołu, ona czerpała z niego pełnymi garściami, szczególnie tymi męskimi.
Nagła decyzja o ślubie mocno zaskoczyła i zaniepokoiła Eleonorę, podobnie jak resztę ewentualnych spadkobierców. Argumenty o rzekomym uczuciu jakoś do niej nie docierały. Nawet teraz, stojąc nad otwartą trumną swojego ojca, nie mogła mu wybaczyć tego, co zrobił ledwo pół roku przed śmiercią.
- Czemu tatusiu?! - wyszeptała chcąc pocałować sztywne ciało w czoło.
Nagle zobaczyła jakiś dziwny czarny kształt wystający spod odchylonej lekko poły marynarki. Odsunęła materiał i mało nie krzyknęła z przerażenia. Z rozpiętego rozporka tweedowych spodni wystawał wielki jak indycza szyja czarny członek.
Nagle czyjaś ręka schwyciła organ i wepchęła go w głąb skrojonych z grubej przędzy wełnianych portek. Suwak zazgrzytał metalicznie.
- To była nasza tajemnica... - wdowa pogładziła ciemnoszarą maynarkę.
- A ja... - wyjąkała Eleonora - A ja myślałam, że jesteś z nim tylko dla pieniędzy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz