czwartek, 24 maja 2012

Tylko szyby szkoda...

Major Paprochin stanął w oknie i zaciągnął się świeżym, porannym powietrzem. Na ulicy poniżej powoli gęstniał ruch. Zaspane i odrętwiałe przerwanym o brzasku snem sylwetki, wylewały się regularną falą z przyjeżdżających na przystanek nieopodal autobusów.
Major też czuł to odrętwienie. Choć wstał prawie pół godziny temu, nie zdążył rozruszać zastałych nocą kości.
Opuścił głowę i sięgnął po pistolet leżący na białym blacie kuchennego stołu. Odwiódł kurek. Zimna lufa naganta, rewolucyjnej pamiątki po dziadku, trzymanego do tej pory - oczywiście bez stosownych zezwoleń - na dnie bieliźniarki, ucisnęła lekko skroń. Paprochin zacisnął mocniej powieki i pociągnął za spust.
Huk wystrzału ledwo przebił się przez nagły klakson śmieciarki wyjeżdżającej z podwórka sąsiedniego domu. Kilka osób, znajdujących się bezpośrednio pod oknem Paprochina, usłyszało jednak nagłe kaszlnięcie rewolweru. Przystanęło lub zwolniło marsz, rozejrzało się wokoło, lecz nie widząc źródła niezidentyfikowanego hałasu, szybko zapomniało o zajściu i pomaszerowało dalej.

Tymczasem kula wbiła się w czaszkę milicjanta i rozpoczęła penetrację. Niestety, kiedy po pół minucie nie znalazła organu, który mogłaby skutecznie zdewastować, wyleciała drugim uchem, delikatnie uszkadzając ściankę kanału słuchowego.

Brzęk zbijanej szyby w kamienicy naprzeciwko wyrwał Paprochina z odrętwienia. Popatrzył na dymiącą jeszcze lufę rewolweru, dotknął krwawiącej mocno dziury w skroni i wyjrzał przez okno. Pokiwał zrezygnowany głową i pomachał stojącej w rozstrzaskanej framudze sąsiadce z mieszkania naprzeciwko.
- Nie dość, że życie to samo i nadal do dupy, to jeszcze trzeba będzie pokryć szkodę! - westchnął i wypuścił broń z ręki. Nagant stuknął głucho o kafelek mocno już wytartej, wiekowej terakoty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz