środa, 27 czerwca 2012

Majka na zielono

Majka nie mogła zrozumieć dlaczego ma czerwoną twarz skoro przez pół godziny zmywała wyschniętą, zieloną farbę plakatową, którą w tajemnicy przed papą (czyli mną) rozmaziała sobie na całym licu... Przed dobry kwadrans trapiła Ją ta kolorystyczna zagwozdka.
A czemu pomalowała twarz? Żeby zrobić dwusekundowe ŁUUUU swemu ojcu. Najgorsze, że się świnia (czyli mła) nie wystraszyła. Nawet wystraszenia nie udała, żeby przyjemność dziecku zrobić. Niestety dziecko nie wiedziało, że ojciec, jako twór umysłowo prosty, potrafi okazywać w tym samym czasie tylko jedną emocję. Żeby okazywać drugą musi się zresetować, odczekać na odpalenie systemu i uruchomić drugą, jak jakiegoś starego Windowsa. A w tym momencie, zanim zaskoczył przestrach, włączyło się zaskoczenie. Bo gdyby to była małżonka wspomnianego, nawet bez zzieleniałego lica, wtedy takie ŁUUUU mogłoby się zakończyć nawet i zawałem wraz z ostatecznym zejściem. A tak dziecko się rozczarowało i na dodatek niepotrzebnie podrażniło sobie skórę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz