poniedziałek, 11 czerwca 2012

Z komplementami nie wolno przesadzić...

Dziadek Jacek huknął ostatni raz młotkiem i odszedł od ściany, spoglądając z dumą na wykrzywiony na wszystkie możliwe strony gwóźdź, tkwiący w środku odartej z tynku ściany. Lekko okopcona, czerwona klinkierowa cegła wyzierała z dziury na wysokości czoła emeryta. Pośrodku kręcił się niczył świński ogon metalowy trzpień, zakończony szerokim płaskim łbem.
- I gotowe! - Jacek spojrzał na babcię leżącą na kanapie i zaciągającą się z lubością papierosowym dymem przez długą szklaną fifkę. Na chwilę zapomniał o pulsującym bólu, okręconych niedbale bandażem dwóch palców lewej ręki - A mówiłaś, że tego nie zrobię!
Babcia przekrzywiła głowę i cmoknęła z dezapropatą.
- Wiem, wiem! Ale jak się powiesi obrazek to się toto zasłoni. Zresztą to nie moja wina! Bo ściana przed, a gwozdek już powojenny. Kiedyś to można było takim pancernik zatopić, teraz się gną skubańce jak włoskie spagetti!
Babcia cmoknęła po raz drugi, a na licu dziadka pojawił się cień paniki. On wiedział, że jak mu się żona negatywnie rozkręci, to znowu będzie musiał przez tydzień spać w fotelu. A kręgosłup już nie ten...
- Aleś to Ty mnie pchnęła do działania... - zaczął nieśmiało komplementować partnerkę - Bo za każdym wielkim mężczyzną stoi zawsze jeszcze większa niewiasta!
Kobieta znieruchomiała i spojrzała na męża spod ściągniętych brwi. Jacek uświadomił sobie, że fotel go jednak nie minie.
- Już bardziej delikatnie nie można było powiedziać, że jestem za gruba.
Dym z papierosa skłebił się pod sufitem w kształt roześmianej czaszki...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz