sobota, 14 lipca 2012

Diaboły: Brukselka

Poniżej przedstawiam Wam pierwszy odcinek nowego cyklu, na który wpadłem podczas zmywania naczyń. Bo zmywanie naczyń to ZUO!

Piekło przestało nadążać. Jeszcze kilkaset lat temu to ono wyznaczało trendy zła, teraz popadło w dekadentyzm i wstecznictwo. 
Piwol i Dzierżyński to para diabłów, wysłanych na Ziemię celem inwigilacji gatunku ludzkiego, mająca obserwować, uczyć się i na koniec wszelkie złe nowinki i patenty przenieść na ojczysty grunt, by przywrócić Piekłu dawny blask i znaczenie.

Spojrzałem na talerz wypełniony po brzegi ugotowaną brukselką.
- Ty to na poważnie? - wskazałem palcem zielono-żółtą breję.
- Ponoć szkodzi...
- Komu Piwol? Weź mi wyjaśnij jak pięcioletniemu dziecku, komu?
- No dziecku właśnie! - Piwol usiadł delikatnie na taborecie po przeciwnej stronie stołu, zmarszczył czoło i wykrzywił usta w podkówkę.
Jak nic zaraz zacznie płakać - pomyślałem. Wiedział skubaniec, że nie mogę patrzeć jak płacze. Rozkleja mnie to. Zaczynam wtedy przepraszać, pocieszać, a na końcu lądujemy w łóżku. Na samą myśl już mi lekko wzdęło podbrzusze, ale postanowiłem tym razem udawać twardziela. On niestety o tym wiedział i wykorzystywał tę wiedzę bezczelnie, nawet w biały dzień i w towarzystwie. Ale weź mu wypomnij! Znowu się nabzdyczy i skończy się tym samym. Koło się zamyka psia mać.
- Ten mały spod trójki powiedział, że nienawidzi brukselki, bo to świństwo na świecie największe!
- Oj, Piwol, Piwol. Dzieci z natury nienawidzą wszystkiego! Taka konstrukcja mentalna. Nienawiść mają wklepaną w matrycę do czasu, gdy obiektu swej nienawiści nie wezmą  do ust lub nie wcisną w jakich otwór w ciele. I albo zaakceptują od razu, albo odkładają akceptację do osiągnięcia dojrzałości.
- A co to ma do brukselki? - Piwol najwyraźniej rżnął głupa.
- Piwol, Ty najwyraźniej rżniesz głupa! Brukselka zdrowa jest, bo ma jakieś tam witaminy i metale, że o wachlarzu kalorii nie wspomnę. Niestety smakuje jak niedoprawiony zakalec, przez co odrazę kulinarną w dzieciach wzbudza.
- Ale niedoprawiony zakalec dobry jest! - Piwol siorbnął lekko nosem i przetarł lewe oko.
- Dla nas głupolu! Dzieciakom to ni w ząb nie smakuje!
- Czyli zjesz?
- Ty chcesz mnie otruć czy jak? Że nie smakuje nie oznacza, że jest niezdrowe! Piwol, przecież te witaminy, żelaza i inne kalorie jeśli nie zabiją, to mogą wywołać bolesną niestrawność!
- No tak... Czyli do kosza?
- Ano do kosza skarbie! - popatrzyłem z czułością jak Piwol wstał od stołu i kręcąc seksownie ogonem zaniósł do kuchni talerz z parującym jeszcze kopcem brukselki. Czarne kopytka zastukały w kremową terakotę.
Opuchlizna podbrzusza zaczęła coraz przyjemniej pulsować. Piwol schylił się i zepchnął potrawę na wierzch sterty śmieci gnijących w platikowym koszu. Tego było za wiele, nie wyrobiłem!
Może jeszcze zdążę, może jeszcze zdążę! - przemknęło przez głowę, gdy biegłem do kuchni wpatrzony w apetyczny zadek Piwola.
- Zobacz, jeszcze tam Ci upadła!
- Gdzie, gdzie, gdzie... rżyński, Ty ogierze!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz