niedziela, 22 lipca 2012

Dziadek zdobywca

- Jak to jest, - Dziadek Jacek polał naleśnik syropem malinowym i skręcił ciasto w ciasną rurkę. Czerwona maź wypłynęła szeroką strużką z obu stron żółto-brązowego rulonu - ilekroć próbuję zdobyć jakąś babkę, okazuje się, że to upadła kobieta.
- Może coś źle robisz? - siegnąłem na szczyt równo ułożonych placków, leżących pośrodku stołu na zabytkowej, secesyjnej tacy. Gorące cholera! Naleśnik załopotał lekko w powietrzu i wylądował na stojącym przede mną półmisku.
- Gdzie tam! Podchodzę od tyłu, wbijam raki w plecy, a kiedy gotuję się do akcji, baba upada.
Ogromny kęs utknął mi na granicy jamy ustnej i przełyku. Dławiąc się, popatrzyłem na staruszka spod ściągniętych w zdziwieniu brwi.
- Żartuję głupolu! - Jacek wykrzywił w uśmiechu wysmarowane syropem usta - Zanim użyję raków, wpierw wbijam czekan! - Nagle spoważniał i ścisnął mocniej butelkę malinowego soku - A może powinienem zacząć od zawieszenia karabińczyka?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz