niedziela, 15 lipca 2012

Partner na życie...

- Wybór odpowiedniego partnera, który towarzyszyć będzie do końca Twych dni, to nie takie hop-siup jak się wydaje! - Dziadek Jacek spojrzał na mnie znad talerza gorącego rosołu - Popatrz choćby na mnie i na babcię. - emeryt skinął głową w kierunku wersalki i leżącego na nim ciała, zaciągającego się papierosem marki Giewont przez długą szklaną fifkę - Mogłem mieć każdą! Byłem młody, przystojny, wykształcony, inteligentny, średnio majętny, ale pracowity i z perspektywami. Miałem własne lokum i suchą piwnicę z osobnym okienkiem na skipowanie węgla, a wziąłem sobie właśnie babcię. Myślisz pewnie, że była piękna. Otóż nie! Nie była też wykształcona, majętna czy robotna. Gotować nie potrafiła, przez co zalewane kluski wrzątkiem, doprawione przyprawą maggi jadłem pół wieku przed tym jak Chińczycy wymyślili zupki chińskie. Nie robiła na drutach, nie cerowała skarpetek, w łóżku była nieruchawa, a towarzysko niewyrobiona jak zakalec jaki. I mimo tego wszystkiego ja ją sobie wziąłem! A wiesz dlaczego? - Dziadek zawiesił głos, oczekując widać z mojej strony choćby próby odpowiedzi na tę matrymonialną zagwozdkę.
- No nie wiem... - poddałem się z marszu, nawet nie podejmując walki z zadaną materią.
- Nosz kurwa - Jacek pokiwał lekko głową - myślałem, że choć Ty mi to powiesz, bo ja też głupi jestem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz