czwartek, 16 sierpnia 2012

Żar namiętności...

Celina i Mirosław byli małżeństwem z prawie pięcioletnim stażem. On pracował jako kierowca w pobliskiej piekarni, Ona jako sprzedawczyni w sklepie z bielizną damską w niedalekiej galerii handlowej. Zajmowali mieszkanko na parterze w dwupiętrowej kamienicy, między męskim zakładem fryzjerskim i sklepem elektrycznym. Z powodu różnych godzin pracy spotykali się krótko i rzadko, głównie przy świętach kościelnych i państwowych oraz na sporadycznych urlopach. Żar ich miłości, tlący się przez ostatnie cztery lata coraz słabszym płomieniem, w piątym roku trwania ich związku począł zanikać, aż wreszcie całkowicie zgasł. Spotkania, pełne do tej pory wytęsknionej namiętności, ograniczyły się do zdawkowych powitań, standardowego zestawu pytań retorycznych i pożegnań przypieczętowanych wyzutym z uczuć przypadkowym cmoknięciem. Wiało chłodem...
Każde z nich, osamotnione i pozbawione wsparcia partnera, poczęło szukać zajęć zastępczych, pozwalających zabić długie godziny samotności w czterech ścianach rodzinnego gniazdka. On odnalazł się w kolekcjonowaniu znaczków, ona polubiła robótki ręczne, szczególnie zaś dzierganie na drutach.
Pewnego dnia jednak Mirosław, natchniony reklamą telewizyjną pewnego medykamentu, postanowił - choćby i sztucznie - doprowadzić do powrotu wczesnomałżeńskich namiętności. Udał się do apteki, zakupił listek niebieskich pigułek i w tajemnicy wsypał połowę żonie do herbaty, sobie zaś drugą połowę świadomie do butelki piwa.

Gdy po kilku dniach, na prośbę zaniepokojonej matki Mirosława, dozorca zapasowym kluczem otworzył drzwi domu młodych małżonków, On właśnie tapetował znaczkami ściany drugiego pokoju, Ona robiła dziewiętnasty sweter na drutach...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz