poniedziałek, 17 września 2012

Je bajka... (2)

Bajki dla dzieci, podobnie jak wiadomości w gazetach, dotyczące inteligencji elity politycznej, pełne są kłamstw, niedomówień lub specjalnie sprokurowanych nieścisłości. Kilka baśniowych mitów już udało mi się na łamach tego blogu obalić. Dziś zaprezentuję kolejny, nieznany szerszej publiczności fakt, który znalazłem w zakurzonych woluminach wyłowionych spod hałdy śmieci w pewnej zapomnianej przez ministerstwo kultury i dziewictwa... pardon - dziedzictwa narodowego bibliotece.

Oto prawdziwa wersja zakończenia bajki o Czerwonym Kapturku.
[...] Spomiędzy drzew wyszedł wielki wilk. Oko błyskało krwistą czerwienią na dziewczynkę, której wątłe ciałko skryło się całkowicie w cieniu bestii.
- Dokąd idziesz dzierlatko? - wysyczał potwór.
Czerwony Kapturek przełknął głośno ślinę i patrząc z trwogą na wielkie ciało pokryte szarą gęstwiną skołtunionego futra odrzekł:
- Niosę koszyk z obiadem i świeżą prasą do Babci w chatce, w głębi lasu.
Wilk przymknął powieki i lekko się zadumał.
- Chyba i ja się do niej wybiorę... - rzekł cicho.
Słysząc to dziewczynka odwinęła pelerynkę, sięgnęła po zawieszony na skórzanym rzemieniu obrzyn i wypaliła prosto między przekrwione ślepia zaskoczonej bestii. Czaszka pękła niczym arbuz, rozbryzgując krwawe fragmenty na pobliskich drzewach, a wielkie ciało opadło bezwładnie na wysuszoną ściółkę.
- Nie przed rentą skurwysynu! - Czerwony Kapturek splunął na zwłoki, kopnął leżący kawałek czaszki w rosnące nieopodal jerzyny i podśpiewując radośnie podjął wędrówkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz