niedziela, 23 września 2012

Wakacyjne zapomnienie...

Fragment listu Marceliny K. do Krzysztofa Z. 
- Koszalin 22 kwietnia br.

[...] Pamiętasz Krzyśku ten wieczór po ognisku na harcerskim obozie? Kiedy tak pięknie mówiłeś o blasku księżyca, śpiewie ptaków i rozikrzonym gwiazdami niebie? Niewiele teraz z tego tak po prawdzie pamiętam, trochę mnie odurzyła ta noc parna i napój z bidonu którym tak usilnie mnie poiłeś, ale chyba coś mówiłeś o jakimś ptaszku. Wziąłeś mnie wtedy w krzakach jerzyny, co potem przez miesiąc zaleczałam za pomocą maści i plastrów z opatrunkiem. Położyłeś me ciało chętne na jakimś maślaku chyba, bo plecy jeszcze kilka dni kleiły się niemiłosiernie do wszystkiego. Poza tym odbijało mi się potem runem leśnym i po dwóch tygodniach wykaszlałam nawet szyszkę, ale co tam, było warto!
Pytałam czy się zabezpieczyłeś - pamiętasz Krzyśku? Odpowiedziałeś, że tak! Pokazałeś otwarte zębami opakowanie po prezerwatywie i głaskałeś mnie po głowie, by uspokoić narastający we mnie niepokój. Niepokój ów, choć zagłuszałeś go pocałunkami i miarowym ruchem bioder, narastał, narastał, narastał, aż wreszcie coś we mnie pękło. A może to był orgazm? Nie wiem...

W każdym bądź razie przesyłam Ci zdjęcie efektu tego pęknięcia. Ma na imię Krzyś - jak tatuś...

Twoja Marcysia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz