piątek, 12 października 2012

Co za dużo...

Henryk W. miał największego penisa na świecie. Cieszył się z tego powodu i stale myślał o tym, ile też kobiet w swym - z pewnością obfitym w przygody seksualne - życiu zadowoli. Chodził dumny jak paw, rozbierając w myślach każdą napotkaną kobietę i uprawiając z nią seks w układach klasycznych, lekko frywolnych, mocno zboczonych, a nawet anatomicznie niemożliwych.
Aż pewnego dnia zobaczył na ulicy niewiastę swych marzeń i doznał monstrualnej erekcji. Wedle wezwanego na miejsce zdarzenia koronera, który po raz pierwszy w życiu widział tak wielką plamę opadową w okolicach krocza, Henryk W. zmarł z powodu nagłego zaburzenia pracy krwioobiegu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz