wtorek, 20 listopada 2012

Komu przeszkodzi brzoza?

Nadkomisarz Paprochin, zgodnie z zasadami, które mu papa do głowy przez lat osiemnaście wkładał, po osiągnięciu pełnoletności i opuszczeniu rodzinnego gniazda, postanowił (jak przystało na prawdziwego mężczyznę) spłodzić syna, pobudować dom, na koniec zaś zasadzić drzewo.

Dom zbudował niedaleko Smoleńska, na małej działce odkupionej od miejscowego piekarza, Chazara Lejbacha, który zaniepokojony nastrojami antyżydowskimi, postanowił sprzedać majątek i powrócić na ziemie ojców. Syna dzielny oficer spłodził za trzecim podejściem, wcześniej ciesząc się z przyjścia na świat dwóch dorodnych córek: Nadii i Katarzyny.
Drzewo postanowił Paprochin zasadzić przy pobliskim młodniaku, za którym kilka potężnych spychaczy wyrównywało ziemię, spiętrzając jej nadmiar po dwóch stronach potężnego pasa.

Nadkomisarz wsparł się na trzonku szpadla i spojrzał na towarzyszącego mu lejtnanta Padalcewa.
- Ciekawe co też tam robią! - młody oficer łypnął na przełożonego, nie odrywając dłoni od spoconego czoła.
- Słyszałem, że lotnisko! - Paprochin wbił narzędzie w ściśle zbitą darń.
- Chyba nikomu nie będzie przeszkadzać, że zasadzimy tu drzewo? - Padalcew podrapał się po weekendowym zaroście.
- A niby komu? - oficer poszerzył lekko wykopany dołek i delikatnie wsunął do środka korzeń drzewka. Korowina błysnęła w słońcu cienkim białym płatem. Paprochin od zawsze czuł dziwną słabość do brzozy - No zastanów się, komu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz