czwartek, 26 lipca 2012

Płytki dowcip

- To żeś przegiął Dziadek! Teraz żeś autentycznie przegiął! - emeryt próbował wcisnąć się głębiej między wieszaki w dębowej szafie - Wyłaź i to w tej chwili!
- Ale to taki żart był! Zresztą się Witek śmiał z tego...
- On się nie śmiał dziadek, tylko wył jak mu te strupy z gaci wyciągali! - emeryt wyszedł powoli spomiędzy płaszczy i stanął w korytarzu ze spuszczoną głową.
Popatrzyłem na skulonego staruszka i nie wiedziałem co jeszcze powiedzieć, jakich argumentów użyć. Jak dziecko psia mać, jak dziecko...
- To był najpłytszy dowcip w Twoim życiu...
- Płytki dowcip synek - Dziadek Jacek łypnął na mnie spod krzaczastych brwi - to zakopanie teściowej tylko na głębokość szpadla, ale nie wydepilowanie komuś okolic bikini po pijaku!
Krew napłynęła mi do twarzy i zaczęła boleśnie pulsować w skroniach. Krzyk wypłynął z gardła bezwiednie.
- Ale za pomocą woskowania, a nie smołowania!

poniedziałek, 23 lipca 2012

Samo zdrowie

Patrz synek, - Dziadek Jacek podsunął mi jakiś kolorowy magazyn pod nos i wskazał palcem tekst wyróżniony czerwoną grubą ramką. Zaczął czytać na głos - żółtko kurze zawiera lecytynę, czyli przeciwutleniacz który ma właściwości zmiękczające, odżywcze i nawilżające, dzięki czemu wykorzystywany jest w wielu kosmetykach i działa korzystnie na układ nerwowy człowieka. Zawiera też witaminę A, D, E, K, B5, B6, B9, B12, C, biotynę, ryboflawinę, niacynę, sód, potas, wapń, magnez, fosfor, żelazo, cynk, miedź, mangan i jod. I co Ty na to?
- Brzmi przyjemnie! Tylko co z tego? - popatrzyłem na staruszka, wyczekując ciągu dalszego edukacyjnego wywodu.
- Ano to z tego, że teraz - Jacek zabrał gazetę i otworzył ją na całostronicowej krzyżówce panoramicznej - wbijesz do kubeczka trzy jajka, wsypiesz dziewięć łyżek cukru i ukręcisz mi zajebiście zdrowego kogla-mogla!
- Ale dziewięć? - podrapałem się po porosłej szczeciną dwudniowego zarostu brodzie.
- Masz racje, trzy łyżeczki na żółtko to kiepski pomysł. Niech będzie po cztery!

niedziela, 22 lipca 2012

Wielcy listy piszą... (14)

Wielcy listy piszą... (13)

Wielcy listy piszą... (12)

Dziadek zdobywca

- Jak to jest, - Dziadek Jacek polał naleśnik syropem malinowym i skręcił ciasto w ciasną rurkę. Czerwona maź wypłynęła szeroką strużką z obu stron żółto-brązowego rulonu - ilekroć próbuję zdobyć jakąś babkę, okazuje się, że to upadła kobieta.
- Może coś źle robisz? - siegnąłem na szczyt równo ułożonych placków, leżących pośrodku stołu na zabytkowej, secesyjnej tacy. Gorące cholera! Naleśnik załopotał lekko w powietrzu i wylądował na stojącym przede mną półmisku.
- Gdzie tam! Podchodzę od tyłu, wbijam raki w plecy, a kiedy gotuję się do akcji, baba upada.
Ogromny kęs utknął mi na granicy jamy ustnej i przełyku. Dławiąc się, popatrzyłem na staruszka spod ściągniętych w zdziwieniu brwi.
- Żartuję głupolu! - Jacek wykrzywił w uśmiechu wysmarowane syropem usta - Zanim użyję raków, wpierw wbijam czekan! - Nagle spoważniał i ścisnął mocniej butelkę malinowego soku - A może powinienem zacząć od zawieszenia karabińczyka?

Wielcy listy piszą... (11)

Wielcy listy piszą... (10)

czwartek, 19 lipca 2012

Dialogi z Majką...

Taka krótka rozmowa przy okazji kolacji:
- Jesteś głodna?
- Nie!
- Czyli nie zjesz pomidorów skrojonych w plasterki z cebulką i polanych śmietaną?
(akurat tylko taką wersję tomatów Majka uważa - dla Niej usieczenie warzyw w kostkę i rozbełtanie ich ze śmietaną, a nie daj Boże dodanie do tego ogórka, to grzech śmiertelny przeciw światowym tradycjom kulinarnym)
- Albo zjem ojcze, wiem bowiem, że zrobiłeś to z miłości!
Moja córka coraz bardziej mnie przeraża!

Wielcy listy piszą... (7)

Wielcy listy piszą... (6)

Wielcy listy piszą... (5)

niedziela, 15 lipca 2012

Partner na życie...

- Wybór odpowiedniego partnera, który towarzyszyć będzie do końca Twych dni, to nie takie hop-siup jak się wydaje! - Dziadek Jacek spojrzał na mnie znad talerza gorącego rosołu - Popatrz choćby na mnie i na babcię. - emeryt skinął głową w kierunku wersalki i leżącego na nim ciała, zaciągającego się papierosem marki Giewont przez długą szklaną fifkę - Mogłem mieć każdą! Byłem młody, przystojny, wykształcony, inteligentny, średnio majętny, ale pracowity i z perspektywami. Miałem własne lokum i suchą piwnicę z osobnym okienkiem na skipowanie węgla, a wziąłem sobie właśnie babcię. Myślisz pewnie, że była piękna. Otóż nie! Nie była też wykształcona, majętna czy robotna. Gotować nie potrafiła, przez co zalewane kluski wrzątkiem, doprawione przyprawą maggi jadłem pół wieku przed tym jak Chińczycy wymyślili zupki chińskie. Nie robiła na drutach, nie cerowała skarpetek, w łóżku była nieruchawa, a towarzysko niewyrobiona jak zakalec jaki. I mimo tego wszystkiego ja ją sobie wziąłem! A wiesz dlaczego? - Dziadek zawiesił głos, oczekując widać z mojej strony choćby próby odpowiedzi na tę matrymonialną zagwozdkę.
- No nie wiem... - poddałem się z marszu, nawet nie podejmując walki z zadaną materią.
- Nosz kurwa - Jacek pokiwał lekko głową - myślałem, że choć Ty mi to powiesz, bo ja też głupi jestem!

Kilka centymetrów szczęścia

sobota, 14 lipca 2012

O, kuchnia... (15)


Diaboły: Brukselka

Poniżej przedstawiam Wam pierwszy odcinek nowego cyklu, na który wpadłem podczas zmywania naczyń. Bo zmywanie naczyń to ZUO!

Piekło przestało nadążać. Jeszcze kilkaset lat temu to ono wyznaczało trendy zła, teraz popadło w dekadentyzm i wstecznictwo. 
Piwol i Dzierżyński to para diabłów, wysłanych na Ziemię celem inwigilacji gatunku ludzkiego, mająca obserwować, uczyć się i na koniec wszelkie złe nowinki i patenty przenieść na ojczysty grunt, by przywrócić Piekłu dawny blask i znaczenie.

Spojrzałem na talerz wypełniony po brzegi ugotowaną brukselką.
- Ty to na poważnie? - wskazałem palcem zielono-żółtą breję.
- Ponoć szkodzi...
- Komu Piwol? Weź mi wyjaśnij jak pięcioletniemu dziecku, komu?
- No dziecku właśnie! - Piwol usiadł delikatnie na taborecie po przeciwnej stronie stołu, zmarszczył czoło i wykrzywił usta w podkówkę.
Jak nic zaraz zacznie płakać - pomyślałem. Wiedział skubaniec, że nie mogę patrzeć jak płacze. Rozkleja mnie to. Zaczynam wtedy przepraszać, pocieszać, a na końcu lądujemy w łóżku. Na samą myśl już mi lekko wzdęło podbrzusze, ale postanowiłem tym razem udawać twardziela. On niestety o tym wiedział i wykorzystywał tę wiedzę bezczelnie, nawet w biały dzień i w towarzystwie. Ale weź mu wypomnij! Znowu się nabzdyczy i skończy się tym samym. Koło się zamyka psia mać.
- Ten mały spod trójki powiedział, że nienawidzi brukselki, bo to świństwo na świecie największe!
- Oj, Piwol, Piwol. Dzieci z natury nienawidzą wszystkiego! Taka konstrukcja mentalna. Nienawiść mają wklepaną w matrycę do czasu, gdy obiektu swej nienawiści nie wezmą  do ust lub nie wcisną w jakich otwór w ciele. I albo zaakceptują od razu, albo odkładają akceptację do osiągnięcia dojrzałości.
- A co to ma do brukselki? - Piwol najwyraźniej rżnął głupa.
- Piwol, Ty najwyraźniej rżniesz głupa! Brukselka zdrowa jest, bo ma jakieś tam witaminy i metale, że o wachlarzu kalorii nie wspomnę. Niestety smakuje jak niedoprawiony zakalec, przez co odrazę kulinarną w dzieciach wzbudza.
- Ale niedoprawiony zakalec dobry jest! - Piwol siorbnął lekko nosem i przetarł lewe oko.
- Dla nas głupolu! Dzieciakom to ni w ząb nie smakuje!
- Czyli zjesz?
- Ty chcesz mnie otruć czy jak? Że nie smakuje nie oznacza, że jest niezdrowe! Piwol, przecież te witaminy, żelaza i inne kalorie jeśli nie zabiją, to mogą wywołać bolesną niestrawność!
- No tak... Czyli do kosza?
- Ano do kosza skarbie! - popatrzyłem z czułością jak Piwol wstał od stołu i kręcąc seksownie ogonem zaniósł do kuchni talerz z parującym jeszcze kopcem brukselki. Czarne kopytka zastukały w kremową terakotę.
Opuchlizna podbrzusza zaczęła coraz przyjemniej pulsować. Piwol schylił się i zepchnął potrawę na wierzch sterty śmieci gnijących w platikowym koszu. Tego było za wiele, nie wyrobiłem!
Może jeszcze zdążę, może jeszcze zdążę! - przemknęło przez głowę, gdy biegłem do kuchni wpatrzony w apetyczny zadek Piwola.
- Zobacz, jeszcze tam Ci upadła!
- Gdzie, gdzie, gdzie... rżyński, Ty ogierze!

poniedziałek, 2 lipca 2012

Kochany pamiętniku (1)

W pijalni zjawialiśmy się jako jedni z pierwszych. Ja i Tomaszek. Już pełnoletni, a jednak nadal uczniowie szkoły średniej na obozie OHP gdzieś pod, jeszcze wtedy, czechosłowacką granicą. On zamawiał oranżadę, ja piwo. Wszak dorosłość biła ze wszystkich porów mego ledwo dziewiętnastoletniego ciała. Niedługo potem zwalała się reszta. Studenci, Rosjanie, ludzie z naszego obozu i kilku innych, zakwaterowanych wraz z nami w długim baraku z blachy i płyty pilśniowej. Roześmiani i rześcy, jakby nie mieli za sobą ośmiu godzin pracy, tylko dłuższą wycieczkę po ogrodzie. Bo w ogrodzie pracowaliśmy. To znaczy chyba tylko ja. Reszta, po włożeniu kilku jabłek do skrzynek, na tychże skrzynkach w zbiegających z niewielkich pagórków szpalerach drzewek owocowych zalegała, odsypiając nocne damsko-męskie manewry.
Tubylcy początkowo krzywo patrzyli na zafarbowane na czerwono spodnie, dłuższe włosy i kolczyk w uchu, z czasem, a raczej po kilku kolejkach, pili do mnie jak do swego. Ot, taka młodego fanaberia. Ruskie mówili na mnie "pudel"...
Była na obozie jedna taka łania. Ciało i twarz modelki. Na jej widok cała krew spływała mi w okolice nastoletniego krocza. Niestety przejął ją Tomaszek. Taka dupa wołowa, co to po jednym piwie traciła wgląd w swoją świadomość i podświadomość, a taką dziewczynę złapał. On się z nią ściskał i ocierał jak glonojad jakiś, ja w smutku piłem piwo z okrągłego akwarium.
Zakochała się wtedy we mnie jedna taka Rosjanka. Niestety nie doceniłem daru międzynarodowej miłości i unikałem, prawdę powiedziawszy całkiem do rzeczy niewiasty, jak tylko mogłem. Ona mnie szukała ciałem i duchem, ja wskrzeszałem partyzanckie tradycje naszego dumnego narodu.
Kiedy dziś wspominam tamten czas, myślę sobie jaki wtedy głupi byłem. Przecież ja, Lach młody, nadpobudliwy erotycznie, świeżo po zawodzie miłosnym, mogłem - ku chwale ojczyzny i dla własnej przyjemności - smutki w córze okupanta utopić! Ona by ten smutek z przyjemnością przyjęła i jeszcze dodała trochę swojego - takiego ortodoksyjnie słowiańskiego. A ja bym się za dziesiąt lat systemowego niewolnictwa zemścił! I za tego "pudla"...

niedziela, 1 lipca 2012

Ballada o upadłej kobiecie

Oto opowieść o kobiecie upadłej, zwanej - z racji wykonywanego zawodu - prostytutką, która przy trasie katowickiej, gdzieś na wysokości Raszyna, postanowiła wprowadzić w życie hasło promujące jedno z województw: "Nie do powiedzenia, do zobaczenia" i wystawiła na widok publiczny parzyste fałdy skórne otaczające szparę sromową (wargi sromowe większe) oraz przedsionek pochwy (wargi sromowe mniejsze), zwane fachowo wargami sromowymi, oczekując że ten tani chwyt marketingowy przysporzy jej nowych klientów, lubiących przed konsumpcją zajrzeć do menu i ocenić jakoś wystawianego towaru, a także obudzić w widzących ten widok użytkownikach wspomnianej trasy niepohamowaną rządzę choćby li tylko dotknięcia - oczywiście za stosowną opłatą - eksponowanego narządu.

Wystawiła piczkę
pod publiczkę.

Koniec

Wykorzystaj menela!

Zastanawiam się, czy słusznym jest zagłuszanie głosu i spychanie ludzi, którzy egzystencję, a w każdym bądź razie większość swoich funkcji życiowych oparli na wyniku procesu fermentacji, na społeczny margines. Tyle teoretycznej mądrości w oparciu o brak praktycznych zastosowań nie spotkałem w żadnej innej grupie. Nie odrzucajmy ich za wygląd, zapach czy nachalność próśb o dofinansowanie nierefundowanych substancji leczniczych. Wsłuchajmy się w ich głos!

Dziś na ten przykład przechodząc obok ławki okupowanej przez trzech przedstawicieli gatunku czerwonolicych (dwójki płci męskiej i samicy alfa), usłyszałem dialog dotyczący lenistwa partnerki jednego z nich.
Podsumowała to lekko rozmiędlonych głosem niewiasta i cisza zapadła w alejce. Zamilkli jej towarzysze, a i ja się lekko zamyśliłem nad słusznością wyartykułowanej (nie bez kłopotów) przed chwilą myśli:
- Jak se wziąłeś wielką panią, musisz zapierdalać na nią!

Postuluję więc raz jeszcze: nie odrzucajmy - wykorzystajmy!
Tylko bez podtekstów proszę, lubię partnerkę spoconą w trakcie i po, a nie na długo przed...

Złote myśli Dziadka Jacka

- Znacznie wzmocniłoby moją wiarę jedno "spierdalaj" powiedziane z krzyża...

- Jedni są piękni i bogaci, jeszcze inni zdrowi, inteligentni, sympatyczni, uzdolnieni, ustosunkowani lub silni. Niektórzy po prostu są i wtedy cała reszta przymiotników gówno Cię interesuje...

- Jeśli wystawiasz kogoś do wiatru, stawaj po stronie zawietrznej. Niektórzy po prostu śmierdząco się pocą!

Powiedzonko w sytuacji, kiedy rozwiązanie jednego problemu prokuruje powstanie następnego:
- Spadł mu kamień z serca i osadził się w nerkach...

- Moje zgorzknienie to efekt poczucia humoru innych...