czwartek, 24 stycznia 2013

Dialogi z Majką...

Majka doszła do wniosku, że nikt Jej nie kocha.
- Dajcie mi nóż, to się zabiję!
Trochę to dziwna prośba, bo przecież stała w kuchni, a obok leżał duży nóż do chleba.
Poszedłem do Niej jakieś pięć minut później. Siedziała za lodówką, odwrócona twarzą do ściany.
- To jak - spytałem - zabijasz się, czy nie, bo nie wiem czy zaczekać, czy iść się kąpać? Głupio by było mydlić sobie pachę, gdy ty będziesz się tu kroić i krwawić na podłogę.
Nic nie powiedziała.
- To zróbmy tak, ja idę się umyć, a Ty w razie jakby co mnie zawołaj!
Wykąpałem się, podziękowałem, że łaskawie zaczekała i usiadłem przed komputerem w dużym pokoju.
Przyszła po pięciu minutach - w jednym kawałku i... ukradła mi czekoladę!

* * *

Majka zadzwoniła ze szkoły.
- Tato, musisz podpisać zgodę i przynieść ciuchy.
Jaką zgodę, jakie ciuchy?
Płaciłem za wycieczkę, która planowana jest pod koniec miesiąca, a nie dziś! Ale może ja coś źle usłyszałem, albo coś się przesunęło.
Okazało się, że wyskoczył ni stąd ni zowąd jakiś kulig.
Pani w szkole była nad wyraz miła. Spisała dane, poprosiła o podpisanie zgody.
- Zwolniło się miejsce, więc puściłam wici i pańska córka wykazała inicjatywę...
- Ile ta inicjatywa będzie mnie kosztować?
- 35 złotych... Ale można zapłacić jutro!
Zapłaciłem na miejscu. W domu poprosiłem Majkę o przejawianie w przyszłości mniej kosztownych inicjatyw.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz