czwartek, 3 stycznia 2013

Philip K. Dick - płodny lekoman i schizofrenik!

Jeśli jesteście literatami z przeświadczeniem o własnym talencie i dziejowej misji, a w wieku lat 20 lub nawet 30 jeszcze nie zdobyliście literackiego Nobla, nie martwcie się. Urodzony 16 grudnia 1928 roku Philip Kindred Dick, kultowy, amerykański pisarz science fiction uznany został przez Czytelników i środowisko pisarskie dopiero w wieku lat 34, w momencie wydania powieści "Człowiek z Wysokiego Zamku"!

Osobnik ten nadużywał alkoholu i narkotyków, zaś swoje uzależnienie tłumaczył tym, iż od dziecka musiał brać dużo leków i stąd wzięło się jego przyzwyczajenie do pigułek. Wiele wskazuje na to, że właśnie pod wpływem środków psychoaktywnych powstała znaczna część twórczości Dicka. Niektórzy łączą jego uzależnienie z dużym tempem pisania: w ciągu dwóch lat, w czasie największego uzależnienia, napisał 11 powieści i około 60 opowiadań. Gdyby dostał do tego niebieską pigułkę lub jakiś specyfik na rozluźnienie mięśni zwieracza, to tempo byłoby zapewne jeszcze większe...

Podejrzewa się, że Dick cierpiał na schizofrenię paranoidalną, dodatkowo wzmacnianą przez używanie środków psychoaktywnych lub po prostu przez nie indukowaną.

W pewnym czasie wierzył, że Stanisław Lem był prowokacją komunistów, za którą kryła się grupa pisarzy działających na zlecenie partii komunistycznej, by przejąć kontrolę nad opinią publiczną. Dowodem tego miała być mnogość stylów pisarskich Lema i szeroka tematyka jego dzieł, a także nietypowe, niesłowiańskie nazwisko mogące być skrótem jakiejś tajnej komórki. P.K. Dick pisał nawet w tej kwestii do FBI...

Dick przez większość życia borykał się z problemami finansowymi, dopiero tuż przed śmiercią (2 marca 1982 r.) osiągnął stan stabilności finansowej. Niestety wtedy upomniała się o pisarza kostucha zsyłając na niego aż trzy zawały w jednym roku. Organizm nie wytrzymał wreszcie tej nawałnicy i ogłosił kapitulację.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz