czwartek, 31 stycznia 2013

Przemytnicy

Dziadek Jacek wpadł do domu jak burza. Trzasnął drzwiami, przekręcił zasuwkę, założył łańcuch i zaparł się plecami o skóropodobną tapicerkę.
- Co jest? - spytałem, wychodząc z kuchni na korytarz.
- Kociubas mnie goni!
- Ten z czwartego piętra, co ma warzywniak za rogiem?
- Ten sam i we własnej osobie! - staruszek odwrócił się, ostrożnie odsunął klapkę wizjerka i przystawił do niego lewe oko. Trwał tak bez ruchu, aż do momenty, gdy w drzwi coś wściekle załomotało.
- Otwieraj stary oszuście!
Jacek odskoczył jak oparzony i podreptał do ubikacji. Nie zapalając światła wszedł do środka, lecz zanim zniknął w mroku pomieszczenia, syknął cicho:
- Jakby co, to mnie nie ma...
Drzwi zamknęły się bezgłośnie.
Tymczasem na klatce schodowej ktoś uparcie domagał się widzenia z Jackiem, co zresztą wspierał potokiem wyszukanych epitetów.
Otworzyłem.
W progu faktycznie stał Kociubas. Prawą rękę trzymał w odwodzie, gotową do użycia, gdy tylko szczelina w drzwiach będzie na tyle szeroka, by prasnąć znajdującą się w niej głowę. Wielka jak bochen dłoń uniosła się i opadła ze świstem. Zatrzymała się tuż przed moim nosem. Poczułem na policzkach przesiąknięty zapachem warzywnej zgnilizny powiew, a pod powiekami zamkniętych odruchowo oczu, wyświetlił się obraz Justynki, mojej pierwszej przedszkolnej miłości.
- A, to pan... - usłyszałem.
- Ano ja... - odetchnąłem głęboko.
- Zastałem seniora? - mężczyzna spytał grzecznie, choć widać było, że ledwo poskramia w sobie rozszalałą bestię.
- Był, ale bardzo szybko gdzieś przed chwilą wyszedł.
Kociubas rozejrzał się po pustym korytarzu przedpokoju i kiwnął głową.
- A co się stało, jeśli można wiedzieć, że poszukuje pan tak nagle Dziadka? - przymknąłem drzwi, zapierając je dla pewności stopą.
- Bo widzi Pan, z powodu dość nietypowego poczucia humoru seniora, mam teraz nieliche kłopoty, szuka mnie policja i służby, których nazw nie jestem teraz nawet w stanie wymienić.
- Ale jak?
- Przyszedł dziś do mnie i poprosił o przysługę. Chciał zaimponować tej wdówce po prokuratorze Knedlińskim spod piętnastki...
- Tej wdówce?! - uniosłem brwi i zrobiłem duże oczy.
- Właśnie tej, szanowny Panie! - sklepikarz oblizał wargi i uśmiechnął się lekko - Chciał więc jej zaimponować i poprosił, bym odegrał przed nią małą scenkę. Otóż miałem mu w jej obecności zaproponować pracę przy sprowadzaniu dość nietypowego i mocno zakazanego towaru z Ameryki Południowej. Miało to zabrzmieć tak, jakbyśmy rozmawiali potajemnie o przemycie... No wie Pan czego!
- Domyślam się.
- On miał odrzucić moją propozycję i zbesztać mnie za nieobywatelską postawę. Ona wpadłaby w świętojebliwy zachwyt, no i... No wie Pan co! - brwi Kociubasa znowu niedwuznacznie zatrzepotały.
- Flaszka czy dwie?
- Dwie! Za jedną flaszkę to bym palcem w bucie nie kiwnął!
- Nie no oczywiście. Za fachowość trzeba zapłacić!
- Właśnie! - sąsiad pokiwał głową - No więc kiedy wpadł do mnie, że niby wdówka idzie i zaczęliśmy, zgodnie z umową, szeptać o przemycie, do sklepu ktoś faktycznie wszedł i słyszał wszystko co ja jemu, a on mnie nałgał. Nie widzieliśmy tej osoby dokładnie, bo zgodnie z zasadami konspiracji przybijaliśmy transakcję za skrzynkami ziemniaków, ale kiedy dziadek miał już wyskakiwać zza tej barykady z ustalonym moralnym "tadaaaam", okazało się, że wdówka skręciła nagle do obuwniczego, a do mojego sklepiku wszedł dzielnicowy na urlopie.
- To nie można było tego obśmiać i powiedzieć jak się sprawa naprawdę ma?
- Niby można, gdyby nie jeden drobny szczegół! Dziadek nie dość, że przyjął moją kryminalną propozycję, to na dokładkę rzucił się na kolana przed funkcjonariuszem, choć po służbie, i zaczął wrzeszczeć, że wszystko wyzna i ma dość życia w zakłamaniu i świadomości łamania prawa! - Kociubas znowu się ożywił i naparł ramieniem na drzwi wejściowe - Jak spotkam tego starego idiotę, to będzie się modlił o powrót krzesła elektrycznego.
- Tylko nie starego! - Jacek wychylił się z kryjówki.
To, co wydarzyło się chwilę potem można porównać tylko do sensacyjnego filmu puszczanego w przyspieszonym tempie na podglądzie. Nagle na schodach pojawiło się kilku zamaskowanych osobników, uzbrojonych po zakryte kominiarkami zęby, w sekundę obaliło wielkiego niczym niedźwiedź sąsiada i wykręciło mu ręce na plecach, po chwili w podobnej pozycji leżałem ja, po kolejnej nie mieliśmy drzwi łazienkowych, a na koniec obok mnie wylądował Dziadek.
Spojrzałem w wytrzeszczone nieludzko oczy emeryta.
- Ja Cię zabiję draniu!
Kociubas, nie bez problemu, odwrócił głowę w moją stronę.
- Kolejka jest panie szanowny! Kolejka jest!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz