sobota, 9 lutego 2013

Chemia...

Wróciłem z targowicy z zakupami. Trzeba było kupić płyn do garów, poszedłem więc do jednej z bud, w której młode jeszcze małżeństwo sprzedawało środki czystości przywożone od naszych zachodnich sąsiadów. By być bliżej klienta Pani wyszła z towarem na zewnątrz ciasnego lokum, rozstawiając pudełka, torebki i buteleczki na kilku stolikach, według sobie tylko znanego systemu. Stała za tak powstałym kramem i zacierała zgrabiałe na mrozie dłonie. Poprosiłem o płyn, a gdy płaciłem rzuciłem uśmiechając się lekko:
- Między nami jest chemia!
Nie zrozumiała... Może to i dobrze, bo mąż nie ułomek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz