sobota, 16 lutego 2013

Raymond Chandler - zakaszlany depresant

Jakiś czas temu pisaliśmy o nieprostych życiorysach i popieprzeniu kilku pisarzy. Dziś listę tę uzupełniamy o kolejne nazwisko literackiego depresanta.

Raymond Thornton Chandler (1888-1959), amerykański autor powieści i opowiadań kryminalnych, "ojciec" prywatnego detektywa Philipa Marlowe nie miał prostego życiorysu. Zazwyczaj literaci rozpoczynają karierę wcześnie, ledwo wyrosną z nocnika i zaczną sikać na stojaka do muszli klozetowej, a już wydają pierwszą powieść drukiem. W przypadku Chandlera schemat ten niestety się nie powielił. Raymond swoje pierwsze opowiadanie "Blackmailers Don't Shoot" opublikował w magazynie "Black Mask" w 1933, mając już lat 45. Na pierwszą powieść "Głęboki sen" ("The Big Sleep") przyszło czytelnikom czekać aż 6 lat - do 1939 roku. Nietrudno wyliczyć (dwa, trzy, jeden w pamięci), że jej autor miał wtedy 51 lat!
Cofnijmy się jednak nieco w czasie i zobaczmy co działo się z nim nieco wcześniej.
Otóż gdy Mundzio miał 8 lat rozwiedli się jego rodzice, a on wraz z matką przeniósł się do Londynu. Po ukończeniu szkoły w Dulwich spędził rok we Francji i Niemczech. Po powrocie do Anglii został urzędnikiem administracji państwowej, a to jak wszystkim wiadomo, może nawet najzdrowszy organizm i najsprawniej działający mózg nieźle poharatać.
Nie było też tajemnicą, że pisarz ostro pił i był dość krewkim mężczyzną, ze skłonnościami do depresji klinicznej. Gdy w roku 1954 zmarła jego o 18 lat starsza żona - Pearl Cecily Bowen - Chandler przeżył załamanie i próbował w 1955 roku popełnić samobójstwo. Zrobił to jednak na tyle nieudolnie, że przeżył jeszcze cztery lata i i zmarł dopiero 26 marca 1959 roku w Los Angeles na zapalenie płuc.
Zakaszlał się na śmierć...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz