poniedziałek, 4 marca 2013

Jak docenić Dziadka?

Pomalowana na brązowo blacha, pokrywająca drzwi zakładu, zadrżała lekko. Tabliczka informująca o godzinach przyjmowania interesantów i telefonie kontaktowym, zatańczyło na zbyt luźnym wkręcie niczym miniaturowe wahadło. Zapukałem raz jeszcze. Dziadek zmrużył oko i przytknął głowę do zimnej powierzchni metalu.
- Proszę! - piskliwy kobiecy głosik wystrzelił ze szczelin w framudze.
Dziadek odskoczył od drzwi jak poparzony, włożył palec do ucha i zatrzepotał nim energicznie.
Nacisnąłem klamkę. Jacek odepchnął mnie wolną ręką i jako pierwszy przekroczył próg zakładu.
- Dzień dobry Pani Krysiu! - wrzasnął i niczym żołnierz na defiladzie, przemaszerował między dwoma przerośniętymi palmami, po brązowym chodniku, wprost do ciężkiego biurka, za którym zasiadała niewiasta w grubych rogowych okularach i burzy upiętych pstrokatymi klamrami blond loków. Właśnie piłowała długie, pomalowane na czerwono pazury.
- Dziadek Jacek? - zdziwiła się lekko i wyciągnęła do niego drobne rączki. Emeryt chwycił je w swoje pomarszczone bochny i złożył na pachnącej kremem nawilżającym skórze siarczyste całusy - Co pana do nas sprowadza? Chyba nie...
Nie dokończyła, bowiem staruszek odsunął lekko toporny mebel, stanął obok kobiety i złapał ją mocno za wąską kibić.
- Uhmmmmm... - zamruczała zaskoczona - Panie Jacku, ja jestem w pracy!
- Wiem duszko! Ja też mogę zaraz być!
Niewiasta westchnęła głęboko.
Chrząknąłem cicho, starając się zwrócić na siebie uwagę. Nieco pomogło. Krysia, prywatnie -sąsiadka z bloku naprzeciwko, zawodowo - pracownica administracji w Zakładzie Pogrzebowym "Jak u mamy", nie odrywając wzroku od oczu Jacka machnęła ręką, wskazując jedno z trzech krzesełek stojących przed biurkiem.
- Niech siada!
Jacek tymczasem przycisnął ją jeszcze mocniej do siebie.
- Panna Krysia taka samiuśka, a ja do panny Krysi z interesem!
- Czuję, czuję! - kobieta zamknęła oczy, odchyliła głowę i ułożyła krwistoczerwone wargi w niewielki dziubek.
- Uhmmmm... - Chrząknąłem ponownie.
Dziadek chyba zrozumiał aluzję, bowiem zwolnił uścisk tak nagle, że Krysia straciła równowagę i opadła na wielki fotel. Spojrzała zaskoczona na stojącego nad nią mężczyznę.
- Najpierw przyjemności potem interesy duszko! - Jacek tryknął lekko biodrami.
- Mrrrrau... - ku lekko napęczniałemu rozporkowi powędrowały w kocim ruchu czerwone paznokcie.
Dziadek tymczasem usadowił wielkie cielsko na drugim krzesełku i wsparł łokciami o gruby, dębowy blat.
- Chciałbym już dziś zamówić dla siebie kilka rzeczy, bo jak znam życie, - kiwnął głową w moją stronę - kiedy przyjdzie na mnie pora, wsadzą mnie do malaksera i zakopią w tekturowym pudełku.
Krysia zachichotała, wyjęła z szuflady kilka katalogów i rozłożyła przed Jackiem.
- Płaci Pan też teraz?
- Dziś tylko wybieram, a panna Krysia będzie świadkiem mej ostatniej woli. Zapłacą sępy! Ale żeby nie wrzeszczały potem, że nawet po śmierci muszą sponsorować pasożyta, proszę przy rachunku, zamiast słowa "koszt" wpisać "cena pogrzebu".
- Przecież to wszystko jedno! - Krysia spojrzała zdziwiona na staruszka.
- Niby tak, ale zawsze można powiedzieć, że pogrzeb dziadka nie był KOSZTEM, a doCENIENIEM jego długiego żywota.
- Oj, długiego... - kobieta znowu lekko się rozmarzyła.
- To co duszko, - Dziadek przysunął katalog i otworzył go na zestawie dębowych trumien - widzimy się wieczorem!
- Mrrrrau... - czerwone pazurki znów zagrabiły powietrze przed jego twarzą - I pogadamy o interesach! - drobna stópka w brązowych rajstopkach wyprysnęła spod biurka, opadła na krocze emeryta i poczęła gnieść je niczym francuskie ciasto.
- Moja dziewczynka! Mo-jaaaa!

2 komentarze:

  1. Prędzej zakład pogrzebowy splajtuje niż Dziadek Jacek się przeniesie na tamtą stronę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na razie nie ma mu się na przenosiny. Wiem, bo znam go bardzo dobrze. Blisko jesteśmy...

    OdpowiedzUsuń