sobota, 29 czerwca 2013

Językowe nieporozumienie

- Wiesz, synek - Dziadek Jacek zanurzył aluminiową łyżeczkę w kubku z dopitą do połowy herbatą - kobieta dobrze jeśli nie jest zbyt gruntownie, a szczególnie językowo, wykształcona!
- A to czemu? - rozsmarowałem resztkę marmolady na lekko czerstwej połówce bułki z przedziałkiem i spojrzałem zaspanym wzrokiem na emeryta. Wstałem przed chwilą, obudzony niezdarną krzątaniną staruszka po kuchni i dla poprawienia smaku w zaspanej gębie, sięgnąłem po niedojedzone śniadanie z wczoraj.
- Bo kiedyś - Jacek wbił wzrok w poszarzały kikut wyschniętego sukulenta stojącego na parapecie. - tak jakoś we wojnę, jakeśmy z moją przed radzieckimi uciekali, w pysk dostałem z powodu konfliktu językowego pewnego.
- Czyli, że jak?
- Bo widzisz synek, babcia znajomość podstawową jężyka angielskiego posiadała, a ja, nieświadomy tego faktu, po spakowaniu dobytku na furmankę, kazałem jej natenczas bat sobie podać, coby kobyłkę naszą do jazdy przymusić.
- To co żeś jej powiedział?
- Po naszemu żeby teraz bat podała?
- Już mówiłeś, ale za to się po gębie nie trzaska!
- No tak, ale ja żem krzykął "Ju! Bicz!".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz