sobota, 7 września 2013

Bo to grzech jest

Był sobie kiedyś młody chłopak. Sierota nastoletnia, co to za dnia włóczyła się i żebrała po mieście, nocą spała w opuszczonym domku pracowniczych ogródków działkowych. Siedząc samotnie nocą na zdezelowanym materacu znalezionym na pobliskim śmietnisku, w świetle niedopalonych zniczy, zdjętych z mogił miejskiego cmentarza, oddawało się pacholę swojej największej pasji, czyli śpiewaniu. Aż pewnego dnia po mieście rozeszła się wieść, że oto do miasteczka zawitała ekipa producentów programu muzycznego, poszukująca nowych, młodych talentów. I postanowił chłopiec spróbować swych sił i udał się na przesłuchanie. Kiedy wreszcie stanął na scenie, strach go zdjął okrutny. Lecz zaśpiewał.
Niestety okazało się, że nie dość, że nie ma głosu, to na dodatek ni krztyny słuchu muzycznego.
Zszedł młodzian zawstydzony ze sceny, żegnany gwizdami i śmiechem zebranej w sali widowiskowej widowni.
Postanowił jednak pokazać wszystkim jak bardzo mylili się co do jego osoby i jak niesłusznie postawili krzyżyk na jego talencie. Ćwiczył więc codziennie, zapominając o żebraniu, czy wizytach w jadłodajni dla ubogich, działającej przy pobliskiej parafii. I śpiewał tak, i śpiewał, bez jedzenia, bez picia, aż umarł z głodu.
A morał tej opowieści jest taki, że nie wolno kraść zniczy z cmentarza, bo to grzech jest!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz